Reklama

Reklama

Bez dobrego sprzętu niczego się nie nauczę

– I jak ja mam się uczyć? Na tym gruchocie się nie da – moja 13-letnia córka miała łzy w oczach, wskazując na swój stary laptop.

- Nie mogę normalnie brać udziału w lekcjach. Wciąż połączenie się zrywa, aplikacje się nie otwierają. Potrzebuję nowego sprzętu.

Reklama

- Tak, wiem, kochanie. Ale teraz to niemożliwe. Dasz radę... - westchnęłam, bo doskonale zdawałam sobie sprawę, że komputer miał czasy świetności już dawno za sobą, ale nie stać nas było na kupno nowego.

Zresztą, teraz w ogóle nie ma mowy o takich wydatkach. Martwię się, jak zwiążemy koniec z koniec. Nasz budżet domowy jest mniejszy, bo musiałam przejść na pół etatu. Dobrze, że w ogóle nie straciłam pracy.

- Właśnie, że nie dam sobie rady - wybuchła Julka.  - Potrzebuję nowego laptopa.

Tłumaczyłam jej, że nasza sytuacja finansowa nie jest najlepsza i miałam wrażenie, że to zrozumiała.  Oczywiście, na bieżąco wiedziałam, że podczas zdalnych lekcji znów jej sprzęt zawodzi - córka nie słyszała pani, inni jej nie słyszeli. Julka opowiadała mi o tym, jak wracałam z pracy. Było mi przykro, ale co mogłam zrobić? Nic.

Jakiś czas później córka z przymilnym uśmiechem poprosiła mnie, żebym coś zobaczyła w komputerze:

- Ten będzie najlepszy - wskazała na reklamę jednego z laptopów. - Można wziąć na raty. Wcale nie jest tak drogo.

- Skarbie, nie żartuj - próbowałam opanować nerwy. - Nie mamy pieniędzy.

- Ale ja nie mogę się uczyć! - krzyknęła. - I nie będę! Nie zamierzam się wstydzić, bo tylko ja mam taki złom.

Koleżanka, z którą rozmawiałam, uznała, że powinnam to przemyśleć i wziąć jednak  laptop na raty. Może jakiś tańszy.

- To teraz jej narzędzie pracy - stwierdziła.

Mąż nawet nie chce ze mną o tym rozmawiać. Twierdzi, że przecież nie wyczaruje pieniędzy. Poza tym dzieci wkrótce wrócą do szkoły i problemu nie będzie.

Ale ja mam mętlik w głowie. Ciężko nam teraz finansowo, ale przy zdalnej nauce Julka naprawdę potrzebuje dobrego laptopa. Poza tym ona te swoje groźby, że nie będzie uczestniczyła w lekcjach już wciela w życie. Dzwoniła do mnie nauczycielka z pytaniem, czy wszystko w porządku, bo Julka opuściła zajęcia. Naprawdę nie wiem, co robić?

Beata z Piły

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje