Reklama

Reklama

Boi się ciemności

Moja, dziś 5-letnia, Kasia zawsze była bardzo pogodnym dzieckiem. Nie było problemu nawet, gdy przychodziła pora snu. Kładła się, słodko uśmiechała. Czytałam jej książeczkę, a ona zasypiała. Potem gasiłam światło i był spokój do rana. Niestety, od pewnego czasu to się zmieniło. Córka zaczęła budzić się w nocy.

- Mamo, chodź do mnie! - wołała.

Reklama

Musiałam leżeć przy niej, dopóki na dobre nie zasnęła, trzymając mnie za rękę.

Kiedy zaczęło się to powtarzać, wybrałam się do przedszkola. Pani opiekunka nie zauważyła jakichś nerwowych zachowań Kasi.

- Świetnie sobie radzi, ma dobry kontakt z rówieśnikami - powiedziała z przekonaniem.

- Lęki, kłopoty z zasypianiem? Może ogląda jakieś nieodpowiednie dla tak małego dziecka filmy... - stwierdziła, próbując mi pomóc znaleźć powód niespotykanego dotychczas zachowania mojej córki.

Ale Kasia nigdy nie oglądała telewizji bez mojej albo męża kontroli. Po pracy odbierałam ją z przedszkola, bawiła się z Malwiną, starszą o rok córką sąsiadów.

Dziewczynki rozmawiały, śmiały się, grały na komputerze, wychodziły razem na podwórko. Bardzo się lubiły, a ja cieszyłam się, że Kasia ma towarzystwo.

Zaczynało się już kiedy wracała z podwórka.

- Mamo wyjdź po mnie, na klatce jest ciemno! - słyszałam.

Szłam więc po nią i wracałyśmy razem. W domu też była niespokojna. Za nic na świecie nie weszła sama do łazienki. Musiałam zapalić światło w jej pokoju zanim przekroczyła jego próg. Zasypiała przy zapalonej lampce...

- Czego ty się boisz, córeczko? - pytałam zaniepokojona

- Nie lubię jak jest ciemno, boję się, że coś mnie złapie za nogę lub rękę - przyznała.

- Kasiu, przecież tam nikogo i niczego nie ma. Nic złego się nie dzieje - tłumaczyłam, tuląc ją do siebie.

Nic to nie dało, niczego nie zmieniło. Ciemność ją przerażała.

- Czy tatę ktoś napadnie? - spytała kiedyś wystraszona, kiedy mąż o wiele później niż zwykle miał wrócić z pracy.

- A dlaczego miałby napaść? - zdziwiłam się.

- Malwina mówiła, że jak ktoś wychodzi z samochodu i jest ciemno, to mu robią krzywdę - usłyszałam. - A potem przychodzą do domu.

- Kto? - spytałam, nie wierząc własnym uszom w to, co usłyszałam.

- No wiesz, potwory - rozpłakała się Kasia.

- Ależ to wszystko nieprawda. Co ta Malwina ci naopowiadała? - zdenerwowałam się.

Po nitce do kłębka i okazało się, że ta dziewczynka karmiła Kasię jakimiś niesamowitymi historyjkami, opowiadała jej o duchach, diabłach i stworach, które wyłażą w nocy.

Byłam poruszona, ale przynajmniej wiedziałam, o co chodzi. Położyłam Kasię, byłam przy niej. Tłumaczyłam, że żadnych potworów nie ma, a my wszyscy jesteśmy bezpieczni. Nie zasnęła, dopóki nie wrócił mąż.

- No to przestaną się spotykać - zdenerwował się, gdy powiedziałam mu, co córka sąsiadów wygaduje.

Ale to nie jest takie proste. Coś już zostało powiedziane, wyobraźnia zaczęła działać... Oczywiście porozmawiam z Malwiną przy jej mamie. Poproszę, żeby nie straszyła Kasi. Ale jestem pewna, że nawet, jeżeli dziewczynki przestaną się spotykać, to nie ochronimy córki przed opowieściami, filmami, grami ze strachami i potworami w roli głównej. Pytanie tylko, jak ją uodpornić i co zrobić, żeby się tak nie bała. Jak przywrócić dziecku spokój?

   Joanna M. z Koszalina

  Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł

z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 13 (w sprzedaży od 27 marca 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: East News, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.    

Dowiedz się więcej na temat: strach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje