Reklama

Reklama

Czy hazard to sposób na łatwe pieniądze?

Wygląda na to, że od lat mieszkam pod jednym dachem z hazardzistą i dopiero teraz wyszło to na jaw.

Staszek, mój mąż, to tzw. złota rączka, wiele rzeczy umie w domu naprawić. Jakiś czas temu oznajmił mi uradowany, że wreszcie dzięki swoim umiejętnościom będzie mógł trochę dorobić. Trafiła mu się, jak twierdził, świetna okazja - znajomy odziedziczył po rodzicach stary dom i będzie temu znajomemu pomagał w drobnych naprawach. Odtąd mąż raz, dwa razy w tygodniu jechał po pracy prosto do znajomego.

Reklama

A gdy wracał wieczorem, przynosił 100-150 zł, bo znajomy płacił od ręki. Bardzo się cieszyłam, to przecież w końcu niemałe pieniądze. I pewnie żyłabym w przeświadczeniu, że mąż dorabia jako złota rączka, gdyby nie przypadek. Któregoś wieczora odebrałam nasz domowy telefon. Dzwonił kolega męża. Pytał, czy nie wiem, co się dzieje ze Staszkiem, bo cała paczka już czeka, a bez Staszka nie chcą zaczynać. Od słowa do słowa, okazało się, że ta paczka to koledzy męża od gry w karty.

A mnie mówił, że tego wieczora miał, jak zwykle, pracować u znajomego! Gdy mąż wrócił do domu, od razu go o to spytałam. I wtedy... Nie wierzyłam własnym uszom, gdy mówił, że cały czas mnie okłamywał, że nie pracował u kolegi, tylko grał w karty na pieniądze. Zrobiłam mu awanturę. Bo nie dość, że mnie okłamał, to jeszcze wpadł w karciany nałóg i został hazardzistą.

A mąż na to, że on to wszystko zrobił dla naszego, a zwłaszcza mojego dobra. Bo gdyby mi powiedział, że dorabia grą w karty, to bym mu tę awanturę od razu zrobiła.

A przecież nic złego się nie dzieje - on ma frajdę, a ja pieniądze. I gorzej by było, gdyby te pieniądze zatrzymywał dla siebie. Prawdę mówiąc, byłam na męża bardzo zła. Ale gdy sobie wszystko przemyślałam, doszłam do wniosku, że może ma rację? Postanowiłam nie wracać więcej do tego tematu. Mąż nadal więc gra w karty i oddaje mi wygrane pieniądze. A ja biorę i o nic nie pytam.

Tylko że gdzieś tam, w głębi duszy, odczuwam niepokój. Bo widzę, że mąż z taką radością zakreśla w kalendarzu terminy tych swoich spotkań, że wprost się ich doczekać nie może, tak się wciągnął! Przecież to czysty hazard!

 Może już się tak uzależnił, że ta gra to dla niego nie przyjemność, ale przymus? A jak dobra passa minie i zacznie przegrywać? Sama nie wiem, czy nie powinnam z nim porozmawiać, by poszedł do specjalisty od uzależnień? A może ja powinnam pójść - w tajemnicy przed mężem - i opowiedzieć o jego problemie?

Hanka, 52 l.

Dowiedz się więcej na temat: hazard | problemy | małżeństwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje