Reklama

Reklama

Babciu, ja ci tu wszystko poukładam

– Martusiu, gdzie jest ten niebieski wazon, który tu zawsze stał na stole? – spytałam moją 16-letnią wnuczkę.

Ona zawsze wie, gdzie co jest, a ja czasem zapominam...

- Aaa... ten okropny, wyszczerbiony... - mruknęła. - Wstawiłam go do kredensu, żeby tu nie straszył.

- Ale ja go lubię! - zaprotestowałam. - Poza tym to pamiątka po mojej mamie, a twojej prababce. Zawsze wkładam tam kwiaty z ogródka.

Marta przewróciła oczami.

- Babciu... - zaczęła mówić do mnie jak do małego dziecka. - Ten wstrętny wazon szpecił twój stół, wierz mi, znam się na tym. Zobacz, postawiłam tu inny. Nowy i ładny - wskazała na szklaną tubę z supermarketu.

Westchnęłam niezadowolona.

- Wolałam tamten - nie dawałam za wygraną.

- To sobie wyjmij! Chciałam dobrze, ale skoro ty tego nie doceniasz, to mogę w ogóle nie przychodzić i nie pomagać ci w porządkach. Idę do domu - fuknęła Marta i obróciła się w kierunku drzwi.

Zrobiło mi się przykro, bo wizyty Marty to dla mnie zawsze radość. 

Reklama

"Może faktycznie nic takiego się nie stało, dziewczyna chce, żebym miała ładnie" - pomyślałam.

Chciałam ją zatrzymać, ale ona już wyszła. Gdy odwiedziła mnie znowu po dwóch dniach, bardzo się ucieszyłam. Nawet ten wazon, o który się posprzeczałyśmy schowałam! 

Akurat pralka skończyła prać i zaczęłam rozwieszać mokre rzeczy na balkonie.

- A co ty robisz? - Marta spojrzała na mnie z naganą. -  Musisz swoją bieliznę tu rozwieszać, żeby wszyscy na ulicy widzieli? Masz przecież suszarkę nad wanną.

- Jest ciepło, chciałam, żeby szybciej wyschło... - zaczęłam się tłumaczyć. - To tylko pościel, żadne majtki... - speszyłam się.

- Wszystko jedno - zawyrokowała. - To obciach. Tak samo jak to twoje zmywanie w misce - kontynuowała wnuczka. - To niehigieniczne i nieestetyczne. Nie możesz zmywać pod bieżącą wodą jak wszyscy?

- Wiesz... ja po prostu muszę oszczędzać, także wodę, która jest droga, a w misce to taniej wychodzi - wyjaśniłam.

I tym razem  moje tłumaczenia nie trafiły Marcie do przekonania. Zabrała pranie z balkonu i przeniosła je do łazienki. Naczynia wyjęła z miski i umyła, chociaż ja robię to raz dziennie wieczorem.

Nie bardzo mi się te jej "rządy" w moim domu podobają. Owszem, chcę, żeby mnie odwiedzała, mogę czasem przestawić to czy tamto, jeśli tak jej zdaniem jest ładnie... Ale nie pozwolę, żeby się wtrącała we wszystko, co robię! Nawet w dobrej wierze! Jak to jej wytłumaczy? Ma 16 lat i uważa, że pozjadała wszystkie rozumy, a ja przecież mam prawo do swoich przyzwyczajeń. Jak to zrobić, by wnuczka nadal mnie odwiedzała, ale przestała mi narzucać swoje pomysły?

Elżbieta z Suwałk

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy