Reklama

Reklama

Izabela Trojanowska: Miała być zakonnicą

Przeszło jej po spotkaniu z... przyszłym papieżem. To wtedy postanowiła poświęcić się śpiewaniu. Za to po spotkaniu z Danielem Olbrychskim pokochała aktorstwo.

"Temperament miałam od dziecka. Musiałam sobie jakoś radzić z braćmi: starszym Maksymilianem i młodszym Romkiem", mówi SHOW Izabela Trojanowska. Urodziła się i wychowała się w Olsztynie jako Izabela Schuetz. "Jeszcze będąc małą dziewczynką, założyłam własną bandę. Zadaniem było śpiewanie piosenek, skakanie z pierwszego piętra na piasek, robienie wianków. Trzeba było być we wszystkim najlepszym. Wciąż mam kontakt z koleżankami z tamtych lat!", wspomina artystka.

Reklama

Była aktywna także społecznie. "Należałam do harcerstwa. Zdobyłam nawet odznakę przewodnika górskiego", mówi z dumą. Ojciec Izy pochodził z muzykalnej rodziny - jego brat Henryk (założyciel znanej światowej marki ubraniowej Henri Lloyd) w wolnych chwilach brał lekcje śpiewu operowego i bywało, że wykonywał arie na ważnych eventach.

Za to mama całe życie kochała taniec. "To właśnie ona zauważyła moje zdolności. Często stawałam przy piecu i śpiewałam tylko dla niej. Była moją pierwszą fanką", wspomina Trojanowska. W drugiej klasie podstawówki wreszcie wystąpiła przed publicznością - na szkolnej akademii. "Zaśpiewałam »Modlitwę« Bułata Okudżawy do akompaniamentu gitarowego mojego brata Maksymiliana. Już mi nie odpuścili", śmieje się.

Dla brata był to chyba jedyny koncert w karierze, dla Izy pierwszy z wielu, ale początkowo także za nimi nie przepadała. "Na scenę trzeba było mnie wyciągać wołami. Zawsze byłam zła, kiedy publiczność prosiła o bis. Bałam się, że drugi raz nie zaśpiewam tak samo", wspomina. Ale takiego talentu nie można było zmarnować.

Mama zapisała więc Izę do szkoły muzycznej. "Poszłam do klasy wokalnej, dziś uważam, że trochę za wcześnie. Moje struny głosowe były niedojrzałe, a nauczycielka uczyła mnie różnych zachowań operetkowych", podkreśla. Na szczęście szybko wróciła do normalnego śpiewania. Jednocześnie przyszła gwiazda estrady marzyła o zakonie. "Zapisałam się do chóru katedralnego i trochę zaprzyjaźniłam się z siostrami zakonnymi. Pomagałam przygotowywać np. święta wielkanocne. Kolorowałam kartki, które później sprzedawałam dla kościoła".

Z kościelnym chórem Iza występowała na ślubach, chrzcinach i innych imprezach rodzinnych. "Nie wiem, czy czułam prawdziwe powołanie, ale zawsze po szkole, zanim wróciłam do domu, biegłam do kościoła. Po prostu bardzo dobrze się tam czułam", wyznaje artystka. Siostry zakonne zdawały sobie sprawę, że jedna z ich podopiecznych ma wyjątkowy głos. "Siostra Powarella wysłała mnie na festiwal pieśni sakralnej. Przywiozłam stamtąd nagrodę!".

To było dla małej Izy jedno z najsilniejszych wzruszeń, bo wyróżnienie odebrała z rąk kardynała Karola Wojtyły, przyszłego papieża Jana Pawła II. "Byłam tak przejęta, że nawet nie pamiętam, co do mnie powiedział. W tym dniu zrozumiałam, że chcę poświęcić życie śpiewaniu", opowiada ze wzruszeniem Trojanowska.

Po festiwalu posypały się kolejne propozycje. "Do Zielonej Góry, gdzie odbywał się festiwal piosenki radzieckiej, również wysłała mnie siostra Powarella. Nawet pomagała mi wybierać piosenki. Dostałam tam wyróżnienie za interpretację od kompozytora piosenki, którą zaśpiewałam, Arno Babajaniana!".

Iza wygrała koncert debiutów w Opolu, a później trafiła na próbne zdjęcia na plan "Wesela" Andrzeja Wajdy. "Miałam warkocze za kolana. Pan Andrzej widział mnie jako pannę młodą. Grałam próbne sceny z Danielem Olbrychskim, ale nie miałam wtedy pojęcia o wierszu, więc nie dostałam roli", mówi.

To właśnie dzięki spotkaniu na planie z Danielem Olbrychskim Trojanowska zapragnęła zostać aktorką. "Przeczytałam, że jest nabór do studium aktorskiego przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. W międzyczasie za częste wyjazdy zostałam dyscyplinarnie wyrzucona z liceum. Dyrektor chciał mi utrzeć nosa, bo byłam już wtedy trochę znana", wspomina artystka.

Przeprowadziła się do Gdyni i zaczęła nowy etap w życiu. "Mieliśmy zajęcia przez cały dzień. Balet, akrobatyka, stepowanie, szermierka. Wspominam cudowne zajęcia z Henrykiem Bistą, który odkrył we mnie potencjał komediowy", opowiada. Mimo natłoku zajęć Iza śpiewała w musicalach, szkoląc głos. "W pewnym momencie zastąpiłam z powodzeniem główną wówczas gwiazdę Teatru Muzycznego w Gdyni, Grażynę Brodzińską. Od tego czasu dostawałam same znaczące role", opowiada.

Szybko upomniała się o nią telewizja - młoda studentka została zaproszona na plan serialu "Strachy" Stanisława Lenartowicza, gdzie partnerował jej m.in. Krzysztof Chamiec. "Zagrałam tancerkę, która wykonywała taniec hiszpański, co było dla mnie dość karkołomnym zadaniem. Udało mi się dzięki treningom z mistrzem baletowym Teatru Wielkiego, Zdzisławem Ćwiorą", opowiada.

Iza wystąpiła też w kultowym serialu "Kariera Nikodema Dyzmy". "Musiałam być bardzo odważna, a nawet agresywna. Kasia Kunicka kochała inaczej i walczyła z Nikodemem Dyzmą o uczucia macochy Niny! Dzięki wspaniałej reżyserii Rybkowskiego i cennym radom Romka Wilhelmiego udało mi się to osiągnąć", opisuje.

Choć już jako młoda osoba prowadziła intensywne życie zawodowe, znalazła czas na miłość. Zakochała się w Marku Trojanowskim, studencie Politechniki Warszawskiej. "Poznaliśmy się, kiedy miałam 17 lat. Marek odwiedzał mnie w Gdyni. Czułam się w jego towarzystwie bardzo dobrze, chyba właśnie dlatego, że znał mnie jeszcze jako anonimową dziewczynę, a nie wielką gwiazdę".

W pewnym sensie dzięki Markowi Iza przeżyła przygodę z zespołem Budka Suflera. "Marek pochodzi z Lublina i znał Romualda Lipkę". Z Budką wylansowała wiele przebojów. W 1982 roku wraz z Markiem, który był już jej mężem, wyjechała na koncerty do Holandii, potem do Wielkiej Brytanii, aż wreszcie osiedli w Berlinie Zachodnim. Po powrocie do Polski Iza dostała rolę w kultowym serialu "Klan", w którym występuje do dzisiaj. Nadal koncertuje, a obecnie pracuje nad nową płytą.

Oskar Maya


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje