Reklama

Reklama

Błagam, przenieście mnie do innej szkoły!

Moja córka była przeszczęśliwa, że dostała się do wymarzonego liceum...

Wracała ze szkoły zadowolona, opowiadała, co tam się wydarzyło i jacy są nowi koledzy. Później coś się zmieniło. Były dni, że wracała smutna, a nieraz po prostu wściekła.

Reklama

– Nienawidzę tej szkoły – powtarzała, gdy wracała do domu. Prosiłam, by wytłumaczyła o co jej chodzi, ale mówiła ogólnikowo. Myślałam, że może się pokłóciła z koleżankami, albo chodzi o jakiegoś chłopaka. Po jakimś czasie okazało się, że sprawa nie jest błaha. Agnieszce groziła jedynka na semestr z biologii.

– Ale dlaczego? Co się stało? – zapytałam. – Z innych przedmiotów masz czwórki.

– Ta baba mnie nienawidzi i ja ją też! – wyjaśniła po chwili.

– Kochanie, na pewno poprawisz ocenę z biologii...

– Nie, nie chce mi się już uczyć, nie warto. To nic nie da – stwierdziła i poszła do pokoju.Następnego dnia poszłam do szkoły na rozmowę z panią od biologii. Dowiedziałam się, że Agnieszka lekceważy nauczycielkę, przeszkadza na lekcji, a pytana milczy.

– Ale ona się uczy. Tego jestem pewna – oznajmiłam już trochę zła na tę kobietę.

– Niestety, za mało – stwierdziła nauczycielka. 

– Powinna się bardziej przyłożyć. Może wtedy będzie efekt – zakończyła naszą rozmowę. Niestety, pierwszy semestr zakończył się jedynką z biologii. Agnieszka płakała i prosiła, abyśmy zabrali ją z tej szkoły. Przyznała się, że kiedyś za plecami pani od biologii wygłupiała się i robiła dziwne miny. Ta nagle się odwróciła i to zobaczyła.

– Mam nadzieję, że będziesz tak dobra z biologii, jak dobrym jesteś błaznem – stwierdziła. I od tego zaczęły się kłopoty córki. Nawet, gdy umiała materiał z lekcji, pani zadawała jej dodatkowe pytania. Nie odpuściła jej, ale córka odpuściła sobie biologię. Stwierdziła, że nie warto się uczyć, bo ciągle nic nie umie. Przestała nawet odrabiać lekcje.

Gotowa byłam przystać na prośbę Agnieszki, ale mąż ostudził nasze zapały.

– To wszystko nie jest takie proste. W szkole podstawowej miałem problemy z matematyczką. Ja dużo kułem, a jej ciągle było mało. Nie znosiłem tej kobiety. Ale dzięki niej byłem w technikum najlepszy z matmy. Przecież w innej szkole też może być coś nie tak. Musimy wszystko dobrze przemyśleć, aby nie zaszkodzić córce – stwierdził, a ja się z nim zgodziłam. Jednak nie daje mi to spokoju.

Co robić? Może pójść do wychowawczyni, opowiedzieć historię konfliktu Agnieszki z panią od biologii i poprosić o interwencję? Ale czy to coś da? Lepiej chyba to przeczekać, pani zapomni i córka poprawi ocenę. A jeśli nie? To wtedy może zaryzykować i przenieść ją jednak do innej szkoły?


Iwona P. z Wrocławia

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje