Reklama

Reklama

Czy sekspraca to też praca? Przyglądamy się dyskusji

Kaja Szulczewska, która w mediach społecznościowych znana jest jako @kayaszu, podjęła ostatnio dyskusję na temat prostytucji. Choć wiele osób w feministycznym środowisku opowiada się za niedyskryminowaniem sex-pracy i uznaje, że jest to zawód, jak każdy inny, Kaja przedstawiła zupełnie inne spojrzenie na ten temat.

Kaja Szulczewska jest autorką instagramowego konta @ciałopozytyw_polska, a także feministką i aktywistką, która często porusza ważne społecznie tematy.

"Mówienie, że prostytucja to praca jak każda inna sprawia, że wiele osób nieświadomych zagrożeń, łatwiej wchodzi w tę branżę, a dyskurs normalizujący wyzysk ich ciał i seksualności sprawia, że ciężej im mówić o swoich trudnych doświadczeniach" - napisała Kaja Szulczewska na swoim Instagramie. Zwróciła uwagę na fakt, że prostytucja nie jest pracą, jak każda inna, ponieważ środowiska związane z lobbingiem na rzecz dekryminalizacji alfonsów i sutenerów tworzą presję, by nie mówić na zewnątrz o problemach, ponieważ to szkodzi ich lobbingowi. Udostępniła również inne konto, które prezentuje realistyczne podejście do pracy w przemyśle seksualnym. 

Reklama

Co według tego podejścia oznaczałoby zalegalizowanie prostytucji?

W Polsce prostytucja nie jest zabroniona i według norm prawnych nie jest penalizowana. Z drugiej zaś strony nie jest też zawodem regulowanym w sensie formalnym, a co za tym idzie, dochody czerpane z wykonywania go są nieopodatkowane. 

Pełna legalizacja prostytucji wbrew powszechnej opinii nie oznacza, że praca kobiet pracujących w tej branży ulega poprawie i zwiększa się ich bezpieczeństwo. Wprost przeciwnie, legalizacja sprawia, że wzrasta popyt na usługi seksualne, a jedynymi osobami, których sytuacja ulega poprawie, są klienci i stręczyciele. 

Z powyższego postu można dowiedzieć się również, że z rządowych raportów z krajów, w których zalegalizowano prostytucję, wynika, iż legalizacja ta zwiększa występowanie handlu ludźmi w celu wykorzystywania seksualnego. 

Kaja Szulczewska opowiada się za tzw. modelem nordyckim w tej kwestii. Nordycki model jest podejściem do kwestii prostytucji, które zostało przyjęte w Szwecji, Norwegii, Islandii, Irlandii Północnej, Kanadzie, Francji, Irlandii i Izraelu. Zakłada on kilka elementów. Pierwszy z nich mówi o dekryminalizacji prostytucji. 

Kolejny porusza kwestię tego, że kupowanie seksu jest przestępstwem kryminalnym. 

Trzeci zakłada wsparcie dla kobiet pracujących w tej branży i pomoc w wyjściu im z tej sytuacji oraz zbudowaniu nowego życia. Ostatni element zakłada natomiast edukację i konkretne działania społeczne, m.in.: publiczną kampanię informacyjną, szkolenia dla policji, zwalczanie nierówności i ubóstwa, które skłaniają ludzi do prostytucji oraz skuteczne przepisy przeciwko stręczycielstwu i handlowi usługami seksualnymi.

Reakcje obserwatorów

Ponieważ w przestrzeni publicznej już od dłuższego czasu toczy się dialog na temat prostytucji i tego, czy powinna być legalna, reakcje na wpis Kai były różne. 

- zauważył jeden z obserwatorów.

Rzeczywiście, często w środowiskach feministycznych podkreśla się, jak ważne jest, aby nie dyskryminować kobiet ze względu na to, że pracują jako prostytutki. Jednak Kaja zwróciła uwagę na zupełnie inny aspekt - niebezpieczeństwa wynikającego z wykonywanej pracy oraz powodów, które pchają kobiety do podjęcia tej decyzji.

- skomentowała inna internautka.

Dyskusja rzeczywiście przybrała ciekawą formę i pokazała zupełnie nowe spojrzenie na aspekt pracy kobiet w branży usług seksualnych.

Zobacz również:

Kobiety mogą być księżmi. Tak zadecydował kościół Ewangelicko-Augsburski

Anna Lewandowska w mocnym makijażu. Zachwyciła fanów!

Klaudia Halejcio o związku z Tomaszem Barańskim. Poświęciła się?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: prostytucja | sex-work

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje