Reklama

Reklama

Gotowanie to gra zespołowa

Wywiad z szefową kuchni Agatą Gwiazdowską, ambasadorką kampanii „Charakter nadaje życiu smak” marki Wawel.

W wieku 20 lat została szefem kuchni w jednej z warszawskich restauracji. Ma własną firmę cateringową i wzięła udział w programie Hell’s Kitchen. Agata Gwiazdowska, mimo bardzo młodego wieku, ma już na swoim koncie sukcesy, których mógłby jej pozazdrościć niejeden doświadczony kucharz. Odważna, przebojowa, pełna pasji - tak mówią o niej inni. A co sama mówi o sobie?

Reklama

Kiedy postanowiłaś zająć się gotowaniem? Czy pamiętasz dokładnie ten moment?

Agata Gwiazdowska: Od zawsze wiedziałam, że właśnie gotowanie mnie kręci. Moja mama fantastycznie gotuje, więc od najmłodszych lat podpatrywałam, jak przygotowuje różne smakołyki. Wchłaniałam jej wiedzę, a potem w naturalny sposób podążyłam za pasją i zajęłam się tym zawodowo.

Jak to się stało, że tak młoda osoba już może pochwalić się fartuchem szefa kuchni?

- Szybko się zdecydowałam, że to kuchnia będzie moim przeznaczeniem. Jako że zawsze byłam najmłodsza, to musiałam się też najbardziej starać i udowadniać, że w niczym nie ustępuję starszym kolegom. A teraz do tego jestem też już całkiem doświadczona, a to akurat zazwyczaj w kuchni wzbudza respekt.

Jak ci się współpracuje ze starszymi i bardziej doświadczonymi kucharzami? W jaki sposób zyskujesz ich posłuch?

- Bardzo dobrze! Ja na nich nie krzyczę, choć to w gastronomii częste, bo ta praca to zazwyczaj spore emocje, stres i ciśnienie. Za to dużo słucham, staram się być uprzejma i empatyczna. Chyba to sprawia, że dobrze się ze mną współpracuje także starszym i doświadczonym kucharzom. To bardzo ważne, żeby w kuchni była "chemia". Często spędzamy ze sobą więcej czasu niż w domu, dlatego dobre relacje to podstawa! Oczywiście empatia też ma swoje granice :). Każdy musi najpierw wykonać swoje zadania, tylko tak osiągniemy w kuchni harmonię.

Czy twoim zdaniem płeć ma w kuchni znaczenie?

- Zazwyczaj nie. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn są świetni kucharze. Słabi, niestety, też. Męska siła i duma bywają jednak niezastąpione. Wielkiego gara ważącego prawie tyle, co ja niestety sama nie uniosę. :)

Co w twoim przypadku oznacza "zapracować na swój sukces"? Jakich wyrzeczeń wymagała twoja kariera? Jakie słabości musiałaś przełamywać, by dojść do tego, co masz teraz?

- Nie każdemu mogę polecić ten zawód. Wbrew temu, co się wydaje części obserwujących show kulinarne w telewizji, to NIE jest łatwa praca. Wymaga wielogodzinnego zaangażowania, żeby nie przegapić żadnego drobiazgu, mogącego zepsuć efekty pracy całego zespołu. Działamy w dużym stresie, ale nie wolno się poddawać. Jeśli chcesz coś osiągnąć w gastronomii, nigdy nie składaj broni!

Co dał ci udział w programie telewizyjnym? Jak oceniasz to doświadczenie?

- To była duża przygoda i cenna szansa od losu. Dzięki niemu potwierdziłam sama sobie, jaką drogą chcę podążać. Wzmocniłam też wiarę we własne możliwości i zyskałam siłę, która pomaga mi wychodzić z każdej trudnej sytuacji, co zresztą szybko się przydało. Mój udział w Hell’s Kitchen został bardzo źle przyjęty przez moich licealnych nauczycieli. Nie pozostawili mi wyboru, więc żeby nie stracić roku, musiałam, dwa miesiące przed zakończeniem roku szkolnego, zmienić liceum. Na szczęście w nowym miejscu docenili moje poświęcenie dla pasji i umożliwili mi podejście do egzaminów.

Twój zawód wymaga kreatywności. Skąd czerpiesz inspiracje?

- To może zabrzmi banalnie, ale z tego, co nas otacza. Korzystam z sezonowych produktów i uważam, że to przede wszystkim one nadają mojej kuchni sens. Przygotowuję potrawy bardzo proste, skromne, ale też wykwintne i wyszukane. Jedne i drugie mogą być pyszne, gdy składniki, z których powstają, są świeże i dobre. Więcej inspiracji nie potrzeba.

Co jeszcze chciałabyś osiągnąć w swoim zawodzie? A może czujesz, że masz już wszystko, o czym marzyłaś, a teraz pora się ustatkować?

- Przede mną jeszcze daleka droga. Mam kilka planów na swoje zawodowe życie. Na pewno NIE jest to własna restauracja z białymi obrusami do ziemi i kelnerami w liberiach i z muszkami. To nie mój klimat! Uwielbiam za to pracować z ludźmi. Teraz robię między innymi catering szyty na miarę. To przeniesienie się z restauracyjnej sali wprost do twojego domu. Staram się jednak nie tworzyć wielkich planów. Jestem szczęśliwa, kiedy sezonowe produkty, szacunek dla nich i odrobina mojej pracy zamieniają się w uśmiech gościa.

W jaki sposób twój charakter pomógł ci osiągnąć sukces zawodowy?

- Jestem uparta i łatwo się nie poddaję. Nie zawsze wszystko szło mi jak z płatka, ale ja łatwo nie "oddaję fartucha". :) To niestety nie jest gwarancją sukcesu, ale na pewno w nim pomaga!

Jesteś szefem kuchni, twój świat kręci się wokół gotowania, a rozmawiając, zajadamy się czekoladkami Tiki Taki z Wawelu. Jakie smaki ma twoje życie?

- Tak się składa, że niedawno wyszłam za mąż i moje życie jest teraz całkiem słodkie. Co prawda mąż jako "ex-Krakus" od Tiki Taków woli Mieszankę Krakowską, ale dzięki temu przynajmniej unikamy podjadania sobie łakoci. :)