Facebook? Jeszcze nie dla ciebie

​- Mamo, już wszyscy w klasie mają konto na facebooku, pomóż mi założyć - poprosiła mnie Ala w ubiegłym tygodniu.

- Dlaczego sama sobie nie założysz? Przecież wiesz, że ja gorzej orientuję się w tych sprawach niż ty... - odpowiedziałam córce.

Reklama

- Oj, mamo. No przecież wiesz.. Ja sama nie mogę, bo trzeba mieć 13 lat - odpowiedziała.

- Ależ córciu, przecież ty masz dopiero 11! To co, ja miałabym kłamać, żebyś ty mogła bawić się z koleżankami? - zapytałam zdziwiona.

- Mamo, ale jak kogoś nie ma na facebooku, to nie istnieje! Rozumiesz? - prawie krzyczała. No... nie rozumiałam. Ale zaniepokoiłam się, że z taką łatwością namawiała mnie do złamania przepisów. A przecież o uczciwości mówię jej od dziecka. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do moich koleżanek bardziej obeznanych w sprawach komputerowych.

I się dowiedziałam! Już po pierwszych telefonach zrozumiałam, dlaczego ważny jest taki limit wiekowy. Usłyszałam kilka historii, które zmroziły mi krew w żyłach. O bezmyślnie spraszanych gościach przez nieodpowiedzialne dzieciaki...

- Słuchaj, kiedyś podobno przed domem jakiejś dziewczyny pojawiło się kilka tysięcy osób! A wszystko przez to, że właśnie na tym portalu zamieściła wiadomość, że organizuje imprezę - mówiła zaaferowana Hania.

- Wiesz Irenko, ale to jeszcze nic. Najgorsze historie to z nagimi zdjęciami, którymi wymieniają się tam nastolatki. Te dzieciaki wysyłają sobie jakieś frywolne fotki, a kiedy przestają się z kimś lubić, okazuje się, że widzi je cała klasa czy szkoła. I wtedy jest wstyd i rozpacz - opowiadała przerażona Aneta, koleżanka z pracy.

Zdenerwowałam się. I ja mam córce założyć takie konto i narazić na... niekontrolowane sytuacje?!

- Ala, nie ma mowy, żebym ci pomagała. Dorośniesz, to sobie je założysz - próbowałam jeszcze spokojnie z nią porozmawiać.

- Ale wymyślasz! Mamy moich koleżanek nie robiły żadnych problemów. A ty...? Jak nie chcesz, to poproszę kogoś innego o pomoc - odburknęła. Boże! Jeszcze kogoś będzie w to wciągała!

- Nie ma mowy! Nawet nie próbuj, bo jeśli się dowiem, zabieram komputer! - zagroziłam.

Nie wiedziałam jak inaczej sobie z nią poradzić. Próbowałam z Alą rozmawiać, wytłumaczyć jej, że zdarzają się takie rzeczy, o których opowiadały mi koleżanki, że są powody, dla których dzieci mają ograniczony dostęp do tego portalu, że może być wykorzystana ich naiwność...

- Mamo, nie przesadzaj. Naopowiadały ci jakichś głupot, bo same pewnie nie potrafią włączyć komputera. Jak nie, to nie. Jakoś sobie poradzę...  - rzuciła złośliwie.

Wiem, że może postawić na swoim, ma przecież komórkę i zabranie komputera nie jest wielką przeszkodą. Może też po prostu skłamać, że ma więcej lat niż faktycznie...

Nie mam pomysłów, jak ją przekonać, że to ograniczenie ma jakiś powód i że ją również mogą spotkać różne niemiłe rzeczy. Jak mam przekonać córkę, że prawo to prawo i należy się z nim liczyć?

Irena W. z Inowrocławia

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 45 (w sprzedaży od czwartku 7 listopada br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne
 

Dowiedz się więcej na temat: rodzina

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje