Reklama

Reklama

Bez nas nic nie zrobi

Po pracy muszę ugotować obiad, posprzątać. A syn żąda, żebym przy nim siedziała. I nie odpuści, aż rzucę wszystko i zjawię się przy nim.

Mój syn Piotruś, w przeciwieństwie do starszej siostry Kasi, od małego nigdy sam nie zajął się zabawkami, nie zasnął, gdy przy nim nie było mnie albo męża.

- Przynajmniej zawsze mam go w polu widzenia - żartowałam.

Niestety, z czasem Piotrek nic a nic się nie usamodzielnił. Dziś ma 10 lat, a my spory kłopot.

- Mamo, chodź - słyszę bez przerwy, gdy odrabia lekcje.

Po pracy muszę ugotować obiad, posprzątać. A syn żąda, żebym przy nim siedziała. I nie odpuści, aż rzucę wszystko i zjawię się przy nim.  Rozwiązujemy więc razem zadania, czytamy...

Reklama

- Nie chodzi o to, że nie potrafi. Wiele rzeczy mógłby zrobić bez pomocy - tłumaczę mężowi.

- Przyzwyczaiłaś go, więc masz - odpowiada.

- To samo mogłabym zarzucić tobie. Kiedy twój syn bez ciebie wyszedł na podwórko?

- No, tak... - przyznaje. Andrzej nie tylko wychodzi z nim na podwórko, ale taszczy jego rower i pomaga mu się ubrać.

- Dlaczego to robisz? - pytam go i zawsze słyszę: - Bo szkoda czasu.

Kilka dni temu postanowiliśmy, że Piotrek będzie sam wracał ze szkoły. Nawet przez ulicę nie musi przechodzić. Syn wyglądał na zadowolonego. Po chwili jednak spytał:

- A kto mi będzie niósł plecak?

- Na mnie już nie licz, leniuchu - warknęła Kaśka.

Postawiliśmy na swoim. Wrócił sam ze szkoły, ale głośno narzekał, że było mu ciężko.

Akurat była u nas teściowa.

- Chcesz, żeby babcia po ciebie przychodziła? - spytała zatroskana "krzywdą" wnuka.

- Tak, babuniu - rozpromienił się.

I choć byliśmy temu przeciwni, babcia uparła się i odbiera  Piotrka ze szkoły.

- Sumienia nie macie, przecież to małe dziecko. Jeszcze zdąży się nadźwigać, usamodzielnić  - mówi.

- Przecież nie będziemy się z nią kłócić - skwitował mąż. I tak oto nasz syn ma swojego nowego "tragarza".

Piotrek i Kasia mają wspólny pokój. Ostatnio córka się zbuntowała.

- Nie będę układać jego zabawek. Wystarczy, że ścielę jego łóżko. Dość tego! - zapowiedziała i zwróciła się do Piotrka: - Jesteś już duży?

- Jestem - przyznał.

- To sprzątaj po sobie bałagan. Od dziś tak będzie - powiedziała stanowczo.

Jak się to skończyło? Jak zwykle: - Mamo, pomóż... - męczył mnie.

Nie mam pojęcia, dlaczego syn jest taki niesamodzielny. Nawet jak coś robi, musi mieć towarzystwo. Czy popełniliśmy jakiś błąd? Jeśli tak, to jak go naprawić?

Urszula D. z Miechowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje