Reklama

Reklama

Aleksandra Woźniak: Płaci za błędy

Gwiazda „13. Posterunku” w szczerej rozmowie tłumaczy, dlaczego zniknęła z ekranów i nie zabiega o role. Przyznaje też, że miała pecha w miłości, ale te czasy to już przeszłość.

Zawsze będzie kojarzona z rolą starszej sierżant Kasi, choć od emisji sitcomu minęło już ponad 16 lat. Tylko w SHOW Aleksandra Woźniak (41) tłumaczy, skąd w jej życiu wzięła się klątwa "13. Posterunku".

Aktorka nie rozpamiętuje jednak przeszłości, skupia się na obecnym życiu. Jest szczęśliwą mamą, żoną i ma nowe plany. 

Klątwa "13. Posterunku"

"Jeśli chodzi o propozycje zawodowe, to jestem jak najbardziej na nie otwarta. Chodzę też na zdjęcia próbne, gdy zostanę zaproszona.Natomiast nie zabiegam o nie. Nie wydzwaniam do nikogo, nie staram się wkraść w niczyje łaski", mówi Woźniak w rozmowie z SHOW. Aktorce ciężko jest dostać rolę również z innego powodu.

Reklama

"Wydarzeniem, które najbardziej wpłynęło na moje życie zawodowe po »13. Posterunku«, nie była rola Kasi sama w sobie, a bardziej fakt, iż związałam się w trakcie zdjęć z reżyserem serialu, Maciejem Ślesickim. Po zakończeniu emisji serialu, w trakcie związku z Maćkiem, nie zagrałam nigdzie, bo miałam być muzą tylko jednej osoby i grać tylko u niej... W każdy weekend zajmowałam się synami Maćka z pierwszego małżeństwa. I to były jedyne dwie role, na które miałam pozwolenie. Rola opiekunki i muzy. Odeszłam, bo nie potrafiłam żyć w złotej klatce", wyznaje Ola.  

Ale właśnie fakt, że to aktorka porzuciła znanego reżysera miał wpływ na jej życie. Po ich rozstaniu miała problem ze znalezieniem pracy w branży. "Jedna, bardzo znana pani castingowiec, powiedziała mi kiedyś, że ja u niej wygrałam kilka castingów. Odgórnie zostało to zablokowane, choć nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żeby ktoś ingerował w jej pracę. Po rozstaniu środowisko dostało fałszywe informacje na mój temat. Kilku producentów,z którymi miałam bardzo pozytywne relacje, z dnia na dzień zaczęło mnie traktować jak powietrze. Jeszcze po latach dowiadywałam się, że wykorzystałam Maćka, zabrałam mu pieniądze i zrobiłam dzięki niemu karierę", tłumaczy.  

I dodaje: "Po rozstaniu wszystko, co zainwestowałam w dom Maćka, w którym mieszkaliśmy, zostawiłam. Wyszłam z tzw. przysłowiową walizką. Nie musiałam, tak chciałam". 

Na szczęście dziś aktorka skupia się na tym, co dobre w jej życiu.

Nowe życie w Gdańsku

Do tego miasta przeprowadziła się cztery lata temu ze względu na miłość. Stamtąd pochodzi jej obecny mąż - Szymon Miszewski, pracujący w branży stoczniowej. Małżeństwem są od dwóch lat, ale w związku od pięciu.

"Tworzymy patchworkową rodzinę. Mąż ma dwie córki, ja też. Właściwie przez nie się poznaliśmy, gdy zaczęły się razem bawić na placu zabaw",opowiada Ola. Córki gwiazdy z poprzedniego związku, bliźniaczki Julia i Ania, mają już 12 lat, więc Woźniak może się zająć sobą. Właśnie rozpoczęła studia psychologiczne. 

"Bardzo mnie to interesuje i nie wiem, czy nie będę chciała w tym kierunku pójść. Niewykluczone, że za kilka lat będę miała swój gabinet i zmienię branżę", śmieje się Aleksandra. Woźniak nie przejmuje się też upływającym czasem. 

"Mam 41 lat i jestem dumna z tego wieku, czuję się dużo lepiej niż jak miałam 20 lat. Mam wielką radość życia, dużo energii, chęci zdobywania wiedzy. Nie zamierzam sobie nic wstrzykiwać w twarz ani odsysać z ciała. Chcę być sobą i z radością, godnością oraz pokorą wobec czasu przeżywać każdy etap życia", zapewnia aktorka.


Magdalena Makuch



***Zobacz materiały o podobnej tematyce***


Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje