Gitara elektryczna

Już wiem, co mi kupicie na urodziny - oświadczył mój 13-letni syn. Nie powiem, zainteresowałam się, bo kupowanie prezentów dla Pawła nie było łatwe. Książki to dla niego przeżytek, ubrania - i tak musimy kupić...

- No to co chciałbyś dostać? - spytałam.

Reklama

- Gitarę - usłyszałam. - Elektryczną.

Miał taką rozpromienioną minę. I wyraźnie oczekiwał zachwytu z mojej strony.

- A ile kosztuje? - spytałam rutynowo.

- No, z 800 zł. Ale można kupić używaną - tłumaczył Paweł.

- Chyba żartujesz?! - nie mogłam się powstrzymać.

Jakoś nie wyobrażałam sobie, że fundujemy mu taki prezent. Po prostu nie stać nas.

- Mamo, ale ja chcę się uczyć grać na gitarze. Próbowałem w szkole, dobrze mi idzie - nie ustępował.

- Wybij to sobie z głowy! - kategorycznie powiedziałam i nie zamierzałam wracać do sprawy.

Ale wieczorem...

- To co, kupujemy młodemu gitarę? - zagadnął mąż.

- A skąd weźmiemy tyle pieniędzy? - spytałam.

- Pożyczę, dorobię - odpowiedział bez wahania. - Ciesz się, że chłopak ma jakieś zainteresowania, a nie siedzi pod blokiem - mąż coraz bardziej się nakręcał.

Jednak nie przekonał mnie. Nie chcę i nie mogę kupować naszym dzieciom drogich prezentów. A gdyby nawet zrobić wyjątek, to gdzie będzie ćwiczył? Pewnie w domu. A sąsiedzi?

"Po co mi konflikty z sąsiadami? Im nawet bieganie dzieci przeszkadza, a co dopiero gra na gitarze elektrycznej" - myślałam.

Opowiedziałam o wszystkim Hance, koleżance z pracy i ku mojemu zdziwieniu usłyszałam:

- Gdyby mój syn chciał gitarę, kupiłabym mu natychmiast. Wolałabym zaoszczędzić nawet na jedzeniu, byle tylko zajął się czymś pożytecznym.

Nie przekonała mnie. Jednak nie chcę tej gitary. Tylko jak wytłumaczyć to Pawłowi?

Halina K. z Czaplinka

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 49 (w sprzedaży od czwartku 8 grudnia br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: Corbis, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje