Piotr Adamczyk: Byłem dzieckiem z eksperymentu

Pierwszy raz przed kamerą wystąpił kilka godzin po przyjściu na świat. Jak mówi, to było przeznaczenie. Aktor zdradza też, jakie miał relacje z dziewczynami i dlaczego zarabiał, myjąc okna w Londynie.

Piotr Adamczyk (44) swoją przygodę z aktorstwem zaczął już w liceum. Pierwszy raz przed kamerą pojawił się w 1991 roku w serialu fabularnym "Pogranicze w ogniu". Później były kolejne role, wśród nich te, które na zawsze pozostaną w pamięci widzów: Fryderyk Chopin w filmie "Chopin. Pragnienie miłości" oraz Jan Paweł II w produkcji "Karol. Człowiek, który został papieżem". Najnowsze filmy, w których możemy zobaczyć aktora to: "Jestem mordercą", "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" czy "Tytanowa biel".

Reklama

Można powiedzieć, że byłem dzieckiem z eksperymentu. W roku 1972, kiedy przychodziłem na świat, było przeprowadzane takie doświadczenie, że niemowlęta od razu po urodzeniu były z mamami. Nie wiem, może to kwestia przeznaczenia do zawodu aktorskiego, ale wybrano mnie na bohatera reportażu o tym eksperymencie. Już kilka godzin po narodzinach mnie i moją mamę zarejestrowała kamera »Kuriera Warszawskiego«", opowiada Piotr w rozmowie z SHOW.

"Podobno tuż po porodzie obsikałem lekarza, co dobrze wróży każdemu chłopakowi", śmieje się aktor. Adamczyk wychowywał się na warszawskich Jelonkach. Większość czasu spędzał z kolegami na podwórku. "Chodziłem sam do szkoły, z kluczem na szyi. Obskakiwałem wszystkie trzepaki i tzw. małpi gaj, czyli okoliczne drzewa i krzaki", wspomina.

Przyznaje, że uczniem był przeciętnym. "Nigdy nie miałem czerwonego paska na świadectwie. Wiele spraw załatwiałem sobie poczuciem humoru. Przez niektóre tematy potrafiłem prześlizgnąć się blefem, ale pod koniec szkoły podstawowej i w pierwszej liceum, nauka w ogóle nie była dla mnie ważna, bo biegałem do Ogniska Teatralnego państwa Machulskich. W tym miejscu zaczynało bardzo wiele znanych dzisiaj osób: Agnieszka Dygant, Kasia Kwiatkowska czy Magda Stużyńska", dodaje.

Zainteresowanie podwórkiem i teatrem nie przeszkodziło Piotrowi w oglądaniu się za ślicznymi koleżankami z podstawówki. "Pierwsze zauroczenia to takie dziewczyny, na które się po prostu ukradkiem patrzyło. Byłem bardzo nieśmiały", opowiada. "Mama nie miała ze mną poważnych problemów. Miałem wiele zainteresowań, poza tym nigdy nie było mnie w domu. Ganiałem z chłopakami za piłką i po trzepakach", mówi.

"Do liceum dostałem się do klasy humanistycznej, w której dominowały dziewczyny. Przez rok byłem rodzynkiem w klasie i musiałem się uodpornić na pewne sytuacje. Na przykład pan od wf-u robił sobie żarty i kazał mi kolejno odliczać, żartował, że mamy stuprocentową frekwencję. Kończyło się na tym, że zazwyczaj biegałem po prostu wokół boiska. Sędziowałem też dziewczynom, co było bardzo niebezpiecznym zajęciem, ale też rozwinęło moje umiejętności dyplomatyczne, co przydaje się w pracy z kobietami", opowiada.

14-letni Piotr miał okazję zobaczyć wielki świat. "Pojechałem na Międzynarodowe Warsztaty Teatralne do Londynu. Byłem wśród dzieci dyplomatów. Uświadomiłem sobie wtedy, co to znaczy być dzieckiem zachodu. Pamiętam oszołomienie, gdy zobaczyłem pełen bufet szwedzki, z którego można było brać banany czy cytrusy, czyli produkty, które u nas można było tylko obejrzeć na bardzo drogim bazarze na Polnej. Na pewno różniłem się od tych dzieciaków dyplomatów, które mówiły w wielu językach. Poza tym byłem chłopakiem zza żelaznej kurtyny, w plastikowych butach i tureckim sweterku, kompletnie niemodnie ubranym. Dlatego patrzyli na mnie trochę inaczej. Któregoś dnia kolega z Australii zabrał mnie na tenisa. Wziąłem ze sobą banana, żeby w trakcie gry się wzmocnić. Chcąc go napocząć, odgryzłem końcówkę, żeby go obrać. Natomiast on spojrzał na mnie i zaczął krzyczeć, że tego się nie je ze skórką. Myślał, że nic nie wiem o życiu, nawet tego, jak się je banana", śmieje się Adamczyk.

Aktor wykorzystał czas w Londynie nie tylko na naukę. Postanowił zostać tam na czas wakacji. "Warsztaty były opłacone, ale samemu trzeba było kupić bilet lotniczy, który kosztował jakiś majątek. Mama musiała chyba zastawiać zastawę rodową, żeby go kupić. Miałem wtedy taką potrzebę oddania tego długu i zapytałem ją, czy mogę zostać troszkę dłużej w Londynie. Postanowiłem znaleźć pracę. Jeden dzień pracowałem jako ogrodnik, chociaż nigdy dotąd nie kosiłem, co szybko się wydało. Woziłem też gruz, nosiłem meble, a potem wisiałem do góry nogami, trzymany przez silnego na szczęście faceta, myjąc okna. Taka tańsza, polska wersja alpinistyczna", dodaje z uśmiechem.

Z pewnością samotny pobyt w Londynie w wieku 14 lat był odważną decyzją, ale Piotr od najmłodszych lat wykazywał się zaradnością. "To były inne czasy, miałem doświadczenie w byciu samodzielnym od małego. Wcześnie poczułem się głową rodziny. Miałem 11 lat, gdy zmarł mój tata. Dosyć wcześnie zacząłem pracować w teatrze i przynosiłem do domu pieniądze. To było dla mnie ważne, że dokładam się do budżetu domowego. Pamiętam, jak wyjątkowo się czułem, gdy zarobiłem na lodówkę", wspomina.

Adamczyk od małego wiedział, że w przyszłości będzie zajmował się graniem. Wybór szkoły aktorskiej był oczywisty. Już na studiach grał w teatrze, a później szybko pojawiły się pierwsze role filmowe.

Magdalena Makuch

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje