Chce wyglądać jak kulturysta

Syn zapisał się na siłownię, była w promocji, i spodobało mu się to. Niestety, po kilku miesiącach przestaliśmy się cieszyć. Antek godzinami oglądał zawody kulturystów, a potem ćwiczyć jakiś określony mięsień.

Kiedy nasz syn, Antek, zaczął ćwiczyć, byliśmy z mężem zadowoleni. Miał prawie 15 lat, to trudny wiek. Widziałam, że jego koledzy z podwórka zaczynają popalać po kątach, piją piwo. Z niepokojem obserwowałam więc syna. A on zapisał się na siłownię, była w promocji, i spodobało mu się to. 

Reklama

Niestety, po kilku miesiącach przestaliśmy się cieszyć. Antek godzinami oglądał zawody kulturystów, a potem ćwiczyć jakiś określony mięsień.

- Lekcje odrobiłeś? - pytałam, bo jego oceny zaczęły się pogarszać.

- Zaraz - odpowiadał. - Jeszcze 30 powtórzeń.

- Nie możesz tylko ćwiczyć, synu - tłumaczył mu ojciec. - Szkoła jest najważniejsza. Nie może na tym cierpieć nauka.

Ale stopni nie poprawiał. Na dodatek, zaczął od nas wymagać podwyższenia kieszonkowego.

- Muszę częściej chodzić na siłkę - stwierdził. - Nie mam takich wyników, jak chłopaki.

- Kochanie, nie stać nas na to - oponowałam. 

- Zawsze tak mówisz!

- Bo to prawda.

- Sam sobie zarobię - stwierdził syn.

- Dobrze, ale masz poprawić oceny! - dorzucił mąż.

Tydzień później od kolegów syna dowiedziałam się, że trzy razy dziennie sprząta siłownię, żeby móc ćwiczyć. Spodobała mi się jego operatywność. Niestety, w szkole dalej mu szło kiepsko. Po powrocie z wywiadówki postanowiłam go jakoś zmotywować do pracy i weszłam do niego do pokoju. Spłoszony wsunął pod łózko karton wypełniony jakimiś plastikowymi słoikami. 

- Co to? - spytałam.

- To... dla kolegi - stwierdził niepewnie.

Zażądałam pokazania tego i... przeraziłam się. To były puszki z suplementami i odżywkami dla sportowców. Czytałam skład, ale niewiele z niego zrozumiałam. 

- Ty to jesz? - zdenerwowałam się. - Przecież się rozchorujesz!

- To nie moje, ja to tylko mam... do jutra.

Zabroniłam mu jedzenia tego świństwa, tłumaczyłam, że rośnie, że musi jeść dużo naturalnych rzeczy, warzyw, owoców, że takie sztucznie pompowane mięśnie są nic nie warte. I że jego życie nie może się kręcić wokół siłowni. Ale wszystko jak grochem o ścianę. Chyba za wiele rzeczy na raz muszę mu przetłumaczyć i nie daję rady... Co robić?

Anita Krawczyk z Kalisza

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje