Reklama

Reklama

Czy ona jest ćpunką?!

Moja 15-letnia córka była spokojnym dzieckiem, dobrze się uczyła, miała jedną serdeczną przyjaciółkę.

W trzeciej klasie gimnazjum wiele się zmieniło. Przyjaciółka poszła w odstawkę, pojawili się nowi znajomi.

Reklama

- To kumple ze szkoły - odpowiadała zdawkowo.

Nie podobało mi się, że palą papierosy, jak również to, że Ewa zaczęła późno przychodzić do domu.

- Uczyłam się u koleżanki - zwykle tłumaczyła.

Po jakimś czasie zaobserwowałam, że córka zaczęła się dziwnie zachowywać. Stała się milcząca, osowiała, dużo spała, zamykała się w pokoju...

- Co robisz? - ciekawiło mnie.

— Słucham muzyki - odpowiadała.

- Źle się czujesz? - drążyłam dalej.

- No - mruknęła i zaczęła kasłać. - Daj mi kasę muszę sobie kupić, jakieś lekarstwo, bo nie długo płuca wypluję...

Dotknęłam jej czoła. Było chłodne. Dałam jej herbatę z sokiem malinowym i oczywiście pieniądze na coś od kaszlu.

Minęło kilka dni, a schorzenie jednak nie mijało. Ciągle latała do apteki po nowe opakowania.

- No przecież muszę się jakoś ratować - mówiła i snuła się po mieszkaniu jakaś taka nieobecna.

Oczywiście podpytywałam co się dzieje. Ale odpowiedź była wymijająca, lub wcale jej nie było.

- Daj spokój, może się zakochała. Nie wiesz, jak to jest w tym wieku - mówił mąż.

Moja czujność została trochę uśpiona.

Ale kilka dni temu postanowiłam posprzątać pokój Ewy. Był taki bałagan. Chciałam wrzucić długopisy do szuflady. Otworzyłam ją i ujrzałam kilkanaście opakowań tego samym leku. Jedne pełne, inne już puste.

 "Co to jest?" - zdenerwowałam się.

Jak tylko Ewa wróciła ze szkoły, spytałam ją, o co tu chodzi

- Czemu grzebiesz w moich rzeczach?! - krzyknęła poirytowana. - To pastylki na kaszel.

- Aż tyle? - zdziwiłam się.

- Widzisz, że mi nie przechodzi - odburknęła.

- No to musisz iść do lekarza - zdecydowałam i schowałam pełne opakowania do szafki

z lekami.

- Jaki lekarz? Ty idź z nią do terapeuty od uzależnień. Dzieciaki, odurzają się teraz różnymi lekami. A te od kaszlu są tanie i łatwo dostępne. Ja bym tego tak nie zostawiła - usłyszałam od koleżanki z pracy.

"Boże, moja córka narkomanką?!" - pomyślałam przerażona.

Mąż bardzo się zdenerwował, kiedy mu o swoich podejrzeniach powiedziałam. Odebrał córce kieszonkowe Kazał zaraz po szkole wracać do domu.

Czy to coś pomogło? Nie wiem. Nadal jest dziwna i niedostępna, a opakowania leku, które przed nią schowałam do szafki zniknęły... Co mam robić? Jak ratować córkę?

Małgorzata L. z Krakowa

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 6

(w sprzedaży od czwartku 7 lutego br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Dowiedz się więcej na temat: córka | Trudne sprawy | narkotyki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje