Reklama

Reklama

Chcę być żoną, nie kochanką!

W Jacku zakochałam się od pierwszego wejrzenia, jeszcze w liceum. On też mówił, że jestem jego wielką miłością. Nasza miłość była szalona. Chodziliśmy ze sobą, potem zrywaliśmy.

Ale szybko okazywało się, że nie możemy bez siebie żyć. I znowu byliśmy razem. Niestety, po którejś z kolei kłótni Jacek stwierdził, że na dłuższą metę nic z tego nie będzie, bo po prostu do siebie nie pasujemy. I mimo że mnie kocha, to odchodzi. Bardzo cierpiałam, nie mogłam się z tym pogodzić. Zwłaszcza że Jacek wkrótce znalazł sobie dziewczynę i ożenił się. A ja w samotności wylewałam łzy i przysięgałam sobie, że już zawsze będę sama, bo to Jacek był i będzie moją jedyną miłością.

Jak wielka była więc moja radość, gdy Jacek wkrótce po ślubie odezwał się do mnie! Mówił, że nie może o mnie zapomnieć, że kocha i tęskni. I że jego małżeństwo to pomyłka, tylko że na razie rozwód nie wchodzi w grę, bo oczekują z żoną dziecka. Ale obiecał mi, że gdy się rozwiedzie, będziemy razem. Zostaliśmy więc na razie kochankami. Byłam taka szczęśliwa! To nieważne, że byłam tą drugą.  Najważniejsze, że Jacek znów był przy mnie, że przychodził do mnie tak często, jak tylko mógł. Prawdę mówiąc, nawet nie czekałam na ten jego rozwód. Bo skoro twierdził, że kocha tylko mnie, to cała reszta nie miała znaczenia. Tak minęło 15 lat. I nagle, któregoś dnia, Jacek oznajmił mi, że się rozwodzi. Byłam w szoku, bo tak naprawdę straciłam nadzieję, że to kiedykolwiek nastąpi. Dlatego nie pytałam nawet Jacka o konkrety, nie oczekiwałam żadnych deklaracji. Uznałam, że gdy przyjdzie czas, sam powie mi, że teraz możemy zacząć budować wspólne życie. I wreszcie powiedział, tylko że coś całkiem innego. Usłyszałam, że jest już po rozwodzie i że poznał fantastyczną kobietę, też rozwódkę.

Reklama

I że z nią zamieszkał. Zapewnił mnie jednak, że między nami to nic nie zmienia. Bo to ja jestem jego największą miłością i tak już zostanie. I będziemy nadal kochankami, tak jak dotąd. Prawdę mówiąc, jestem zdruzgotana. Nie czekałam na ten rozwód, ale skoro już do niego doszło, to byłam pewna, że to ja będę teraz tą jedyną kobietą u boku Jacka. Tym bardziej, że zapewniał mnie wciąż o swojej miłości. Sama nie wiem, a może to były tylko kłamstwa? Może tak było mu wygodniej, bo wiedział, że w każdej chwili może do mnie przyjechać. A ja nie będę mu niczego wypominać, tylko powitam go z radością, a potem będziemy się namiętnie kochać? Może byłam po prostu taką łatwą, naiwną kochanką? Ale ja już nie chcę nią być! Nie chcę być tą drugą. Cały czas myślę o tym, że powinnam porozmawiać o tym z Jackiem. Ale boję się, że gdy zażądam od niego deklaracji, stracę go. A tego nie chcę, bo kocham go ponad wszystko. Tylko że mam już dość podwójnego życia, które on prowadzi, bawiąc się ze mną. Co mam zrobić?

 

Lena, 40 lat

 


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje