Reklama

Reklama

I nie opuszczę cię, aż do śmierci...

Nie sposób powiedzieć, że miałam złe życie, ale było sporo trudnych momentów.

Wychowaliśmy troje dzieci, zarabiał na nas głównie mąż, który jest mechanikiem. Zdarzało się, że kiedy wypił, potrafił mnie uderzyć. Ale zawsze dawał pieniądze na dom i wydatki.

Reklama

Potem, kiedy dzieci podrosły, stracił pracę. Wtedy się podłamał, pił coraz więcej. I bił. Tłumaczyłam sobie, że to przez nerwy, ale przecież byliśmy rodziną.

Chodziłam nawet do księdza, ale mi powiedział, że to niedobrze, ale muszę dźwigać swój krzyż... Pracowałam dorywczo. Jakoś przetrwaliśmy ten okres. Teraz dzieci są na swoim, mężowi czasem zdarza się podnieść na mnie rękę, chociaż staram się, żeby w domu było sprzątnięte, obiad na czas...

Koleżanka mówi, że jest głupia, bo daję się mu wykorzystywać. A nie jestem po to, żeby mu służyć. Że powinnam pomyśleć o sobie, znaleźć pracę, a męża zostawić.

Czasem nawet myślę, żeby tak zrobić. Ale to przecież mąż, ślubowaliśmy sobie...

Agnieszka (48 l.)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje