Reklama

Reklama

Chce balować do rana

W niedzielę rano, gdy tylko usłyszałam klucz w drzwiach, wyskoczyłam z łóżka. Z moim 16-letnim synem zderzyłam się w przedpokoju.

- Jakub! Gdzieś ty był?! - krzyknęłam.  - Miałeś być o 22! Całą noc się o ciebie martwiłam! Nie odbierałeś komórki, a ja mało nie osiwiałam ze strachu!

Reklama

- Przecież mówiłem, że wrócę na śniadanie - wzruszył ramionami.

Aż mnie zatkało.

- Ale ja nie pozwoliłam na to! Masz szczęście, że ojciec poszedł na pierwszą zmianę do pracy, on już by ci wybił z głowy takie zachowanie!

- Mamo, teraz jest mnóstwo osiemnastek, one nie kończą się o 22. Przecież nie będę jak dzidziuś wychodził po dobranocce. Znajomi mnie wyśmieją. Jestem dorosły... 

- Jeszcze nie!

- Ale prawie. Mamo, daj spokój. Kiedy mam się bawić? Na emeryturze?

- Masz dopiero 16 lat, to jeszcze nie czas na takie balangi. Na osiemnastkach jest alkohol, ludzie palą papierosy, wcale nie chcę, żebyś brał w tym wszystkim udział! Zabraniam ci, rozumiesz?

- Może porozmawiamy jak ochłoniesz - uśmiechnął się łobuzersko, uważając, że tym wszystko załatwi. Kiedy był młodszy, owszem, udawało mu się, ale nigdy w poważnych sprawach. Zawsze jednak próbował.

- Nie! Tym razem nic nie wskórasz. Masz się zająć nauką! Poprawić matematykę! W wakacje, proszę bardzo, możesz spotykać się ze znajomymi, ale teraz o 22 masz być w domu! Inaczej nigdzie nie będziesz wychodził!

Kuba się nabzdyczył się i zamknął się w swoim pokoju. 

Miałam nadzieję, że wszystko sobie przemyśli. Niestety, myliłam się. W środku tygodnia Kuba poszedł na imprezę i wrócił dopiero rano. Awanturę zrobił mu tym razem ojciec, ja byłam w pracy. 

- Myślisz, że się przejął? - zdenerwowany opowiadał mi później mąż. - Coś ty! Jeszcze pyskował. Nie wiem, co z nim zrobić. Przecież go nie zleję...

Tego samego dnia wieczorem znów próbowałam synowi przetłumaczyć. Że jest za młody, że najważniejsza jest nauka, że te imprezy są dla niego po prostu niebezpieczne. Żadnego zrozumienia. Nie wiem, co mam zrobić. Zamykać go w domu na klucz jak wychodzimy? Odprowadzać do szkoły jak pierwszoklasistę? Jakoś sobie tego nie wyobrażam. Ale coś zrobić przecież muszę...

Iwona Wolska z Olsztyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje