Reklama

Reklama

Ślub i wesele

​Tradycyjne polskie wesele? Mamy lepszy pomysł!

Przede wszystkim, rośnie liczba ślubów cywilnych zawieranych poza urzędami stanu cywilnego, ponieważ od 2015 roku polskie prawo dopuszcza taką możliwość. Para młoda może wybrać własne miejsce ślubu - ogród, park, plażę, zamek, szczyt góry czy statek. Warunek jest taki, by miejsce odpowiadało powadze zawarcia związku małżeńskiego oraz by gwarantowało bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom zaślubin.

Reklama

Śluby cywilne na łonie przyrody często łączą się z weselami w luźniejszym i bardziej swojskim klimacie. 

Aktualnie na topie jest wszystko co rustykalne, dzikie, nieszablonowe: przyjęcia w zaadaptowanych stodołach, potańcówki w ogrodzie i sesje zdjęciowe na stogu siana. Nawet te pary, które organizują tradycyjne wesela, odchodzą od wielkiego przepychu, na rzecz po prostu dobrej imprezy w luźniejszych strojach. 

Coraz częściej śluby zawiera się też w powszednie dni - trochę na przekór tradycji, a trochę po to, by skrócić czas oczekiwania na wymarzoną salę i obniżyć koszty jej wynajęcia.

- Nie czuję, żeby nasz ślub był jakiś szczególnie alternatywny - uśmiecha się Sylwia. - Był po prostu skromny i trochę inny. Ceremonia cywilna odbyła się nad brzegiem jeziora. Potem była impreza w ogrodzie u moich rodziców, która przypominała bardziej sobotniego grilla ze znajomymi niż wesele. Zabawa trwała do rana. Było fajnie, a różnica między tradycyjnym weselem a naszym polegała głównie na tym, że jedliśmy szaszłyki i wszyscy byliśmy w mniej uroczystych ciuchach. Czy to było kontrowersyjne? Nie sądzę, na pewno nie mieliśmy takiego zamiaru. Nie chcieliśmy ślubu kościelnego, nie zamierzaliśmy wydawać majątku na imprezę weselną, ale to, co miało zostać uczczone, zostało uczczone. Ja wystąpiłam w jasnej sukience. Nigdy nie miałam na nogach szpilek, więc nie chciałam na własnym ślubie odstawiać szopki i przebierać się za kogoś, kim nie jestem. Czułam się dobrze, wszyscy bardzo dobrze się bawili. Czy nie o to właśnie chodzi?

Ślub na plaży mi się marzy

Rośnie liczba osób, które biorą śluby za granicą. Jakiś czas temu narzeczeni uciekający do Rzymu czy Barcelony, by pobrać się w tajemnicy i spokoju, kojarzyli się przede wszystkim z celebrytami, chcącymi schować się przed obiektywami paparazzich. Dziś coraz więcej par mówi: chcemy tego dnia być we dwoje, tylko dla siebie. Patrycja i Wojtek to jedna z takich par. Jak sami przyznają, już w chwili, gdy zdecydowali się pobrać wiedzieli, że tradycyjne polskie wesele z setką gości i żenującymi zabawami nie wchodzi w grę.

- Mieliśmy kilka pomysłów, w końcu stanęło na ślubie w Barcelonie - wspomina Wojtek. - Pobraliśmy się w kościele, bo oboje tego chcieliśmy, ślubu udzielił nam polski ksiądz, byli z nami tylko świadkowie, nawet fotografa zorganizowaliśmy na miejscu. Czy martwiliśmy się tym, co powie rodzina? Nie. Wiedzieliśmy, że tego dnia chcemy patrzeć sobie w oczy i być tylko dla siebie. I to się nam udało - mówi.

Jak dodaje Patrycja, już po powrocie młodzi małżonkowie zorganizowali imprezę w knajpie dla rodziny i znajomych. - Były tańce, jedzenie, lał się alkohol. Zabawa była przednia! Wiem, że nasza decyzja została w rodzinie odpowiednio oplotkowana, ale bezpośrednio do nas te teksty nie dotarły. To było 7 lat temu, ani razu nie żałowaliśmy, że wyszło jak wyszło - wspominają Patrycja i Wojtek.

Ale Rzym czy Barcelona to dla niektórych za mało. Coraz większą popularnością cieszą się śluby w najbardziej odległych, egzotycznych zakątkach świata: na Dominikanie, Seszelach czy Hawajach.

Dowiedz się więcej na temat: ślub | zwyczaje ślubne | wesele