Zbigniew Zamachowski: Miał duże powodzenie

Korzystał z tego i chętnie umawiał się na randki. Nauce nie poświęcał zbyt dużo czasu, ale był zdolnym uczniem. Marzył o karierze piosenkarza. Od realizacji planów nie odwiodła go nawet wielka rodzinna tragedia.

Dzieciństwo określa jako "idylliczne". "Na przykład jak do księdza chodziliśmy na ryby. Przy klasztorze był stawik i tam chodziliśmy na karasie", zdradzał szczegóły w jednym z wywiadów.

Reklama

Zbigniew przyszedł na świat w pałacu w Brzezinach koło Łodzi. Brzmi to dumnie, ale o luksusach nie było mowy - budynek po prostu podzielono na mieszkania. Na terenie posesji było też przedszkole.

"Bardzo lubił chodzić do pań kucharek. Stawał pod oknem i śpiew im piosenki. Panie go uwielbiały", zdradziła kiedyś Józefa Zamachowska, mama aktora. "Lubił dziewczyny, a one jego. Był bardzo kontaktowy. Jego pierwszą dziewczyną była córka sąsiadki. Druga go zostawiła, bo była wyższa, był za niski dla niej", dodała i zapewniła, że Zbigniew nie miał kompleksów na tle wzrostu.

Od dziecka chciał występować na scenie i śpiewać. Jako 10-latek zarobił na tym pierwsze pieniądze. "Grał na fortepianie w USC do ślubów. Miał nawet specjalnie uszyty mundurek", opowiadała jego mama.

W liceum przyszły gwiazdor przygotował cały program artystyczny balu studniówkowego, ale mało brakowało, by się na nim nie pojawił. Właśnie wtedy zmarł jego tata. "Zbyszek bardzo przeżył odejście ojca. Był w IV klasie, stało się to w listopadzie, parę miesięcy przed maturą", mówiła Józefa Zamachowska. Na szczęście przetrwał trudne chwile.

Aktorem został przez przypadek. Na koncercie "Debiutów" w Opolu wypatrzył go reżyser Krzysztof Rogulski i zaproponował rolę w "Wielkiej majówce". Potem Zbigniew postanowił zdawać do łódzkiej filmówki, choć lekko seplenił. "Zostałem przyjęty jako przedostatni z zastrzeżeniem, że jak nie zrobię postępów, to mnie wywalą", wspominał.

Magdalena Makuch

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje