Reklama

Jak rozmawiać z seniorami o wojnie?

Jeśli babcia panikuje, zaproponujmy: "babciu, pieczesz pyszne ciasto. Może zrobimy je dziś razem?". Koncentrujmy się na działaniach, w których jesteśmy dobrzy i które pozwolą nam poczuć, że mamy panowanie nad materią życia - mówi w rozmowie z Interią psycholog społeczny, prof. Katarzyna Popiołek.

Ewa Koza, Interia: Widzimy, że obok dzieci, wojny i jej konsekwencji, najbardziej boją się osoby starsze. Jakie jest źródło tego lęku?

Katarzyna Popiołek: - Pokolenie dzisiejszych seniorów dobrze pamięta, jak bardzo trudno żyło się po II wojnie światowej. Nie tylko w wymiarze materialnym. Ludzie bali się języka niemieckiego, na Śląsku był zakazany. Nie wolno było się go uczyć. Samą wojnę pamięta dziś niewielu, ale jej skutki i obecne w rozmowach wspomnienia, pokolenie dzisiejszych seniorów pamięta bardzo dobrze.

Reklama

- Myślę, że to są doświadczenia, które zostały im przekazane przez rodziców, wychowawców i opiekunów. To był bardzo mocny, jasny i klarowny przekaz. Można powiedzieć, że dzisiejsi 70- i 80-latkowie dostali wrażenia wojenne w spadku.

- To, co się dzieje na naszych oczach, odnawia u seniorów "przekazane doświadczenia wojenne". W odpowiedzi na agresję Putina, powstała koalicja antywojenna, którą można przyrównać do koalicji aliantów w czasie II wojny światowej. Dobrze, że jest i działa, bo to daje nadzieję na powstrzymanie tego szaleńca, ale dla osób starszych jest to ewidentna powtórka pewnych zjawisk.

Część seniorów, jak i osób młodszych, angażuje się w pomoc, inni koncentrują się na robieniu zapasów. Trzeciego dnia od wybuchu wojny w Ukrainie, skończyło mi się paliwo. Zatankowałam dopiero na czwartej stacji, na trzech było już niedostępne.

- Lęk prowadzi do różnych zachowań. Jedni koncentrują się na tym, żeby chronić ludzi, którzy są objęci wojną. Pomagać, wspierać i starać się zabezpieczyć ich najpilniejsze potrzeby. Wysyłać, przesyłać, proponować nocleg czy - przez pewien czas - możliwość utrzymania. Biorą aktywny udział w ruchu pomocowym.

- U innych lęk może powodować potrzebę robienia zapasów, co obserwowaliśmy dwa lata temu, gdy rozpoczynała się pandemia. Wtedy z półek sklepowych znikały produkty spożywcze z długą datą przydatności do spożycia i papier toaletowy. Dziś paliwo. Lęk może skłaniać do budowania zasobów, które pomogą przetrwać. Te dwie postawy są najbardziej widoczne, ale jest jeszcze trzecia. Lęk skłania czasem do schowania się, zamknięcia w sobie. Trochę jak dziecko, które chowa się pod kołdrę, bo nie chce nic widzieć ani słyszeć. 

Zamyka oczy z nadzieją, że to, co je przeraża, zniknie.

- Tak, to charakterystyczne. Schować się, przeczekać, przetrwać. To najgroźniejsze, bo taka osoba zostaje ze swoim lękiem całkowicie sama. Dlatego wszyscy powinniśmy, tak jak w czasie pandemii, zwrócić się ku seniorom. Rozmawiać z nimi i uspokajać ich. Na razie, przy ogromnym bólu, jaki wywołuje cierpienie obywateli Ukrainy i podziwie dla ich bohaterstwa, możemy egoistycznie powiedzieć, że jesteśmy bezpieczni. Wszystko wskazuje na to, że wypowiadający wojnę Putin zostanie zniszczony. Być może również siłami jego najbliższych współpracowników, którzy zobaczą, że nie mają już przy nim żadnej przyszłości, albo przez wielki sprzeciw rosyjskiego narodu.

- Rozmowa uspokaja. Mówiąc o swoim lęku, wyrzucamy go na zewnątrz. Przestaje nas zjadać, jak wtedy, gdy jest niewyznany. Lęk, który znajduje zrozumienie otoczenia, słabnie. Czasem wystarczy krótka wymiana zdań, na przykład: "wiesz, ja się boję",  "wiesz, ja też się boje, ale z drugiej strony sobie myślę, że...", dzięki której coś mglistego zamienia się w łatwiejszy do opanowania konkret. To pozwala zmniejszyć poczucie zagrożenia i, w pewnym sensie, je oswoić. Dokładnie tak, jak w przypadku lęku przed ciemnością.

- Gdy wchodzimy do mrocznego pomieszczenia, którego jeszcze nie znamy - w sposób zupełnie zrozumiały - obawiamy się. W ciemności możemy się natknąć na niebezpieczne rzeczy. Jednak w momencie, w którym zaczynamy ostrożnie iść, najlepiej z kimś u boku, stopniowo opanowujemy tę ciemną, nieznajomą przestrzeń. Oswajamy ją i przestajemy się aż tak bardzo obawiać.

- Myślę, że zrozumienie lęku jest bardzo ważne. Zaprzeczanie, wyśmiewanie i negowanie: "A przestań! Daj spokój!" nikomu nie pomoże. Potrzebna jest racjonalna rozmowa.

Czyli komunikat: "mam prawo się bać i ty też masz prawo się bać"?

- Tak, mamy prawo się bać, bo jesteśmy w takiej sytuacji. Mamy do czynienia z szaleńcem, który jest w stanie sięgnąć po wszystko. Mamy prawo odczuwać lęk, ale racjonalne przesłanki są takie, że możemy pracować nad oswajaniem go, aby pomyśleć: "przyszłość zawsze jest pełna niepokoju, ale w końcu nadchodzi i jakoś sobie w niej radzimy".

Gdzie jest granica między rozmową o lęku, a nakręcaniem go?

- Rozmawianie to nie nakręcanie. Rozmowa pozwala ujawnić to, że się boję i, dzięki stopniowemu rozładowywaniu zgromadzonego napięcia, w obecności osoby, która wspiera, pójść dalej. Warto zwrócić uwagę, że granica naszego państwa jest naprawdę pewna. Ten szaleniec nie odważy się tak łatwo, jak w przypadku Ukrainy, jej przekroczyć, bo wie, że III wojna światowa stanie się wówczas faktem.

- Nie panikujmy. Jesteśmy zjednoczeni. Powstała zasobna koalicja antywojenna. Nie grozi nam głód. Teraz musimy się dzielić z obywatelami Ukrainy, bo u nich może zabraknąć żywności.

Słuchałam wczoraj audycji, w której psycholog przekonywał, że trudny czas pandemii przygotował nas na "zło", z którym przyszło nam się teraz mierzyć. Przyznam, że chciałabym czuć się przygotowana. Tymczasem, jak wielu ludzi, z którymi rozmawiam, czuję się po prostu zmęczona.

- To wyjątkowo fatalna kumulacja trudnych wydarzeń i towarzyszących im trudnych emocji. Pandemia, niedawne wichury, które też wyrządziły wiele szkód w naszym kraju, rosnąca inflacja, a teraz wojna. I to tuż za naszą wschodnią granicą.

- Można się jedynie pocieszać tym, że człowiek ma ogromne możliwości przystosowawcze, ale tylko wtedy, gdy korzysta ze wsparcia innych ludzi. Ono buduje wewnętrzną siłę, jest jak zastrzyk, który przyjmujemy, by uzupełnić poziom witamin i wzmocnić się fizycznie. Wsparcie drugiego człowieka jest "zastrzykiem", który pozwala podbudować naszą psychikę. Łatwiej nam wówczas radzić sobie z najtrudniejszymi wyzwaniami. To, co było powodem lęku, dzięki wsparciu, staje się trudnością, którą musimy stopniowo pokonywać.

- Ciemność, w którą wchodzimy i, która w pierwszym odruchu powodowała lęk, staje się  już tylko wyzwaniem. Musimy przejść przez ciemny pokój. Ostrożnie, żeby nie zahaczyć o meble, nie uderzyć się i nie pokaleczyć. Wsparcie daje siłę, a pokonywanie trudności powoduje, że czujemy moc sprawczą i stajemy się jeszcze silniejsi. Nie jesteśmy już w mroku beznadziei. Widzimy trudności, które - z pomocą i wsparciem innych - potrafimy pokonywać.

Ważne, żeby wysłuchać seniora, który panikuje. A co zrobić później?

- Włączyć tę osobę w jakieś działanie. Dobrze wiedzą o tym twórcy. Kiedy siedzą i myślą, co mają zrobić, często są przerażeni. W głowach pojawia się wtedy wiele blokad: "nie napiszę", "nie zrobię", "nie dam rady", "straciłem wenę/ możliwości twórcze". Kiedy zaczynają pisać, tworzyć, działać, ścierać się z materią, sprawa nabiera zupełnie innego charakteru. Działanie uspokaja.

- Jeśli babcia panikuje, zaproponujmy: "babciu, pieczesz pyszne ciasto. Może zrobimy je dziś razem?". Koncentrujmy się na działaniach, w których jesteśmy dobrzy i które pozwolą nam poczuć, że mamy panowanie nad materią życia.

Dr hab. Katarzyna Popiołek, prof. Uniwersytetu SWPS - psycholog społeczny, wieloletni dziekan wydziału psychologii Uniwersytetu SWPS w Katowicach. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki relacji międzyludzkich, sposobów udzielania pomocy i wsparcia, uwarunkowań funkcjonowania w bliskich związkach. Prowadzi badania nad percepcją czasu i jej konsekwencjami. Wiele uwagi poświęca zachowaniom człowieka w sytuacjach kryzysowych. Organizatorka interdyscyplinarnych spotkań naukowych pod hasłem "Kryzysy, katastrofy, kataklizmy". Autorka ponad 100 publikacji naukowych. Jest współzałożycielką Fundacji Pomocy "Gniazdo", Instytutu Współczesnego Miasta i Stowarzyszenia Zrównoważonego Rozwoju Śląska LIBRA, a także członkiem Rady Fundacji Giesche.

***

Zobacz także:

Kilka dni temu urodziła dziecko. Udało jej się uciec od piekła

"Proszę napisać, że dziękuję polskim siostrom i braciom"

"Nie fotografuj, nie publikuj w Internecie". Czego nie dodawać w trakcie wojny?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: rosja-ukraina
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy