Spis treści:
- "Zmiany w szkołach mają pomóc dzieciom. Ekspertki wskazują, czego wciąż brakuje"
- Psycholog szkolny nie rozwiąże wszystkich problemów. Gdzie kończy się pomoc szkoły?
- Psycholog nie może tylko gasić pożarów. Potrzebna jest profilaktyka
- Więcej specjalistów nie zawsze oznacza więcej pomocy. Tak wygląda sytuacja w szkołach
- Psycholog szkolny nie siedzi tylko w gabinecie. Tak wygląda jego praca od kuchni
- Szkoła czy prywatny gabinet? Psychologowie coraz częściej łączą kilka miejsc pracy
- Młodzi psychologowie uczą się pracy dopiero w szkole
- Złość, lęk, samotność. Z czym dzieci przychodzą dziś do psychologa?
- "On z tego wyrośnie". Co, gdy rodzic nie widzi problemu dziecka?
- "Jedna rozmowa i koniec". Matka o pomocy psychologicznej w szkole
"Zmiany w szkołach mają pomóc dzieciom. Ekspertki wskazują, czego wciąż brakuje"
System pomocy psychologiczno-pedagogicznej w szkołach w ostatnich latach przechodzi zmiany. Jedną z tych najważniejszych było wprowadzenie minimalnej liczby etatów psychologów, pedagogów specjalnych, logopedów i terapeutów pedagogicznych, uzależnionej od liczby uczniów. Jak zauważają Aleksandra Świdzikowska i Małgorzata Bojanko, psycholożki z ponad 15-letnim doświadczeniem w pracy w szkołach i przedszkolach oraz twórczynie marki "I weź tu się dogadaj", rozwiązanie to zwiększyło dostęp dzieci do specjalistów, również w mniejszych i wiejskich placówkach. Nie rozwiązało jednak problemu ich niedoboru - zdarza się, że jeden specjalista pracuje jednocześnie w kilku szkołach, a minimalne normy nie zawsze odpowiadają rzeczywistym potrzebom uczniów.

Kolejna istotna zmiana wejdzie w życie 1 września 2026 roku. Szkoły będą zobowiązane do przygotowania opinii o funkcjonowaniu dziecka przed wydaniem przez poradnię orzeczenia. Ma to zwiększyć znaczenie obserwacji dziecka w jego codziennym środowisku przy planowaniu dalszego wsparcia. Nowe rozwiązanie budzi jednak wątpliwości nauczycieli i specjalistów, między innymi ze względu na brak jasnych wytycznych i dodatkowych godzin na realizację tego zadania. Politycy zaczynają dostrzegać potrzeby dzieci i młodzieży w zakresie wsparcia specjalistycznego oraz konieczność dostosowania warunków kształcenia do różnorodnych potrzeb dzieci. Ciągle jednak nie doszacowują liczby godzin specjalistów potrzebnych na to, by dobrze realizować wzniosłe założenia i idee, chociażby edukacji włączającej.
Aleksandra Świdzikowska i Małgorzata Bojanko podkreślają przy tym, że obowiązujące przepisy nie odpowiadają w pełni na rzeczywiste potrzeby uczniów, choć nie można uznać ich wyłącznie za rozwiązanie formalne. Minimalne normy wymusiły zatrudnianie specjalistów w placówkach, w których wcześniej ich brakowało, ale jednocześnie często stają się granicą, poza którą trudno zwiększyć liczbę etatów - nawet gdy dyrektorzy sygnalizują, że potrzeby uczniów są znacznie większe.
Psycholog szkolny nie rozwiąże wszystkich problemów. Gdzie kończy się pomoc szkoły?
Agnieszka Przybysz jest psychologiem dziecięcym i certyfikowaną trenerką umiejętności społecznych, z doświadczeniem w pracy z dziećmi, młodzieżą i rodzinami. Swoje doświadczenie zdobywała zarówno w systemie oświaty, jak i placówkach medycznych. Obecnie łączy pracę psychologa i nauczyciela współorganizującego kształcenie z pracą gabinetową. W sieci prowadzi profil @psycholog_dzieciecy_agnieszka, gdzie popularyzuje wiedzę na temat rozwoju emocjonalnego i społecznego dzieci.
Ekspertka również wyjaśnia, że w ostatnich latach system znacząco się rozwinął, a sama obecność psychologa czy pedagoga w szkole stanowi dużą wartość. Coraz więcej uwagi poświęca się zdrowiu psychicznemu dzieci, dzięki czemu trudności mogą być zauważane wcześniej, a uczniowie mają większą możliwość skorzystania ze wsparcia.
Natomiast trudno powiedzieć, że system w pełni odpowiada na wszystkie potrzeby dzieci i młodzieży. Potrzeby są bardzo różne i coraz bardziej złożone, a możliwości szkoły są jednak ograniczone. Psycholog szkolny nie jest terapeutą dostępnym dla każdego dziecka przez cały czas - ma określony wymiar godzin, dużą liczbę uczniów i wiele obowiązków poza bezpośrednią pracą z dzieckiem.
Jednym z największych wyzwań pozostaje dostęp do specjalistycznej i długoterminowej pomocy. Szkoła może oferować wsparcie psychologiczno-pedagogiczne, zajęcia, działania profilaktyczne czy interwencję kryzysową, jednak nie zawsze ma możliwość zapewnienia dziecku terapii odpowiadającej jego potrzebom. W takich przypadkach niezbędna staje się współpraca z rodzicami oraz specjalistami spoza szkoły. Jednocześnie dużym atutem szkolnego psychologa jest obecność w codziennym środowisku dziecka. Dzięki temu może obserwować jego funkcjonowanie, współpracować z nauczycielami, wychowawcą, pedagogiem, pedagogiem specjalnym i rodzicami. To pozwala dostrzec trudności, które nie zawsze ujawniłyby się podczas pojedynczego spotkania w gabinecie.
Dlatego powiedziałabym, że system odpowiada na część potrzeb dzieci i zdecydowanie jest potrzebny, ale nie jest w stanie samodzielnie odpowiedzieć na wszystkie problemy. Potrzebujemy zarówno dobrze funkcjonującej pomocy w szkole, jak i sprawnej współpracy z poradniami oraz specjalistami poza systemem oświaty.
Jak podkreśla psycholożka, istotne jest również właściwe określenie roli psychologa szkolnego. Nie powinien być postrzegany jako osoba odpowiedzialna za rozwiązanie wszystkich problemów dziecka. Jego zadaniem jest rozpoznawanie potrzeb, udzielanie wsparcia, reagowanie na pojawiające się trudności oraz współpraca z otoczeniem ucznia. Jeśli sytuacja tego wymaga, psycholog powinien również wskazać potrzebę skorzystania z bardziej specjalistycznej pomocy poza szkołą.
Psycholog nie może tylko gasić pożarów. Potrzebna jest profilaktyka
Aleksandra Świdzikowska i Małgorzata Bojanko podkreślają, że szkoły zdecydowanie powinny mocniej stawiać na profilaktykę i wczesne rozpoznawanie trudności, jednak odpowiedzialności za dobrostan dziecka nie można przerzucać wyłącznie na placówki oświatowe. Ważną rolę mają tu również rodzina czy lekarze pediatrzy. Problem w tym, że skuteczna profilaktyka wymaga czasu, którego szkolnym specjalistom często brakuje. Jeśli jeden psycholog ma pod opieką około 200 dzieci, a jego praca koncentruje się przede wszystkim na interwencjach i bieżących obowiązkach, trudno znaleźć przestrzeń na działania zapobiegawcze.
Profilaktyka to jednak znacznie więcej niż sama obecność psychologa w szkole. Obejmuje również atmosferę panującą w placówce, dobrostan nauczycieli, jakość relacji z uczniami, zaufanie do kadry oraz czas, który można poświęcić dzieciom poza sztywno określonymi zadaniami. Zdaniem ekspertek skuteczna profilaktyka wymaga więc zmian nie tylko na poziomie pojedynczej szkoły, ale całego systemu.

Zobacz również: Naukowcy mówią wprost. Takie są skutki przyjaźni z młodszymi osobami
Więcej specjalistów nie zawsze oznacza więcej pomocy. Tak wygląda sytuacja w szkołach
Jak już wspomniałam, w ostatnich latach liczba psychologów, pedagogów i innych specjalistów pracujących w szkołach i przedszkolach wyraźnie wzrosła. Agnieszka Przybysz, powołując się na dane Ministerstwa Edukacji Narodowej wskazuje, że w roku szkolnym 2024/2025 psychologa nie było w 17,59 proc. szkół, podczas gdy w roku szkolnym 2025/2026 odsetek ten spadł do 13,40 proc. Oznacza to, że w ciągu roku psycholog pojawił się w ponad 4 proc. kolejnych placówek. Jest to zdecydowanie potrzebna zmiana. Nie oznacza jednak, że system dysponuje już wystarczającą liczbą specjalistów w stosunku do rzeczywistych potrzeb uczniów. Wraz z rosnącą świadomością problemów dzieci zwiększa się bowiem także liczba osób wymagających wsparcia oraz zakres obowiązków specjalistów.
Dlatego samo zwiększenie liczby etatów nie mówi nam jeszcze wszystkiego. Ważne jest również, na ile dzieci przypada jeden specjalista, w jakim wymiarze pracuje i ile czasu rzeczywiście może przeznaczyć na bezpośrednią pracę z uczniem. Możemy mieć psychologa zatrudnionego w szkole, ale jeżeli jest on tam tylko kilka godzin w tygodniu i ma pod opieką bardzo dużą liczbę uczniów, jego możliwości są siłą rzeczy ograniczone.
Na jakość pomocy wpływają również warunki, w jakich pracują specjaliści. Istotne są m.in. odpowiednie pomieszczenie zapewniające uczniom prywatność, możliwość współpracy z innymi osobami zaangażowanymi w pomoc dziecku, a także czas na przygotowanie do pracy i prowadzenie dokumentacji. Sam fakt zatrudnienia psychologa nie gwarantuje więc, że będzie on miał możliwość skutecznego wspierania uczniów.
Warto też zwrócić uwagę na rotację specjalistów. Jeżeli psycholog czy pedagog z różnych powodów odchodzi z placówki, jego miejsce zajmuje kolejna osoba, z którą dziecko musi od nowa zbudować relację i poczucie bezpieczeństwa. Czasami oznacza to również konieczność ponownego poznania potrzeb dziecka i budowania od początku tego, co z poprzednim specjalistą udało się już wypracować. Dla części dzieci taka zmiana może być szczególnie trudna i wpływać na ciągłość udzielanego wsparcia.
Problemem pozostaje także zatrzymanie specjalistów w szkołach. Choć ofert pracy dla psychologów i pedagogów nie brakuje, sama liczba wolnych stanowisk nie oznacza jeszcze, że znajdzie się wystarczająco dużo osób gotowych je objąć. Na atrakcyjność tej pracy wpływają m.in. warunki zatrudnienia, zakres obowiązków, poziom obciążenia, możliwości rozwoju zawodowego oraz wynagrodzenie. Dlatego, zdaniem psycholożki, potrzebne jest nie tylko zwiększanie liczby etatów, ale także tworzenie specjalistom warunków, które pozwolą im rzeczywiście pomagać. Psycholog, pedagog czy pedagog specjalny powinien być nie tylko formalnie obecny w szkole, ale mieć przede wszystkim czas, przestrzeń i możliwości, by skutecznie odpowiadać na potrzeby uczniów.
Psycholog szkolny nie siedzi tylko w gabinecie. Tak wygląda jego praca od kuchni
Agnieszka Przybysz wyjaśnia, że trudno wskazać konkretną liczbę godzin, które psycholog szkolny może poświęcić jednemu dziecku. Zależy to między innymi od liczby uczniów, wymiaru zatrudnienia, liczby specjalistów w placówce i organizacji pracy szkoły. Psycholog nie zajmuje się bowiem wyłącznie indywidualnymi spotkaniami z uczniami. Prowadzi również konsultacje z rodzicami i nauczycielami, obserwacje, zajęcia w ramach pomocy psychologiczno-pedagogicznej, przygotowuje dokumentację i uczestniczy w pracy zespołowej.
Jednocześnie może prowadzić z dzieckiem regularną, systematyczną pracę - obserwować jego funkcjonowanie, monitorować postępy i wspierać je w konkretnych trudnościach. W przypadku uczniów posiadających orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego dochodzą także m.in. zajęcia rewalidacyjne i inne formy wsparcia wynikające z ich indywidualnych potrzeb. Nie należy jednak utożsamiać takiej pomocy z długoterminową terapią czy psychoterapią prowadzoną w gabinecie. Szkoła ma inne zadania i możliwości, a psycholog musi pozostawać dostępny także wtedy, gdy pojawia się nagły kryzys, konflikt, trudne zachowanie czy sytuacja wymagająca szybkiej interwencji.
W praktyce oznacza to ciągłe balansowanie między zaplanowaną pracą a reagowaniem na bieżące potrzeby uczniów. Jeśli w placówce pracuje kilku specjalistów, łatwiej podzielić między nich obowiązki. Gdy jeden psycholog ma pod opieką dużą liczbę dzieci, możliwości regularnej pracy indywidualnej są znacznie mniejsze.
Dlatego powiedziałabym, że szkoła daje możliwość regularnego i systematycznego wspierania dziecka, ale nie jest miejscem, w którym można zastąpić długoterminową terapię prowadzoną w gabinecie. Te dwa rodzaje pomocy mają trochę inny charakter i mogą się wzajemnie uzupełniać.
Szkoła czy prywatny gabinet? Psychologowie coraz częściej łączą kilka miejsc pracy
Trudno mówić o jednym, dominującym powodzie, dla którego psychologowie decydują się odejść ze szkoły. Jak zauważa Agnieszka Przybysz, częściej niż z całkowitą rezygnacją z pracy w oświacie można spotkać się z łączeniem kilku miejsc zatrudnienia - na przykład pracy w szkole lub przedszkolu z pracą w gabinecie. Zapotrzebowanie na psychologów w oświacie pozostaje duże, o czym świadczy liczba ofert pracy. Jednocześnie warunki zatrudnienia nie zawsze odpowiadają zakresowi obowiązków. Duża liczba uczniów, ograniczony czas na bezpośrednią pracę, odpowiedzialność i obciążenie emocjonalne mogą prowadzić do przeciążenia, a w dłuższej perspektywie także do wypalenia zawodowego. Problemem bywają również warunki organizacyjne. Nie każda placówka może zapewnić specjalistom osobny gabinet, a dzielenie jednej przestrzeni przez kilku pracowników może utrudniać prowadzenie rozmów czy zajęć i zapewnienie uczniom odpowiedniej prywatności.
Istotną kwestią pozostają także finanse. Wynagrodzenia w oświacie nie zawsze są, zdaniem psycholożki, adekwatne do poziomu odpowiedzialności i obciążenia. Do tego dochodzą kwestie stabilności zatrudnienia - część specjalistów pracuje na umowach terminowych obejmujących jedynie rok szkolny. W sektorze prywatnym, poradniach czy placówkach medycznych możliwości i warunki pracy mogą wyglądać zupełnie inaczej.
Na decyzje zawodowe wpływa również potrzeba ciągłego rozwoju. Psychologowie zdobywają dodatkowe kwalifikacje, uczestniczą w szkoleniach i podejmują studia podyplomowe, chcąc specjalizować się w pracy z określonymi grupami dzieci czy konkretnymi trudnościami. To z kolei wymaga czasu i dodatkowych nakładów finansowych.
Ostatecznie nie można więc wskazać jednej przyczyny, która wyjaśniałaby decyzje wszystkich psychologów. W grę wchodzą zarówno kwestie finansowe i organizacyjne, jak i możliwości rozwoju, etap kariery czy indywidualne preferencje. Często rozwiązaniem okazuje się nie wybór między szkołą a sektorem prywatnym, ale połączenie obu ścieżek. Zdaniem Agnieszki Przybysz szczególnie na początku kariery wartościowa może być praca w zespole bardziej doświadczonych specjalistów - w szkole, przedszkolu, poradni czy placówce medycznej.

Zobacz również: To nie wiedza ani pamięć. Ten prosty nawyk świadczy o dojrzałości emocjonalnej
Młodzi psychologowie uczą się pracy dopiero w szkole
Kolejnym problemem staje się to, że studia psychologiczne nie przygotowują w pełni do specyfiki pracy w szkole - wyjaśniają Aleksandra Świdzikowska i Małgorzata Bojanko, które na co dzień wspierają początkujących psychologów (przed)szkolnych. Ich zdaniem dopiero praktyka pozwala młodym specjalistom w pełni zrozumieć, jak wielowymiarowa jest ich rola. Psycholog szkolny musi jednocześnie rozpoznawać trudności rozwojowe i problemy psychiczne, wspierać dzieci, konsultować się z rodzicami i nauczycielami, reagować na kryzysy, rozwiązywać konflikty, prowadzić działania profilaktyczne i zajmować się dokumentacją. To szeroki zakres kompetencji, których nie da się w pełni zdobyć podczas studiów. Na początku kariery szczególnie brakuje młodym psychologom wsparcia bardziej doświadczonego specjalisty, superwizji oraz czasu na spokojne wdrożenie się w obowiązki.
W szkole często nie ma jednak okresu przejściowego - wraz z rozpoczęciem roku szkolnego wszystkie zadania ruszają od razu. Jeśli jest to pierwsza praca po studiach, w placówce, w której nie ma drugiego psychologa, to zaczyna się tzw. nauka w biegu.
Złość, lęk, samotność. Z czym dzieci przychodzą dziś do psychologa?
To, w jakich warunkach pracują szkolni psychologowie, ma bezpośrednie przełożenie na dzieci, które trafiają do ich gabinetów. A tych, które potrzebują wsparcia, nie brakuje. Agnieszka Przybysz tłumaczy, że problemy, z jakimi uczniowie zgłaszają się do psychologa, są bardzo różnorodne i zależą między innymi od ich wieku oraz specyfiki placówki. Jedną z najczęstszych grup stanowią trudności emocjonalne - problemy z regulacją emocji, silne reakcje złości, lęk, obniżony nastrój, stres czy sytuacje kryzysowe. Dużo zgłoszeń dotyczy również relacji z rówieśnikami. Konflikty, odrzucenie, poczucie osamotnienia czy trudności w odnalezieniu się w grupie mogą znacząco wpływać na codzienne funkcjonowanie dziecka.
Psychologowie spotykają się także z problemami związanymi z nauką - trudnościami z koncentracją, motywacją, organizacją, niepowodzeniami edukacyjnymi czy zachowaniem. Coraz częściej pojawia się również potrzeba pogłębionej diagnozy w kierunku między innymi ADHD, spektrum autyzmu czy innych trudności rozwojowych.
Zdaniem Agnieszki trudno jednoznacznie stwierdzić, że dzieci mają dziś więcej problemów niż dawniej. Wyraźnie zmieniła się jednak świadomość dotycząca zdrowia psychicznego i gotowość do szukania pomocy. Trudności, które wcześniej mogły być określane jako "taki charakter dziecka", "niegrzeczne zachowanie" czy "niechęć do nauki", częściej są dziś sygnałem, że warto przyjrzeć się sytuacji bliżej. Szczególnie w przypadku starszych dzieci i nastolatków ważnym elementem stał się również świat online. Presja związana z nauką, wyglądem, relacjami i funkcjonowaniem w mediach społecznościowych przenika się z codziennym życiem, dokładając kolejne źródła stresu. Jednocześnie większa świadomość sprawia, że zarówno rodzice, jak i nauczyciele czy sami uczniowie częściej wiedzą, że z trudnością można zwrócić się do psychologa, zamiast czekać, aż problem minie samoistnie.

Zobacz również: Jeden nawyk zdradza niską inteligencję emocjonalną. Można go szybko wyłapać
"On z tego wyrośnie". Co, gdy rodzic nie widzi problemu dziecka?
Współpraca z rodzicami jest jednym z najważniejszych, ale też bardziej wymagających elementów pracy psychologa szkolnego. Choć większość rodziców chce dla dziecka jak najlepiej, ich spojrzenie na jego trudności może być zupełnie inne niż perspektywa specjalisty. Zdarza się, że problemy są bagatelizowane - "on z tego wyrośnie", "w domu tak się nie zachowuje" - albo przeciwnie, rodzic oczekuje od szkoły natychmiastowego rozwiązania sytuacji. Bywa również, że rodzic nie wyraża zgody na proponowaną pomoc.
W takiej sytuacji, jak podkreśla Agnieszka Przybysz, kluczowa jest rozmowa oparta na konkretnych obserwacjach, a nie stawianie rodzica w opozycji do psychologa. Ważne jest również budowanie zaufania i pokazanie, że celem specjalisty nie jest ocenianie rodzica, ale wspólne szukanie rozwiązania. Istotne jest także połączenie dwóch perspektyw - psycholog obserwuje dziecko w środowisku szkolnym, podczas gdy rodzic zna je przede wszystkim z domu. Dopiero zestawienie tych doświadczeń pozwala uzyskać pełniejszy obraz jego funkcjonowania.
Nie zawsze jednak udaje się przekonać rodzica do skorzystania z pomocy. Czasami, mimo rozmów i przedstawienia możliwych rozwiązań, pada po prostu "nie". Psycholog może zaproponować wsparcie i wyjaśnić jego zasadność, ale nie jest w stanie zmusić drugiej osoby do jego przyjęcia. Jak zauważa ekspertka, ważne jest również, aby sam specjalista pamiętał o swoich granicach i możliwościach działania.
"Jedna rozmowa i koniec". Matka o pomocy psychologicznej w szkole
Nie zawsze jednak problemem jest brak zgody rodzica czy jego niechęć do współpracy. Zdarza się również, że to rodzina oczekuje większego zaangażowania ze strony szkoły, ale po pierwszym kontakcie nie otrzymuje dalszego wsparcia. Takie doświadczenie ma Natalia, której córka korzystała z pomocy psychologicznej zarówno w szkole podstawowej, jak i później w liceum. W obu przypadkach matka miała jednak poczucie, że trudności córki zostały potraktowane powierzchownie. Pojawiały się komunikaty, że problem "to nic poważnego", "minie z wiekiem" albo jest po prostu kwestią rozwojową. W podstawówce to Natalia zgłosiła swoje obawy pedagogowi szkolnemu. Usłyszała wówczas, że jeśli chce uzyskać pomoc dla córki, powinna udać się z nią do poradni. W liceum inicjatywa wyszła już od samej dziewczyny. Zgłosiła się do szkolnego specjalisty i odbyła jedną rozmowę. Na tym kontakt się zakończył.
Co więcej, gdyby nie ówczesny chłopak córki, prawdopodobnie nawet nie dowiedziałabym się, że sama próbowała szukać pomocy w szkole
Jak podkreśla, nie oczekuje od szkolnego psychologa czy pedagoga, że samodzielnie rozwiąże każdy problem. Widzi jednak jego rolę jako pierwszego kontaktu - osoby, która powinna zauważyć trudność, wstępnie ocenić sytuację, wesprzeć dziecko i rodzica oraz, jeśli to konieczne, wskazać dalszą drogę pomocy. Wyjaśnia, że porównałaby tę rolę trochę do lekarza pierwszego kontaktu - nie leczy wszystkiego, ale powinien umieć rozpoznać, że problem wymaga dalszej diagnostyki i wskazać właściwy kierunek.
Problem nie polegał na tym, że do specjalisty nie można było się dostać. Problem polegał na tym, że ani w szkole podstawowej, ani w liceum nie pojawiło się później realne zainteresowanie sprawą
Natalia ma świadomość, że szkolni specjaliści mierzą się z wieloma poważnymi i pilnymi sytuacjami. Jej zdaniem nie powinno to jednak oznaczać, że trudności, które na pierwszy rzut oka wydają się mniej poważne, zostają bez dalszej uwagi. Niekiedy problemem staje się to, że specjalista nie zna dziecka wystarczająco dobrze i zwyczajnie nie ma czasu ani przestrzeni, żeby wejść w jego sytuację głębiej. Wiele trudności nie jest widocznych podczas jednej rozmowy. Żeby naprawdę zrozumieć dziecko, trzeba poznać jego sposób funkcjonowania, relacje, środowisko rodzinne, historię wcześniejszych trudności. Bez tego łatwo uznać pewne zachowania za przejściowe, rozwojowe albo nieistotne.
Ostatecznie córka otrzymała pomoc prywatnie. Dziś, jako 19-latka, ma rozważyć diagnozę w kierunku spektrum autyzmu, prawdopodobnie w obrazie wysokiego funkcjonowania. I właśnie to jest dla mnie najbardziej poruszające. Gdyby jej trudności zostały wcześniej zauważone i odpowiednio zaopiekowane, być może mogłaby uniknąć wielu frustracji i trudnych doświadczeń. Ja z kolei, jako rodzic, mając wcześniej większą wiedzę o jej potrzebach i sposobie funkcjonowania, mogłabym inaczej organizować świat wokół niej i lepiej ją wspierać
Wszystkie te perspektywy - dzieci, rodziców i specjalistów - prowadzą do jednego pytania: czy system jest dziś w stanie zapewnić dziecku pomoc wtedy, kiedy naprawdę jej potrzebuje? Żeby jednak skutecznie o nie zadbać, potrzebni są nie tylko specjaliści, ale również czas, odpowiednie warunki pracy, zaangażowanie rodziców i współpraca między szkołą a systemem ochrony zdrowia. Sama obecność psychologa w placówce to ważny krok, ale dopiero możliwość realnego, ciągłego wsparcia sprawia, że pomoc może odpowiadać na rzeczywiste potrzeby dzieci i młodzieży, ale także i ekspertów.










