Inni rodzice czegoś się dorobili, a wy?

Syn bardzo się zmienił, kiedy opuścił naszą małą mieścinę, aby kontynuować naukę w liceum. Tam poznał bogatych kolegów z miasta i zapragnął drogich rzeczy, jakie mają oni.

Mówiłem, ten dres jest za duży, nie będę go nosił - rzucił z niechęcią 16-letni syn.

Reklama

- Bartek, na pewno? - zmartwiłam się. - Tak się cieszyłam, kiedy trafiłam na niedrogi, a ładny dres w supermarkecie...

- No właśnie, w supermarkecie! Albo tam, albo na bazarze mnie ubieracie! A chłopaki noszą markowe ciuchy i buty. Wyśmiewają się ze mnie cichaczem. Gdybym nie grał tak dobrze w siatkówkę, to drwiliby ze mnie otwarcie - rozżalił się.

- Przykro mi chłopcze, ale nie stać nas na markowe ubrania ani dla ciebie, ani dla nas. A w marketach staram się wybierać ciuchy dobrej jakości i w modnych fasonach...

- Modne to są znanych marek, nie firmy krzak - przerwał mi Bartek. - Jasiek chodzi tak ubrany od stóp do głów i dziewczyny na niego lecą. Kuba szasta pieniędzmi, na wszystko może sobie pozwolić. A ja co? Nic!

- Bartek, rodzice Jasia są rozwiedzeni i każde z nich chce mu pieniędzmi i markowymi ubraniami wynagrodzić rozpad domu. A ja i tata bardzo cenimy sobie nasze małe szczęście. To, że się kochamy, jesteśmy wszyscy zdrowi, żyjemy spokojnie i bezpiecznie. Nie zamienilibyśmy swojego życia na bogatsze, ale pozbawione miłości - powiedziałam stanowczo.

- Tylko tak mówisz, aby usprawiedliwić swoje nudne życie. Nie skończyliście studiów, nie macie żadnych przydatnych znajomych. Wstyd mi przed znajomymi, bo przez to, że niczego się nie dorobiliście i ja nic nie mam! - Bartek ze złością trzasnął drzwiami i tyle go widziałam.

Syn bardzo się zmienił, kiedy opuścił naszą małą mieścinę, aby kontynuować naukę w liceum. Tam poznał bogatych kolegów z miasta i zapragnął drogich rzeczy, jakie mają oni.

Jestem pewna, że ci chłopcy wcale nie czują się szczęśliwi, bo rodzice nie mają dla nich czasu, są zajęci pracą i sobą. Ogromnymi kieszonkowymi próbują udowodnić, jak im jest dobrze i złagodzić samotność.

- Małgosiu, twoja rodzina jest wspaniała, może stanowić przykład. Zawsze podziwiam, z jaką życzliwością i ciepłem odnosicie się do siebie ty i Wojtek. Macie też bardzo dobre relacje z Bartkiem. Nie martw się więc. Tak dobrze wychowany chłopak wcześniej czy później doceni swoje szczęście - uspokaja mnie przyjaciółka.

Ja wiem jednak, że musimy szybko podjąć właściwe kroki, aby złość syna nie znalazła ujścia w czymś strasznym.

Jak mamy wytłumaczyć Bartkowi, że są ważniejsze rzeczy od pieniędzy, że szczęśliwa rodzina jest nie do przecenienia? Jak uspokoić jego gniew i żal do nas? Bo to że nie mamy superauta czy wilii, nie skreśla nas jako dobrych rodziców.

Małgorzata Migowska z Barlinka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje