Reklama

Reklama

Czy on stał się leniwym spryciarzem?

​- O rany! Nie dam rady. Odkurzysz za mnie. Ręka mnie boli... - mój 12-letni syn spojrzał błagalnie na młodszą siostrę.

- Ręka? - zaniepokojona weszłam do pokoju, gdy to usłyszałam.

Maciek pokiwał głową. Miał taką nieszczęśliwą minę.

"Naprawdę wciąż musi go boleć" - pomyślałam zdenerwowana.

- Nie ma mowy! - krzyknęła Asia. - Do sprzątania to cię boli, a jak biegasz z chłopakami, to nic ci nie jest.

- Jesteś wredna! - odciął się Maciek. - Nie masz bladego pojęcia jak to jest, bo nigdy nic nie miałaś złamanego.

- Przestańcie wreszcie - nerwy ledwo trzymałam na wodzy.

Od kilku dni byłam świadkiem takich awantur. Tym razem nie zamierzałam wysłuchiwać ich kłótni. Dlatego sama chwyciłam za odkurzacz i posprzątałam w pokoju. A syn... - chwycił kurtkę i już go nie było. Pobiegł na podwórko do kolegów.

Reklama

Od kiedy trzy miesiące temu Maciek złamał prawą rękę skacząc z huśtawki, nieustannie się o niego zamartwiam.

- Dzięki Bogu to nie było złamanie z przemieszczeniem - opowiadałam o tym wypadku kuzynce, która przyjechała nas odwiedzić. - Ale biedak bardzo się wystraszył. Dwa tygodnie nie mógł nic nią robić. No wiesz, nie dość że ręka usztywniona to jeszcze okropnie go bolała.

- I co nadal nie może nią ruszać? Nie może pisać? -  spojrzała znacząco na rozłożone przede mną zeszyty.

- No już może, ale wciąż ręka go boli. Muszę mu przecież pomóc - zaczęłam się tłumaczyć.

- Właśnie! - podchwycił mąż. - Chyba przesadzasz z tą pomocą! Gips dawno mu zdjęli, z ręką wszystko w najlepszym porządku, a ty odrabiasz za niego prace domowe. W szkole jakoś pisać może. Ona jest już całkiem zdrowa! Zrozum to wreszcie

- Może i tak, ale po dłuższym pisaniu ręka daje się we znaki - broniłam się.

Było mi przykro, że mąż, córka i jeszcze kuzynka mnie krytykują, ale z drugiej strony... I ja zauważyłam, że Maciek nie chce z powrotem wdrożyć się do szkolnego i domowego rytmu. Stał się leniwy, wykręca się od najlżejszych nawet obowiązków.

Naprawdę nie wiem, co robić? Może rzeczywiście za bardzo wierzę Maćkowi? Czy powinnam przestać mu pomagać? A może jednak poczekać, aż sam zacznie być aktywny i przestanie ciągle oglądać się na innych... A jeśli nie, to jak sprawić, żeby był taki jak dawniej?

Danuta z Częstochowy

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje