Reklama

Reklama

Patrz, a jednak się udało!

Teraz już chyba nie masz wątpliwości?
- Czasami o tym zapominam. Bo jestem zmęczona, mam dużo pracy, zdarzają mi się problemy ze zdrowiem. Ale przecież ja od dziecka wiedziałam, że moje miejsce jest na scenie.

Reklama

Co robiłaś, zanim o tobie usłyszeliśmy?
- Statystowałam w reklamach, programach rozrywkowych, filmach. Tańczyłam, grałam epizody w serialach, później przyszły role drugoplanowe i pierwszoplanowe... Moi rodzice wiedzą, że to, co się teraz dzieje, jest konsekwencją mojej ciężkiej pracy przez lata.

Czujesz, że robisz karierę kosztem rodziny?
- Moja najbliższa rodzina wie, że teraz spełniam swoje marzenia. Nie widzimy się może tak często, jak byśmy tego chcieli, ale nigdy ich nie zaniedbuję. Gdy nie mogę przyjechać do domu, to oni przyjeżdżają do mnie do pracy. Ale każdą wolną chwilę spędzam z rodziną lub z przyjaciółmi. Gdy w sylwestra spotkałam się z najbliższymi przed wyjściem do klubu, to aż się wzruszyłam. Bardzo ich kocham! Wszyscy jesteśmy bardzo zapracowani, nie jest tak, że tylko ja mam mało czasu. Dlatego każda wspólna chwila jest cenna.

Masz młodsze rodzeństwo. Tęsknisz za nimi?
- Bardzo. Mój brat William ma jedenaście lat, siostra Victoria dziewięć. Zmieniają się w błyskawicznym tempie. Widać to szczególnie wtedy, gdy wyjeżdżam gdzieś na dłużej. W ubiegłym roku spędziłam trzy miesiące w Londynie i po powrocie ledwo ich poznałam (śmiech). Ostatnio byłam w Indonezji. Gdy wróciłam, rozmawialiśmy cztery godziny. Wszystko ich interesuje!

Są do ciebie podobni?
- Ja jako mała dziewczynka byłam przeambitna. Bardzo dużo się uczyłam, szczególnie języków obcych. Wiedziałam, że będzie mi to potrzebne. Chodziłam na mnóstwo zajęć pozalekcyjnych. Nie miałam komputera, nie oglądałam tyle telewizji. Teraz staram się motywować rodzeństwo do nauki i wykształcić w nich wrażliwość muzyczną, więc przynoszę im nowe płyty. Cieszę się, że poza nowoczesną muzyką słuchają Michaela Jacksona i Marvina Gaye'a.

Twoja kariera robi na nich wrażenie?
- Nie okazują mi tego. Za to mama i babcia opowiadają, że dzieciaki oglądają mnie w telewizji i że podoba im się to, co robię. Ogólnie nie jest tak, że moja rodzina jakoś zachwyca się tym, że występuję w telewizji (śmiech). Moi rodzice nie są związani z show-biznesem. Podchodzą do mojej kariery ze zdrowym rozsądkiem.

Są dla ciebie oparciem?
- Ogromnym. To, w jaki sposób mnie wychowali, wpłynęło na to, kim jestem dzisiaj. Jestem im wdzięczna za zasady, priorytety i silny charakter.

Jak się poznali?
- Mój tata jest z Demokratycznej Republiki Konga. Przyjechał do Lublina na stypendium. W akademiku spotkał moją mamę. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.

Do kogo jesteś bardziej podobna?
- Na pierwszy rzut oka do taty. Ale myślę, że jestem mieszanką cech mamy i taty.

Jakie rady dają ci rodzice odnośnie kariery?
- Mama i tata rzadko się wtrącają, ale ogólnie radzą mi, by do wszystkiego podchodzić z dystansem. Cieszyć się zarówno ze swoich sukcesów, jak i porażek. Bo to kształtuje charakter i uczy pokory.

Joanna Łazarz

Dowiedz się więcej na temat: You Can Dance

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje