Wystawieni na niebezpieczeństwo, czyli wszystkie ryzykowne zachowania młodych ludzi w sieci

Internet w rękach dzieci i młodzieży służy najczęściej rozrywce – oglądają w nim śmieszne filmiki i seriale, nawiązują relacje, prowadzą życie towarzyskie. Sieć ma jednak swoją ciemną stronę. Sexting, patostreaming, challenge czy hejt – to tylko kilka przykładów ryzykownych zachowań, na które szczególnie narażeni są najmłodsi.

 Artykuł z ekspozycją partnera

Dziś niemal każde dziecko w wieku szkolnym posiada własnego smartfona. A to często oznacza stały i nielimitowany dostęp do sieci. Dość powiedzieć, że najmłodsi już nie tyle nie pamiętają czasów bez internetu, co w ogóle bez... mediów społecznościowych. Dorastają i dojrzewają w okresie, gdy nowoczesne technologie i wszystkie związane z nimi zjawiska są czymś zupełnie naturalnym, nad którymi nie warto nawet się zastanawiać. Dlaczego? Ponieważ nie znają innego świata. Ten brak świadomości niezwykle sprawnie wykorzystują nie tylko przestępcy, ale i... ich rówieśnicy, mający poczucie bezkarności. Innymi słowy, niewinne podwórkowe zabawy w rodzaju ciągnięcia dziewcząt za warkocze przeniosły się do sieci. I zdecydowanie zyskały na brutalności.

Korzystanie przez dzieci z internetu bez odpowiedniej edukacji jest jak zostawienie ich na zatłoczonym dworcu w centrum wielkiego miasta. Dlatego o zjawisku hejtu oraz wszystkich innych zagrożeniach należy jak najwięcej rozmawiać. Nie straszyć, ale umiejętnie i konsekwentnie budować świadomość. Tylko wtedy, po dogłębnym poznaniu i analizie, zrozumiemy problem. I będziemy mogli się przed nim skutecznie bronić.

Winy za hejt nigdy nie ponosi ofiara

Najczęściej wspominanym w ostatnich latach zagrożeniem jest hejt. I wcale nie musi to być tylko wskazywanie kogoś palcem i wyzywanie. W dobie internetu ma on dużo więcej twarzy: obraźliwe komentarze na forach i w mediach społecznościowych, rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, ośmieszające obrazki, memy, filmy i wiele innych. Kreatywność, jaką wykazują się najmłodsi, bywa zaskakująca również dla badających podobne zjawiska doświadczonych psychologów.

Wielu dorosłym wydaje się, że hejt może dotyczyć tylko celebrytów i osób publicznych. Nic bardziej mylnego - narażony na niego jest każdy z nas. A szczególnie boleśnie dotyka dzieci. Co więc realnie możemy zrobić? Jedną z dróg jest konsekwentne zgłaszanie komentarzy do moderacji, blokowanie nadawców, powiadamianie przedstawicieli serwisu czy wreszcie wyciąganie konsekwencji prawnych. Najmłodsi użytkownicy internetu często nie wiedzą, jak się w takich sytuacjach zachować i jak bronić, a skutki odczuwają najsilniej.

Kluczowy wpływ na hejt mają obserwatorzy. To właśnie od osób postronnych zależy, w jakim kierunku rozwinie się trudna sytuacja - mogą ją wygasić, okazując niezgodę lub podsycić konflikt. I o tym wszystkim należy z dziećmi rozmawiać. Pokazywać, w jaki sposób reagować i jak się bronić. Przypominajmy, że w sieci nikt nie jest anonimowy i informujmy, że istnieje wiele skutecznych sposobów na walkę z internetowym hejtem.

Wciąż powstają nowe recepty na łagodzenie skutków hejtu. Takim rozwiązaniem jest choćby ubezpieczenie szkolne NNW (Następstwa Nieszczęśliwych Wypadków), które pomoże w przypadku, gdy dziecko doświadczy hejtu. Taki pomysł wdrożyła firma UNIQA. W przypadku, gdy w sieci (w tym w mediach społecznościowych) dojdzie do naruszenia dobrego imienia lub prawa do prywatności ubezpieczonego dziecka, ofiary mogą liczyć na pomoc psychologa, prawnika oraz specjalisty IT. Nigdy bowiem dość powtarzania, że pomoc ofiarom hejtu jest równie ważna, co ukaranie winnych oraz edukacja.

Challenge, który może skończyć się w szpitalu i inne zagrożenia

Dzieci i młodzież w sieci mogą trafić nie tylko na hejt - zagrożeń jest sporo i nieustannie ich przybywa. Wśród szczególnie groźnych warto wymienić sexting. To wysyłanie nieprzyzwoitych wiadomości o charakterze lub podtekście seksualnym, zwykle bez zgody odbiorcy. Mowa tu zarówno o pozornie niegroźnym flircie, jak i zdjęciach czy filmach ocierających się o pornografię. Jeszcze do niedawna sexting ograniczał się głównie do korespondencji między dorosłymi osobami, pozostającymi w bliższych relacjach. Dziś coraz częściej tego rodzaju materiały, często wysyłane przez nieznajomych, trafiają do dzieci poniżej 13. roku życia.

Prowadzone w internecie transmisje na żywo, prezentujące zachowania będące dewiacjami społecznymi to patostreaming. Na ekranie można zobaczyć nie tylko przemoc domową, nękanie czy wulgarne wyzywanie drugiej osoby, ale i zmuszanie do wykonywania czynności uwłaczających ludzkiej godności czy libacje alkoholowe. Dlaczego dzieci to oglądają? Odpowiedź jest prosta - działa tu mechanizm, który polega na fascynacji tym, co zakazane. Co więcej, najmłodsi sądzą, że w ten sposób zaimponują rówieśnikom, ponieważ ryzykowanie wejściem w konflikt z prawem często bywa uznawane za akt odwagi.

Sporą popularnością wśród dzieci cieszą się także ryzykowne challenge. Internetowe wyzwania polegają na wyznaczeniu konkretnego zadania, do którego realizacji przystępują zaproszeni. I choć w samej idei tej swoistej gry towarzyskiej nie ma nic złego, w rzeczywistości nierzadko sprowadza się po prostu do ośmieszania czy poniżania "wyzwanej" osoby. A odmowa udziału może skończyć się dla dziecka wykluczeniem z grupy. Pozornie niewinna zabawa często też wymyka się spod kontroli i kończy poważnymi konsekwencjami.

Artykuł z ekspozycją partnera