Czy dać wnuczce więcej luzu?

​Marylu - powiedziałam dość ostro do mojej córki - czy to prawda, że pozwalasz Anitce umawiać się z chłopcami?

Córka westchnęła i zaczęła się tłumaczyć:

Reklama

- No tak, wiesz... już jej wszystkie koleżanki...

- A co cię obchodzą jej koleżanki? Ona ma przecież dopiero 15 lat! Takie włóczenie się z chłopakami do niczego dobrego nie prowadzi. Wychowywałam cię może surowo, ale sprawiedliwie i sama widzisz, że dobrze na tym wyszłaś. Mówię ci, że Anita jest jeszcze za młoda. Nie pozwalaj jej!

Po tym, kiedy się rozłączyłam z córką, zaczęłam się zastanawiać, jak jej pomóc z wnuczką. Miałam wprawę. Całe życie trzymałam wszystkich w domu żelazną ręką. A córka zawsze polegała na moim zdaniu. Teraz więc też wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam kontrolować wnuczkę, skoro jej mama nie potrafiła.

Ale obróciło się to przeciwko mnie...

- Nigdy ci już nic nie powiem, babciu! - zaskoczona usłyszałam od swojej wnusi podczas niedzielnego obiadu. - Nie pozwolę się zamknąć w domu. To już nie te czasy, żeby z chłopakami chodzić dopiero po osiemnastce. Jesteś niedzisiejsza!

Zatkało mnie.

- Ładnie ją wychowałaś - powiedziałam z pretensją do córki i do końca ich wizyty się już prawie nie odzywałam.

Byłam pewna, że wnuczka przeprosi mnie przy najbliższej okazji, ale w następny weekend nie przyszła z rodzicami.

- Ma klasówki w poniedziałek - usprawiedliwiła ją córka.

Ale ja byłam pewna, że Anitka się wykręciła z rodzinnego obiadu.

Moje podejrzenia potwierdziło to, że w kolejny weekend wnusi też nie było. A córka jakoś słabo tłumaczyła jej nieobecność.

- Marylko - łagodnie zagadnęłam ją po obiedzie. - Przecież ja nie robię tego przeciwko wam... Chcę dla was jak najlepiej.

- Mamo, ale czasy się zmieniły i nie możesz być dla Anitki taka ostra. Ona cię kocha, ale nie chce stracić swojej niezależności. Dorasta, ma do niej prawo i do drobnych tajemnic też.

- No chyba nie przede mną! - obruszyłam się i na tym rozmowa się skończyła.

W tym tygodniu wnuczka mnie odwiedziła. Ja jej o nic nie pytałam, ona mi trochę poopowiadała o szkole, ale nic o chłopakach, ani gdzie się ze znajomymi wybiera. Nie było tak jak kiedyś, ale lepiej niż wcale.

Nie jestem przekonana, czy dobrze robię poddając się. Wiem, że moje sposoby wychowawcze działają, moja córka jest najlepszym przykładem. Tylko jeśli wnuczka przestanie ze mną rozmawiać i mnie odwiedzać, to nie będę miała żadnego wpływu na nią. Może zatem powinnam trochę odpuścić?

Ludwika Borowska z Kościana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje