Reklama

Reklama

Zbigniew Wodecki: Trzeba zarabiać

Całe życie podporządkował graniu. Dlatego wkurza go, że wykształcony muzyk nie zarabia średniej krajowej, a pseudogwiazdy opływają w luksusy.

Tysiące godzin ćwiczeń, prób, egzaminów, a potem wyjazdów na koncerty. Tak właśnie wyglądało życie artysty. I to nie tylko ostatnie 40 lat, które upłynęły od jego debiutu płytowego.

- Gram od dzieciństwa - opowiada SHOW Zbigniew Wodecki (66). - Dlatego praktycznie nie słucham piosenek. Raczej zajmują mnie programy popularnonaukowe i polityka, gdy kłócą się nasi "wielcy".  Dlaczego? Od piątego roku życia siedzę w muzyce. Pracowałem w orkiestrze symfonicznej i gdy słucham współczesnych przebojów, to podświadomie wychwytuję błędy. A to za mało pogłosu, a tam nierówno - mówi wzdychając.

Reklama

Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy

Zbigniew Wodecki wiele razy śpiewał na galach piosenki biesiadnej i wie, że ludzie - z czym dopiero niedawno się pogodził - najbardziej w jego wykonaniu kochają "Pszczółkę Maję". W repertuarze ma też dansingowy przebój wszech czasów "Chałupy", więc nie odmawia twórcom muzyki bardzo lekkiej, z disco polo włącznie, prawa do istnienia.

- Jeśli jest popyt na taką twórczość, ma ona prawo żyć. To, że jest ona robiona wyłącznie dla pieniędzy, to też nie problem, bo takie jest prawo dżungli. Szkoda tylko, że słuchacze disco polo ograniczają się wyłącznie do tego gatunku. Nie wiedzą, co ich omija przez lenistwo i braki w edukacji muzycznej - tłumaczy piosenkarz i dodaje: - Trzeba się uczyć słuchać muzyki, czego w naszych szkołach powszechnych nie ma. To nie instynkt podpowiada, co jest dobrą muzyką, a co kiepską. On tylko cofa słuchaczy do tego, żeby tańczyli wokół ogniska w rytm bębnów. Uczysz się, żeby zagrać koncert Paganiniego czy Brahmsa, pracujesz nad dojściem do tej formy 20 lat i zarabiasz w orkiestrze 1700 złotych. Ktoś inny nauczy się czterech piosenek albo nawet tylko dwóch i zarabia 40 tysięcy złotych... Nie ma sprawiedliwości na tym świecie -  konkluduje.

On, po latach spędzonych w orkiestrze, ma 1400 złotych emerytury. Wie jednak, że nie może narzekać. Większość jego przebojów wciąż można usłyszeć w radiu. Skomponował je sam, więc dostaje tantiemy. Ciągle też koncertuje, a kilka miesięcy temu zdobył najważniejszą nagrodę muzyczną w Polsce - Fryderyka. A nawet dwa - za album pop roku oraz piosenkę roku. Zawdzięcza to współpracy z zespołem Mitch&Mitch. Nagrał z nim płytę i odzyskał radość muzykowania.

Jak zostawił Grechutę

Wodecki nie ukrywa, że pieniądze zawsze były ważnym elementem wpływającym na jego karierę. To one, a także duże ambicje muzyka, sprawiły, że odszedł z zespołu Anawa Marka Grechuty (†61) i Jana Kantego Pawluśkiewicza (73) do Ewy Demarczyk (75).

- Kiedy grupa zaczęła zdobywać popularność, ona przyszła na jeden z koncertów. Była już gwiazdą, jeździła po świecie i grać jej repertuar to była wielka sprawa. Dzięki niej zwiedziłem Szwajcarię, Belgię, Kubę, Hiszpanię, Francję, Niemcy. Wtedy to było coś wyjątkowego. Ale faktycznie, nie pożegnałem się z kolegami z Anawy, nie powiedziałem im, że odchodzę. Pojechałem z Demarczyk, ktoś za mnie zrobił zastępstwo i tak się to rozmyło. Ale wybaczyliśmy sobie - zapewnia.

Z Pawluśkiewiczem przyjaźnią się do dziś. Demarczyk wycofała się z estrady wiele lat temu.

Życie bez komórki

W tamtych czasach, podczas występu w Piwnicy pod Baranami, muzyk poznał swoją żonę Krystynę. Małżeństwo trwa do dziś. Choć plotkowano o romansach z piosenkarką Hanną Banaszak (59) czy dziennikarką Zofią Czernicką (66), Wodecki wiele razy zapewniał, że to bzdury. Żona musiała jednak pogodzić się z tym, że Zbigniewa więcej nie ma w domu niż jest.

- Jeśli miałem jakoś zarobić na rodzinę, to tylko graniem. Im więcej srok za ogon trzymałem, tym więcej zarabiałem. A ponieważ umiałem improwizować i byłem naprawdę niezłym skrzypkiem, pracy było sporo, bo i Anawa, i Piwnica pod Baranami, i Ewa Demarczyk i zespół bigbitowy, i Krakowska Orkiestra Kameralna. Wszędzie tam występowałem mniej więcej w podobnym czasie. Jak mi się to udało bez telefonu komórkowego i agenta, nie wiem - śmieje się Wodecki.

Katarzyna Jaraczewska

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje