Dlaczego odrabiasz za nie lekcje? Niech same to zrobią!

Karolina zostaje w domu? – spytałam męża. Od dawna byliśmy umówieni z teściową na niedzielny obiad.

Marek widząc moje zdziwienie, wyjaśnił: 

Reklama

- Powiedziała, że nie może pójść. Ma dużo lekcji do odrobienia. Coraz więcej tym dzieciakom zadają do domu - stwierdził po chwili. - Pogadaj z nauczycielką, niech ich tak nie katują.

Nasza 12-letnia córka jest zdolną dziewczynką. Nauka nie sprawiała jej do tej pory problemów. Ale ostatnio poświęcała więcej czasu na naukę niż dotychczas. Miała coraz mniej wolnego czasu dla siebie. Nawet na ukochane rolki wychodziła coraz rzadziej.

Tej niedzieli poszła z nami na obiad, ale nalegała, by wcześniej wrócić.

 - Nie zdążę odrobić lekcji - narzekała.

 - Ojciec ma rację, muszę iść do szkoły, porozmawiać z wychowawczynią. Nie mogą wam tak dużo zadawać. Dzieci też muszą mieć czas na odpoczynek - mówiłam w drodze powrotnej do domu.

 - Nie rób tego, nie ośmieszaj mnie. Jak tam pójdziesz to ja nigdy nie wrócę do szkoły - prawie krzyknęła córka. Zastanawiałam się, co się z nią dzieje. Nigdy tak się do nas nie odzywała. Wieczorem weszłam do jej pokoju. Podeszłam do biurka i mimo sprzeciwów wzięłam do ręki zapisaną kartkę, potem drugą. Na obu było to samo. Spojrzałam na córkę. Wyglądała na zmęczoną.

 - Powiedz mi, o co tak naprawdę chodzi - zażądałam stanowczym tonem.

 - Mamy jutro klasówkę z historii. Asia i Hela prosiły, żebym wypisała im najważniejsze rzeczy, no wiesz takie tam - bąknęła.

 - Co takiego? Piszesz ściągawki dla koleżanki? A ty jesteś przygotowana?

 - Ja wczoraj się nauczyłam - odpowiedziała.

 - Zadzwoń do nich i powiedz, żeby się pouczyły. Mają jeszcze czas.

 Byłam oburzona, że nie chciała iść do babci tylko dlatego, że jakieś koleżanki nie miały ochoty się uczyć. Postanowiłam porozmawiać z mężem.

 - Do diabła! Wiesz, przypominam sobie, że w szkole podstawowej był taki chłopak, którego wszyscy wykorzystywali. Przychodził wcześniej do szkoły, aby dać kolegom przepisać prace domowe. Rozwiązywał za nich zadania, a oni się do niego uśmiechali, poklepywali... Gdy szli do kina lub urządzali prywatkę, to go nie zapraszali... - mówił.

 - Czyżby nasza Karolina była jak ten chłopiec? - przerwałam. Przypomniałam sobie koleżanki córki, które wpadały do niej niby się pouczyć. Wizyty te nie trwały długo, pożyczały od niej zeszyty lub przepisywały coś do swoich. Nigdy nie słyszałam śmiechu dziewcząt, który by świadczył, że nastolatki coś sobie opowiadają, zwierzają się. 

Nagle zdałam sobie sprawę, że moje dziecko jest wykorzystywane. A ja tego wcześniej nie zauważyłam. Takie odkrycie to straszne uczucie, a co będzie czuła moja córka, gdy jej o tym powiem? Jest taka wrażliwa, ufna. Jak jej to powiedzieć? Jak nauczyć ją mówić: "nie" i odróżniać przyjaciółki od małych cwaniaczek?

Renata Lewandowska z Chojnowa


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje