"Znika ostatni powód do kontaktów z ludźmi". Specjaliści o "wieku największej samotności"
Według specjalistów wtedy właśnie znika łatwość spotkań, spontaniczność, mnogość okazji do przebywania wśród bliskich ludzi. Choć pierwsza myśl każe kierować się ku wiekowi 50+, "fala samotności" uderza znacznie młodsze osoby.

W tym wieku osiągamy szczyt samotności
Choć samotność najczęściej kojarzy się ze starością, psychologowie coraz częściej zwracają uwagę, że najbardziej izolujący moment życia może wypadać jeszcze przed 40., a dokładniej w wieku 36 lat. Na łamach Cottonwood Psychology neuropsycholożka Susan Johnson opisała moment, w którym według jej obserwacji ma "znikać ostatni powód do przebywania z innymi ludźmi". Jak to możliwe w tak młodym wieku?
Analizując całe życie, możnaby uznać, że po 30., czyli mniej więcej w połowie życia, trwa jego rozkwit, ale z perspektywy psychologów to właśnie wtedy pojawiają się trudności, ogromna odpowiedzialność i przeciążenie. Jeszcze kilka lat wcześniej relacje niejako "działy się same" - dzięki studiom, pracy biurowej, imprezom, wspólnym mieszkaniom czy życiu towarzyskiemu opartemu na spontaniczności właściwej młodości. Po trzydziestce wiele z tych momentów znika. Znajomi zakładają rodziny, przeprowadzają się albo skupiają na własnym życiu, a budowanie relacji zaczyna wymagać planowania, inicjatywy i energii, której często już brakuje po pracy i codziennych, wyczerpujących obowiązkach.
Technologia to tylko iluzja kontaktu

Badania pokazują, że samotność wcale nie musi oznaczać fizycznego braku ludzi wokół nas. Psychologowie rozróżniają samotność społeczną, czyli tę wynikającą z małej liczby kontaktów, oraz samotność emocjonalną, czyli brak poczucia głębokiego zrozumienia i bliskości. Można wszak mieć pełny kalendarz, grupowe czaty i regularne spotkania, a jednocześnie odczuwać odłączenie od innych. Według analiz publikowanych m.in. przez Psychology Today szczególnie millenialsi i młodsze pokolenia coraz częściej deklarują poczucie osamotnienia mimo ciągłego bycia online.
Eksperci wskazują, że rozwinięta technologia daje iluzję kontaktu, ale nie zastępuje realnej bliskości, spontanicznych rozmów i poczucia bycia naprawdę zauważonym przez innych. Dodatkowo po trzydziestce wiele relacji przestaje być "codziennych". Znikają współpracownicy, którzy zmieniają miejsce zatrudnienia lub otrzymują awanse, przypadkowe rozmowy po wspólnych zajęciach czy regularne weekendowe spotkania organizowane wcześniej niejako "automatycznie". Świadomie lub nie, trzydziestolatkowie stawiają na swoje towarzystwo w zaciszu własnego domu. A samotność rośnie.
Ważne są nawet z pozoru błahe kontakty
Psychologowie podkreślają też, że współczesna dorosłość wyjątkowo mocno sprzyja izolacji. Dawniej więzi społeczne były silniej związane z lokalną społecznością, rodziną wielopokoleniową czy stałymi rytuałami życia codziennego. Dziś wiele osób pracuje zdalnie, często się przeprowadza i funkcjonuje w trybie ciągłego "zabiegania" i chaosu. Badania cytowane przez ekspertów pokazują, że ogromne znaczenie dla psychicznego dobrostanu mają nawet tzw. "słabe więzi", czyli drobne interakcje z baristą, sąsiadem czy osobą spotykaną codziennie na siłowni. To właśnie one budują poczucie zakorzenienia i przynależności. Kiedy znikają, człowiek zaczyna czuć się niewidzialny, nawet jeśli oficjalnie ma znajomych. Eksperci zaznaczają jednak, że samotność nie jest osobistą porażką ani dowodem nieudolności społecznej, lecz coraz częściej naturalną konsekwencją współczesnego stylu życia.
Poznaj sekrety psychologii, które pomagają zrozumieć siebie i innych, poprawić relacje i wykorzystać potencjał umysłu w praktyce. Wejdź na kobieta.interia.pl/psychologia











