Byłem lowelasem

Kochały się w nim wszystkie koleżanki , bo mister Polski od zawsze wiedział, jak postępować z kobietami.

"Pierwszą miłość przeżyłem w przedszkolu. Później zakochiwałem się już regularnie", śmieje się Rafał w rozmowie z SHOW. Ale zaznacza, że jeszcze częściej to on był obiektem westchnień. "Dużo dziewczyn się we mnie kochało. Byłem klasowym lowelasem i chętnie to wykorzystywałem. Zakochane dziewczyny często odrabiały za mnie zadania domowe i częstowały kanapkami", mówi z dumą.

Reklama

Dorastał w małej miejscowości Gorzyca (województwo lubuskie). "Mieszka tam zaledwie 300 osób. Wszyscy się znają i dzięki temu czują się bezpiecznie. W Warszawie, gdzie teraz mieszkam, sąsiedzi nawet nie mówią sobie »dzień dobry«. U nas nie do pomyślenia", mówi.

W Gorzycy rodzice Rafała prowadzili bar. "To było centrum rozrywki. Odbywały się tam cotygodniowe potańcówki, na które zjeżdżali się mieszkańcy okolicznych miejscowości. Oj, działo się tam!", śmieje się mister Polski.

Lubi opowiadać o rodzinnych stronach: "To przepiękna okolica. Jest tam dużo jezior i rzeka. Kiedy robiło się ciepło, spędzaliśmy z braćmi i kolegami każdą chwilę nad wodą. Organizowaliśmy spływy kajakowe, graliśmy w piłkę siatkową na plaży, a wieczorami obowiązkowo rozpalaliśmy ogniska. To inny świat".

Przyznaje, że lubił dokazywać. "Wszędzie mnie było pełno. Po szkole wracałem poobijany - a to wlazłem na drzewo, a to skądś spadłem. Mama ciągle się denerwowała". W wakacje energię pożytkował, pomagając dziadkom w gospodarstwie. "Podczas żniw prowadziłem kombajn, a potem zbieraliśmy snopki słomy do stodoły. Lubiłem też jeździć traktorem albo zbierać ziemniaki podczas wykopków. Więcej było przy tym zabawy niż pracy", mówi.

W szkole szło mu dobrze, choć, jak mówi, nie przepadał za marnowaniem czasu na naukę. Do sprawdzianów nie przygotowywał się w domu - wystarczyło mu to, co zapamiętywał z lekcji. W szkole ćwiczył za to wytrwale sztukę podrywu. "Trzeba być pewnym siebie. Oczywiście nie chodzi o to, żeby być cwaniakiem. Ale pewność siebie imponuje dziewczynom bardziej niż wygląd", zdradza swój patent.

Tylko raz jego metoda zawiodła. "To było w technikum. Mogłem wtedy mieć każdą. A mnie podobała się oczywiście ta, która mnie nie chciała. Pół roku się o nią starałem. Kiedy w końcu się zgodziła, byłem przeszczęśliwy. Spotykaliśmy się przez miesiąc i... dała mi kosza! Strasznie to przeżyłem", śmieje się. 

Mniej więcej w tym samym czasie jego rodzice postanowili zamknąć bar i w jego miejsce postawić dom. "Dotychczas mieszkaliśmy w bloku na 36 metrach kwadratowych. Ja, rodzice i moi dwaj bracia. Było naprawdę ciasno", wspomina. Krzysztof Maślak, tata Rafała, postawił sobie za punkt honoru zbudować dom własnymi rękami. "Z naszą pomocą postawił go od fundamentów aż po dach i sam wykończył. Instalacje, ogrzewanie, hydraulika - zrobił wszystko! Żadnej ekipy budowlanej. Miałem wtedy 17 lat, a moi bracia 15 i 18".

Kiedy dom był już prawie skończony, wybuchł pożar. "Byliśmy akurat na festynie. Gdy wróciliśmy, strażacy właśnie kończyli go gasić. Spłonął cały dach. Tata był załamany. Cała rodzina się skrzyknęła i w miesiąc, pracując od rana do wieczora, odbudowaliśmy dach. Ten dramat wzmocnił nas jako rodzinę. Już wtedy byłem w Ochotniczej Straży Pożarnej. Wstąpiłem do niej jako 14-latek. To rodzinna tradycja. Byli w niej mój tata, dziadek i wujek. Dziś trudno mi zliczyć, w ilu akcjach brałem udział".

Nikomu nie zdradził, że chce być modelem. "Bałem się, że kumple mnie wyśmieją", tłumaczy. Wziął udział w sesji zdjęciowej i wysłał fotografie na lokalny konkurs. Nagrodą była publikacja zdjęcia w kalendarzu. "Do rywalizacji stanęło 50 tysięcy osób, ja byłem w pierwszej dwudziestce. Na miejscu zauważyli mnie organizatorzy konkursu na Mistera Wielkopolski. Namawiali mnie, żebym wziął udział. »Mister? Tego już mi znajomi nie darują«, broniłem się. A jednak dałem się namówić i... wygrałem. Potem zostałem misterem Polski i trzecim wicemisterem International. O czymś takim nawet mi się nie śniło", kończy swoją opowieść.

Justyna Kasprzak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje