Reklama

Reklama

Polacy rzadko myślą o wartościach

Myśli pani, że to tylko polska specyfika, uwarunkowana np. historycznie tym, że nasza demokracja jest młoda, że jesteśmy krótko po, albo wciąż w okresie transformacji?

Reklama

- Mieszkałam wcześniej w Kenii, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i analizowałam tam bardzo dokładnie sprawy kryminalne. Nigdzie kontakty nie przenikały się tak bardzo jak w Polsce.

Do tej pory, w reportażach, skupiała się pani przede wszystkim na ofiarach. W "Obłędzie" równie dużo miejsca poświęca pani oprawcy. Mowa tutaj o fikcyjnej postaci doktor Alicji. Czy to był celowy zabieg, by eksplorować tę drugą, ciemną stronę?

- Wcześniej nieczęsto pisałam o dzieciństwie oprawców, bo zależało mi, żeby reportaże były czyste pod względem prawnym, a znajdujące się w nich informacje w stu procentach udowodnione. Dzieciństwo sprawcy nigdy nie jest na tyle dobrze udokumentowane. Natomiast poznałam różne historie osób wyrządzających krzywdę innym, spotykałam się z seryjnymi mordercami na wywiad czy psychopatami, którzy mieli bardzo wysoką pozycję społeczną i na podstawie ich przeszłości mogłam wyciągnąć wnioski.

Jakim cudem udawało im się tak długo utrzymać na pozycjach?

- Często to ludzie bardzo atrakcyjni fizycznie, co tylko podbija ich autorytet. Rzadko umiemy się przebić przez maskę dobrego wyglądu, ładni wzbudzają w nas podziw i zaufanie. Ponadto osoby o skłonnościach psychopatycznych zanim zaatakują, starają się dobrze poznać ofiarę: jej słabe punkty, tzw. podbrzusze.

- W "Obłędzie" chciałam pokazać, jak rodzi się taka postać. Niektórzy twierdzą, że za wszystko odpowiedzialne są geny, ale to nieprawda. Jeśli osoba o skłonnościach psychopatycznych zostanie wychowana przez dojrzałych, pełnych zrozumienia rodziców, którzy przekazali jej w ramach socjalizacji mocne wartości, może dobrze radzić sobie w życiu, nie krzywdząc przy okazji innych. Inni mówią, że kluczową rolę odgrywa wychowanie i to ono rodzi osobę pozbawioną empatii. To też nie jest prawda, bo gdyby tak było, wszystkie osoby prześladowane w dzieciństwie zostawałyby oprawcami. A przecież wielu z nich całą agresję skupia na sobie: mają myśli samobójcze, okaleczają się, ale nie przychodzi im do głowy, by za swój los karać drugiego człowieka. Najczęściej zbiec muszą się te dwie rzeczy. Rodzic, który nie rozumie problemu, używa zazwyczaj drastycznych środków, by okiełznać pozbawione empatii dziecko, przez co tworzy osobę desperacko pragnącej zemsty.

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kopińska | reportaż | powieść | Polska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje