Robert Gonera: Upadł, ale wstał

Robert Gonera na dobre wraca na telewizyjne ekrany. Pokonał kryzysy, a jego motywacją były dzieci. „Przede mną wiek męski – zwycięski”, mówi SHOW.

Po filmach "Samowolka" i "Dług" Robert Gonera (49) był aktorem rozchwytywanym i nic dziwnego, że zainteresowała się nim telewizja. Dostał rolę w "M jak miłość" i partnerował Dominice Ostałowskiej. Aktor grał tam sześć lat, po czym nagle zniknął. To była przygrywka do jednego z trzech kryzysów, jakie przeszedł w życiu.

Reklama

Kryzys jeden, drugi i trzeci

Pierwszy trudny moment przeżył w 1994 roku, dokładnie między "Samowolką" i "Długiem". Rozwód z Jolantą Fraszyńską, matką ukochanej, 28-letniej dziś, córki Nastazji, był traumą.

"To zostało stwierdzone, że rozwód to drugi największy stres, zaraz po śmierci bliskiej nam osoby. Przed rozwodem zmarł mój ojciec. Miałem dwie petardy od razu", wyznał Gonera. Potem, przez całe lata, nie utrzymywali serdecznych kontaktów z byłą żoną. Pogodzili się dopiero, gdy Nastazja skończyła 18 lat.

W 2003 roku ożenił się z Karoliną Wolską. Para była bardzo szczęśliwa, doczekali się dwóch synów - Teodora i Leonarda. Zapracowany Robert spełniał swoje marzenia: zorganizował konkurs dla scenarzystów filmowych, grał w telewizji, kinie i teatrze. Życie dzielił między dwa miasta: Warszawę i Wrocław. To wszystko jednak miało swoją cenę i odbiło się nie tylko na jego zdrowiu. W 2007 roku, podczas zdjęć do serialu "Determinator", był tak strasznie zmęczony, że zasnął w aucie. Komórka się rozładowała, a na planie nikt nie wiedział, gdzie jest aktor.

Potem wydarzyło się coś, co mogłoby być scenariuszem na niezły thriller i omal nie złamało kariery i życia aktora. Tabloidy rozpisywały się o tym, że Gonera krążył w malignie po lesie, myślał, że jest serialowym bohaterem i że przeżył załamanie nerwowe. Tak naprawdę był zmęczony. W aucie znaleźli go policjanci. Dali wybór: albo zamykają go na 48 godzin, albo zabiera go pogotowie. Wybrał drugą opcję i prawie umarł w szpitalu, bo dawka relanium podana mu na uspokojenie zadziałała zgoła odwrotnie: aktor dostał palpitacji i już żegnał się z tym światem.

Z opresji wybawiła go żona, która zabrała Roberta do domu we Wrocławiu. Tam wypoczął, ale plotki o fatalnym stanie psychicznym zaczęły żyć własnym życiem. Z Gonery zrobiono niezrównoważonego człowieka, z którym współpraca układa się wyjątkowo ciężko. Producenci zniechęcili się więc do niego i nie chcieli aktora zatrudniać. "Od tamtej pory trwa koszmar przeciwstawiania się tym fałszywym doniesieniom i domniemaniom, udowadniania, że potrafię pracować, komunikować się i normalnie żyć. (...) Normalnej rodziny, relacji ze światem, kontaktu z dziećmi nikt już mi nie odda", mówił kilka lat temu. Bo, niestety, nie udało się też ocalić małżeństwa: pięć lat temu żona wystąpiła o rozwód.

Gonera mimo wszystko wierzył, że ludzie z branży będą pamiętali jego dokonania i że znowu zacznie normalnie funkcjonować. Niestety pomylił się. W pewnym momencie z jego finansami było tak krucho, że przez jakiś czas nocował w samochodzie (mieszkanie zostawił żonie i synom). Chciał zarabiać w jakikolwiek sposób, bo np. w wyjątkowo trudnym 2015 roku zagrał tylko trzy małe rólki. Był gotów na wszystko. "W desperacji szukałem pracy fizycznej. Pan, który ze mną się spotkał, patrzył podejrzliwie: »Wczoraj pana widziałem w telewizji, a dzisiaj chce pan być pilarzem w lesie«?", opowiadał potem aktor w jednym z wywiadów.

Nowe otwarcie dla dzieci

Najpierw "z powrotem" uwierzyli w niego producenci seriali "Bodo" i "Belfer". Z czasem pojawiły się kolejne propozycje. Ostatnia od producentów "Korony królów". Pomogła wygrana z Iloną Łepkowską w telewizyjnym teście o Piastach. "To było nasze nowe rozdanie", mówi nam Gonera. "Najpierw zaproponowano mi inną rolę, a potem okazało się, że zagram biskupa. Nigdy dotąd nie występowałem w roli duchownego i to było wyzwanie. Bardzo dobrze mi się gra w kostiumie, który czasem bywa kłopotliwy, kiedy zakłada się kolejne warstwy sukienek, które robią tę postać, ale dzięki temu wróciłem trochę do historii, poczytałem o średniowieczu i o tym bohaterze", wyjaśnia SHOW artysta, dodając, że bardzo lubi pracować na planie, bo ekipa jest miła, a tematyka odrywa go od codziennych problemów.

Na pytanie, czy w związku ze zbliżającymi się 50. urodzinami przechodzi kryzys wieku średniego, odpowiada: "Przeszedłem go 2-3 lata temu, godnie. Teraz jest wiek męski, zwycięski. Zwłaszcza dla dzieci staram się być ostoją. To one motywowały mnie do wyciągania się z różnych kryzysów i kłopotów". W rozmowie z SHOW Gonera podkreśla, że odnalazł "małą stabilizację". "U mnie jest wszystko w porządku. Długi czas odbywały się dziwne gry medialne, nie były one moim udziałem i teraz już nie mają żadnego znaczenia. Jestem zdrów na ciele i umyśle i z przyjemnością kontynuuję moją aktorską drogę", mówi.

Katarzyna Jaraczewska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje