CÓRECZKO, NIE JESTEŚ LALKĄ!

​Kończyłam robić obiad, gdy z pokoju dzieci dobiegły mnie krzyki. Za chwilę drzwi otworzyły się z hukiem i do kuchni wpadła zapłakana Sandra.

– Mamo, a Kamil się ze mnie śmieje i ciągnie mnie za włosy – wykrzyczała od progu. 

Reklama

– Wcale nie, ona kłamie! – syn pojawił się tuż za nią. – Nic jej nie zrobiłem! – A z ciebie i tak wszyscy się śmieją – prychnął do siostry. –  Bo jak ty wyglądasz? Jak lalka z przeceny – kpił.

– Uspokójcie się natychmiast! Kamil przeproś siostrę – powiedziałam, bo Sandra ponownie zalała się łzami.

– Nie przeproszę! Mam rację, a ona niech się ubiera jak inne dziewczyny, bo wstyd się do niej przyznać w szkole – upierał się Kamil.

Niestety, musiałam się z nim zgodzić... Sandra, choć ma już 12 lat, nadal uwielbia lalki Barbie. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, w końcu jest jeszcze dzieckiem, ale... Od pewnego czasu robi wszystko, by samej się do ulubionej maskotki upodobnić! Zapuściła włosy i stale czesze je tak jak Barbie. Ubiera się jak ona i całymi dniami stoi przed lustrem, strojąc miny.

– Kochanie… – próbowałam delikatnie przemówić córce do rozumu. – Wiem, że jak byłaś mała uwielbiałaś lalki Barbie, kupowaliśmy ci je na imieniny i pod choinkę, ale.. to tylko zabawka. Chyba już z niej wyrosłaś...

– Barbie jest nie tylko dla dzieci, jest taka cudowna, idealna! Wiele dziewczyn chce wyglądać jak ona. Ja też! – broniła się Sandra. 

– Ale ty nie  jesteś jakąś plastikową lalką! Jesteś dziewczynką z krwi i kości i nie możesz tak wyglądać. Takich kobiet po prostu nie ma! – tłumaczyłam coraz bardziej zdenerwowana. – To śmieszne, nie widzisz? Chcesz żeby się koledzy i koleżanki z ciebie śmiali za plecami? Żeby wytykali cię palcami? 

– Oni mi zazdroszczą, bo jestem trochę podobna do Barbie – Sandra wydęła policzki. – A jak będę starsza, będę jeszcze bardziej podobna! – oznajmiła.

Jestem bardzo zaniepokojona. Do Sandry nie trafiają żadne argumenty. Jest na nie głucha! Nie rozumie, że może stać się pośmiewiskiem koleżanek. I to by jeszcze nie było najgorsze... Obawiam się, że za chwilę zacznie się głodzić, by dorównać szczupłością ulubionej lalce. Aż boję się myśleć, do czego to może doprowadzić...

Co powinnam zrobić? Widzę, że rozmowa nie pomaga, a przecież nie mogę czekać, aż jej przejdzie i patrzeć spokojnie jak robi z siebie karykaturę dziewczynki. Jak dotrzeć do córki? Jak ja skłonić , by znów była sobą, a nie jakąś plastikowa maskotką?

Anna Rydelska z Piły

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje