Reklama

Reklama

Czy prawda zawsze rani?

Mój młodszy brat od zawsze był oczkiem w głowie rodziców.

To on miał objąć po rodzicach pieczarkarnię. W domu pieniędzy nigdy nie brakowało, z tym, że ja byłam z natury oszczędna, a brat lubił wydawać.

Reklama

Skończyłam szkołę średnią, wyjechałam do miasta, założyłam rodzinę i rodzice uznali, że sobie już poradzę. Brat miał różne pomysły na życie: studiował, ale nauki nie skończył, zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. Nie chciał się ustatkować i wcale się nie palił do prowadzenia rodzinnego interesu. I tak żył jak król.


Potem wplątał się w jakieś narkotyki, miał problemy z prawem, ale na kilka lat jakby się uspokoił. Zajął się pieczarkarnią, wydawało się, że będzie dobrze, w końcu zbliżał się już do 40. Ale gdzie tam! Tym razem zamknęli go, bo okazało się, że coś kombinował z szajką złodziei samochodów. I trafił do wiezienia na trzy lata.


Mama odchodzi od zmysłów, jak się spotykamy płacze i nie może zrozumieć, dlaczego tak się stało. Mówi, że przecież wszystko dali bratu, żeby miał dobrze, wiec dlaczego się nie udało... W końcu nie wytrzymałam i jej powiedziałam prawdę: że to wszystko przez ich głupotę. Bo dali bratu wszystko, co chciał, niczego nie wymagając. Chuchali na niego jak na dziecko, że miał taki charakter, to tak się skończyło...

Od tej pory mama się na mnie obraziła. Nawet moje dzieci przestała zapraszać na ferie... Minął rok i nie wiem, czy to dobrze, że jej powiedziałam, co myślę o ich stosunku do brata. I tak niczego to nie zmieniło, a tylko ja wyszłam na tą złą. Może powinnam była milczeć?

Janina (51 l.)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje