Ślub i wesele

O tym, że obrazy związku nie są tym samym co związek

Każdy człowiek ma potrzebę nawiązania emocjonalnej relacji z drugą osobą. Daje to poczucie bezpieczeństwa i buduje przeświadczenie o byciu ważnym dla innych. Psychologowie są zgodni co do tego, że potrzeba ta nie zanika wraz z wiekiem chronologicznym – bliskość i kontakt emocjonalny z innymi stale towarzyszą naszemu życiu, wyznaczając jego jakość. Małe dziecko wymaga bezwarunkowej akceptacji i miłości, by przeżyć w sensie fizycznym i psychicznym. Z kolei dorosły człowiek potrzebuje bliskości, relacji i więzi, by potwierdzać swoje znaczenie, spełniać się i rozwijać. Bliskość z drugą osobą jest warunkiem naszego życia.

Rozwój polega na tym, że wraz z dojrzałością separujemy się od pierwotnie bliskich nam osób, by nawiązać intymną relację z ludźmi, których wybierzemy na partnerów. Kiedy myślimy o tym, z kim się w naszym życiu zwiążemy, często uruchamiamy różne kategorie idealizujące: "musi być dobry, przystojny; ważne, by był wysoki; by umiała gotować i była brunetką; najważniejsze, aby nie palił". Wszystkie kategorie, którymi opisujemy nasz obraz wymarzonego partnera, często mają charakter statyczny i dotyczą bardziej wyobrażenia niż charakterystyki realnej osoby wchodzącej w relację z drugim człowiekiem. Ludzie często próbują odpowiedzieć sobie na pytanie: "Jaki partner/partnerka będzie dla mnie najlepszy?". Zakładają, jakoby istniała pewna pula wyborów przypisanych do jednej osoby. Podobnym tokiem myślenia podążają eksperci polskich i zagranicznych programów, w których dobiera się pary na podstawie analizy ich cech.

Reklama

Do oczekiwań dotyczących tego, kim ma być przyszły partner czy partnerka, dokładają się rodzinne, wielopokoleniowe przekazy, np.: "U nas wszyscy mężczyźni są silni i dbają o kobiety", "W naszej rodzinie panie rządzą, a panowie przynoszą pieniądze", "U nas trzeba sobie zasłużyć na uznanie, pamiętaj, abyś wzięła sobie za męża odpowiedniego mężczyznę", "Najważniejsze, by twój facet spodobał się ojcu", "Jak kobieta teraz nosi złoto, to co potem jej będziesz musiał kupować?", "Czy jesteś pewna, że właśnie jego chcesz wybrać na całe życie?". Rodzinne przekazy mają tym większą siłę oddziaływania, im silniejsze zależności istnieją pomiędzy osobą wkraczającą w dorosłe życie a jej rodziną. Działają jak silny nakaz, gdy z pokolenia na pokolenie zyskują potwierdzenie dzięki wybieraniu określonego typu partnerów. Wyjście poza obszar tych nakazów wymaga od młodej osoby wypracowania autonomii w podejmowaniu decyzji bez względu na reakcje pierwotnego systemu rodzinnego. Z tą samodzielnością łączy się umiejętność znoszenia frustracji z powodu niezadowolenia ze strony członków rodziny. Zarówno silne podporządkowanie się wyniesionym z domu nakazom, jak i bunt wobec nich i wybór przeciwstawnych wzorców mogą być przejawami niskiego stopnia autonomii młodej osoby, ponieważ uległość i bunt to dwa oblicza tej samej zależności wobec więzi pierwotnych. Dojrzałe wybory to te dokonywane ze względu na własne potrzeby i wartości, a nie pod siłą presji i nacisku bądź wyłącznie z chęci przeciwstawienia się komuś.

Tak naprawdę nie ma kategorii, którymi można by się posłużyć do przewidzenia dobrego związku. Nie można założyć, że cechy jednej osoby z pewnością będą pasowały do cech kogoś innego, gdyż tworzenie związku ma charakter dynamiczny i nie jest sumą części składowych związku, czyli cech indywidualnych  obu partnerów. Co więcej, gdy ktoś myśli o przyszłym partnerze, że "powinien być wyrozumiały", trudno jest założyć, jak taka cecha ma się przejawiać we wzajemnej relacji obojga młodych ludzi. Kłopot leży już choćby w samej definicji wyrozumiałości. Dla jednych może być pobłażaniem i nie zwracaniem uwagi na drobne kłamstwa bądź niejasności w komunikacji ze strony partnera, dla innych będzie oznaczać zdolność rozumienia, że każdy popełnia błędy, a co za tym idzie - wcale nie muszą one oznaczać złych intencji. Wskazując u przyszłego partnera na jakąś cechę jako ważną, trudno jest przewidzieć, jak będzie się ona przejawiała w jego funkcjonowaniu oraz jak my zareagujemy na nią w realnych sytuacjach. Im bardziej młodzi ludzie poszukują potwierdzenia swoich oczekiwań dotyczących partnerów, tym większe zagrożenie frustracją w związku. Z kolei im większa świadomość tego, że o wyborze partnera zdecyduje to, jak będziemy się z nim czuć, jak on będzie funkcjonować w realnych sytuacjach, czy zaistnieje zgodność tego, co deklaruje, z tym, czego doświadczamy w kontakcie z nim, tym szybciej zrozumiemy, że należy przedkładać nasze dojrzałe potrzeby nad posiadane przez nas wyobrażenie o idealnym partnerze.

Miłość - od marzeń do rozczarowań

Jola była najstarszą z córek w rodzinie i choć miała 27 lat, ciągle jeszcze nie trafiła na tego "chłopaka naprawdę". Co jakiś czas spotykała się z kimś nowym, ale były to relacje raczej koleżeńskie aniżeli te, które miałyby doprowadzić do poważniejszego związku. W pracy Jola była lubiana w zespole - bo potrafiła słuchać, nie narzucała swojego zdania, zawsze chętnie pomagała w sprawach zawodowych i prywatnych. Ludzie otaczali ją sympatią, bo przychodziła do pracy uśmiechnięta i nigdy na nic nie narzekała. Chodziła z kolegami na piwo, często całą grupą szli na kręgle, ale żaden ze znajomych nie myślał o niej w kategoriach swojej przyszłej dziewczyny. Jola czuła, że coś jest nie w porządku z jej relacjami - miała wielu kolegów, ale nie potrafiła odnaleźć tego jedynego bliskiego mężczyzny. Ze strony członków rodziny czasami słyszała, że "już czas się z kimś związać, bo jakoś dziwnie tak być samą w tym wieku...". Mama Joli dodatkowo dawała jej do zrozumienia, że "powinna bardziej kobieco się ubierać", co doprowadzało dziewczynę do złości. Wtedy z jeszcze większą pasją wkładała na siebie wyciągnięte swetry i nie zważała na wygląd...

Potajemnie Jola marzyła o bliskości z mężczyzną, ale też się jej bała, bo na dobrą sprawę nie wiedziała, na czym polega owo "bycie blisko". Jej rodzice już dawno przestali zachowywać się jak para. Ojciec spał w innym pokoju niż matka, rzadko ze sobą rozmawiali, dużo pracowali, a po pracy każde zajmowało się własnymi sprawami. Nie kłócili się, ba, czasami nawet wspólnie coś robili, ale Jola nie widziała między nimi ani żadnej namiętności, ani nawet podstawowego zainteresowania. Byli "poprawni" i jednocześnie - nieobecni wobec siebie.

O związku - o tym, jaki jest i na ile nas zaspokaja, satysfakcjonuje - przekonamy się, gdy w niego wejdziemy. Gdy doświadczymy wspólnego bycia, tworzenia czegoś we dwoje, gdy poczujemy wzbudzające się w nas emocje, gdy rozpoznamy emocje przeżywane przez partnera. Dwoje ludzi, którzy wiążą się ze sobą, powinno wypracować własny styl wzajemnych relacji. Może on być źródłem radości i rozwoju, niekiedy jednak staje się też przyczyną napięcia i niekorzystnych interakcji. Gdy partnerzy podejmują jednakową odpowiedzialność za tworzenie związku, jest szansa na wspólne dotarcie się, wsłuchiwanie się w potrzeby własne i osoby drogiej sercu. Jednak gdy jedna z osób chce przerzucić ponoszenie ciężaru dbania o jakość związku wyłącznie na drugą stronę ("Ty powinieneś się troszczyć", "Musisz zrozumieć, że ja potrzebuję wolności w związku", "Powinieneś szybciej działać", "Czemu muszę ciebie o coś prosić?"), to związek łatwo może stać się przestrzenią do rozgrywek mających rozstrzygnąć, kto ma rację i góruje nad partnerem.

Jola marzyła, by być "z dobrym mężczyzną". Problem polegał na tym, że każdy mężczyzna, który się nią zainteresował, automatycznie jej samej też wydawał się interesujący. Drobne koleżeńskie gesty odbierała jako wyrazy silniejszego zafascynowania własną osobą. Czemu? Bo wszystko, co odbiegało od nijakiego zachowania jej ojca wobec matki, wydawało się jej zapowiedzią przyszłego związku. Nikt z otoczenia Joli nie wiedział, że momentami jest najszczęśliwszą osobą na świecie, a potem zamyka się w swoim nieszczęściu: wzbudzane przez nią samą oczekiwania przynosiły olbrzymią radość, a jej miejsce bardzo szybko zajmowało rozczarowanie, gdy któryś z kolegów zaczynał opowiadać o swojej dziewczynie, oczekując od Joli np. rady na rozwiązanie trudnej sytuacji.

Jak mogą potoczyć się losy Joli? Czy jest zdana na wieczne pozostawanie w kręgu uniesień i rozczarowań? Może "znienawidzi" mężczyzn - trochę "za matkę" - i pozostanie w roli singla? Czy ma szansę na weryfikację wzorca relacji, w jaki wchodzi z mężczyznami spotkanymi w swoim życiu? A może Jola wybierze lojalność wobec matki i pozostanie przy niej, by ochronić ją przed emocjonalną pustką i samotnością, jaka istnieje w związku jej rodziców?

Z jednego doświadczenia możemy stworzyć wiele scenariuszy. Raz przeżyte ograniczenie, niemożność, powtórzenie - nie oznacza naszego przeznaczenia. Im większą mamy świadomość samych siebie, o tym większej ilości rzeczy możemy decydować, mądrzej wybierać. Co ważne, zmiana lub weryfikacja dotychczasowych nawyków czy wzorców może następować w każdej fazie naszego życia.  

Wyobrażenia i nierealistyczne oczekiwania tym więcej zajmują miejsca w naszym umyśle, im mniej wykorzystaliśmy okazji, by eksperymentować ze sobą, z innymi, ze światem. Wyidealizowany obraz partnera tym częściej będzie stanowić punkt odniesienia w próbach tworzenia związku, im mniej mieliśmy możliwości uczenia się tego, co znaczy "być w związku" poprzez obserwację rodziców czy innych znaczących dla nas osób.

Paradoks ludzkiego życia polega na tym, że nie da się go przeżyć bez przeżywania go. Im więcej mamy okazji do sprawdzenia naszych wyobrażeń, weryfikowania wizji stwarzanych przez inne osoby, doświadczania tego, co się dzieje w przestrzeni pomiędzy nami a innymi ludźmi, tym realniejszy powstanie obraz nas samych oraz tych, z którymi jesteśmy w relacji.

Znaczenie fazy narzeczeństwa

Dla rozwoju relacji partnerskiej olbrzymie znaczenie ma okres narzeczeństwa - czas uczenia się wzajemnego kontaktu i budowania więzi między partnerami (ponieważ aktualnie duża część osób nie decyduje się na małżeństwo, zamiast o narzeczeństwie możemy mówić o początkowej fazie związku). To okres, w którym partnerzy nieświadomie chcą zaprezentować siebie jak najlepiej, zarazem także partnera postrzegają w jak najbardziej pozytywny sposób. Początkiem tej fazy jest wspólna deklaracja dwojga ludzi, że chcą być razem. Partnerzy mają już za sobą rozpoznanie siebie, swoich potrzeb, często łączą ich również wspólne doświadczenia seksualne. Niektóre pary decydują się na tym etapie na wspólne zamieszkanie, są też takie, które utrzymują wzorzec spotkań poprzez randki. Na to, jak ten okres zorganizują sobie partnerzy, mają wpływ czynniki związane z rytuałami rodzinnymi, z filozofią życia (kwestie światopoglądowe), możliwościami finansowymi, aktualną modą społeczną.

Z moich doświadczeń w pracy z parami wynika, że niekiedy ta faza ulega skróceniu albo jest wręcz pomijana. Skrócenie fazy narzeczeństwa oznacza, że para szybko podjęła decyzję o małżeństwie, przez co nie miała możliwości wcześniejszego "próbowania się". Takie pary często wchodzą w małżeństwo bez zgromadzenia wcześniejszych doświadczeń bycia razem, zarządzania gospodarstwem, tworzenia własnego stylu spędzania czasu wolnego itd. Efektem takiej sytuacji może być silne napięcie, nieporozumienia i konflikty.

Gdy faza narzeczeństwa jest przez parę pominięta - najczęściej ze względu na przyjście dziecka na świat - prędzej czy później owo "przeskoczenie" odbije się na relacji małżonków. Gdy partnerzy decydują się na bycie razem, pierwszym etapem ich związku powinno być umocnienie jego granic - w relacji do rodzin, z jakich się wywodzą, i w relacji do świata. To umocnienie granic oznacza, że partnerzy w tym czasie uzgadniają i kontraktują swoje role w domu, swoje zobowiązania, sposoby ich realizacji oraz metody rozwiązywania sytuacji konfliktowych czy trudnych. Partnerzy robią to, uwzględniając własne potrzeby i możliwości. Wzmocnienie granic pary jest tym bardziej potrzebne, im więcej uwikłań psychologicznych w postaci nakazów ("My, Kowalscy, musimy walczyć o naszą rację") i zakazów ("Nie pytaj", "Nie wyrażaj" ) jest w rodzinach pochodzenia.

Jola jest ostatnio bardzo szczęśliwa. Pół roku temu, podczas delegacji we Włoszech, spotkała wymarzonego Paulo - starszego o 10 lat mężczyznę, który jest "dobrym człowiekiem" i się w niej zakochał. Swoje uczucie Paulo demonstruje poprzez częste przyjazdy do Polski, codzienne rozmowy telefoniczne z Jolą oraz nacisk, by szybko ten związek formalizować, bo ukochana "jest jego panią". Mężczyzna jest bardzo związany ze swoją rodziną, co nie dziwi Joli, bo "Paulo jest przecież taki sam jak każdy Włoch". Wcześniej miewał jakieś partnerki, ale o tym się w rodzinie nie rozmawia, bo to nie było coś poważnego, jak mówią wszyscy z rodziny Paulo. Ten silny związek z bliskimi to też przesłanka do decyzji Joli i Paulo, by zamieszkali we Włoszech. Kobieta jest zachwycona ekspresyjnością rodziców wybranka oraz ich dużą otwartością, manifestującą się m.in. ciągłymi wyznaniami: "Jaka jesteś piękna!", "Musisz być uczciwa, skoro do tej pory czekałaś na Paulo", "Mamy nadzieję, że będziesz do nas przyjeżdżać co niedzielę". Jola czuje się jak aktorka w jakimś romantycznym filmie. Na razie para zdeklarowała się, że się pobierze za pół roku. Teraz oboje są bardzo zajęci przygotowaniami do wesela: zastanawiają się, jak wielu gości zaproszą, gdzie urządzą przyjęcie, jak będzie wyglądać ceremonia ślubna...

Tworzenie związku to proces dynamiczny, na pewno nie przypomina realizacji recepty. Stoi za tym odpowiedzialność obojga partnerów - co i jak chcemy tworzyć. Aby odpowiedzieć na te pytania, potrzeba czasu. Potrzeba go w dwójnasób: by samemu odkryć, czego pragnę, jak i z kim chcę żyć, oraz by wspólnie dowiedzieć się, czego chcemy jako para, po co sięgamy i na co się godzimy, a co odrzucamy.

Faza narzeczeństwa stanowi ważny czas w procesie tworzenia związku. Nie powinna być ani skracana (do kilku miesięcy) ani wydłużana (do kilku lat). W tej fazie partnerzy powinni uwzględnić to, że bycie razem oznacza wspólne przechodzenie od momentów idealizacji do chwil rozczarowań. Podejmowanie decyzji o pozostaniu w związku powinno uwzględniać nasze zasady, wartości, wizję życia oraz przekazywane wobec partnera emocje, zaspokojenia i frustracje. Ani w fazie idealizacji, ani w momentach rozczarowań takie decyzje nie będą oparte na realnych doświadczeniach.

Niebezpieczeństwem wielu związków jest nadmierne skupianie się w fazie narzeczeństwa na przygotowaniach do ślubu, do ceremonii weselnej. Bywa, że budowanie relacji jest wówczas zastępowane działaniami zewnętrznymi. A przecież do satysfakcjonującego kontaktu z sobą samym potrzebujemy wewnętrznej przestrzeni - możliwości postawienia sobie wielu pytań i odwagi na wsłuchanie się w odpowiedzi płynące z naszego wnętrza. Im bardziej partnerzy urealnią własne obrazy samych siebie, im więcej wypracują strategii radzenia sobie z sytuacjami konfliktowymi i trudnymi, im szybciej stworzą granice swojego związku i ochronią go przed zbyt intensywnymi wpływami z zewnątrz - tym mocniej te doświadczenia ich połączą. Zawsze jednak warto mieć na uwadze to, co stwierdził angielski poeta Samuel Rogers: "Nie ma znaczenia, z kim się człowiek żeni: nazajutrz po ślubie okaże się on kimś innym". Ciekawe, kogo "nazajutrz po ślubie" zobaczy u swego boku Jola...

Magdalena Sękowska