Reklama

Reklama

Ja już się nie liczę, tylko prezenty

Wnusiu, co byś chciał na urodziny? – spytałam dwunastoletniego Frania, najmłodszego syna mojej córki. – Kup mi konsolę do gier, wiesz, PlayStation 4 – odparł.

- Zobaczę - odparłam, nie mając pojęcia, o czym mówi. A on się wykrzywił i zapytał: - Co, nie kochasz mnie już?

Reklama

- PS4? - zdziwił się później mój syn Andrzej. - Ma młody wymagania, nie ma co! 

- Dlaczego?

- To koło półtora tysiąca kosztuje.

- Ojej - zmartwiłam się. - To prawie cała moja emerytura!

Bardzo kocham Frania. Opiekowałam się nim prawie od jego narodzin. Przeszłam nawet na wcześniejszą emeryturę nauczycielską, gdy córka wróciła do pracy.

Jako mały chłopczyk był słodki, często powtarzał: - Kocham cię, babi, jesteś najlepsiejsza na świecie - co mnie niezmiernie wzruszało.

Potem poszedł do szkoły i żeby nie musiał siedzieć w świetlicy, przyprowadzałam go po lekcjach do siebie, dawałam obiad, pomagałam w pracach domowych, a córka albo zięć zabierali go do domu po pracy. Kiedy przychodziłam do nich, Franio zawsze chętnie siadał mi na kolanach i się przytulał.

Wszystko się zmieniło mniej więcej rok temu. Coraz częściej wnuczek w przedpokoju zamiast się ze mną przywitać, pytał:

- A co dla mnie masz?

Czasem przynosiłam jakiś drobiazg, a to lizaka, a to czekoladkę, a to samochodzik. Jak coś dostał, to dziękował i się tym zajmował, a jak nic nie miałam, to się na mnie zaczął obrażać. Byłam zdumiona. A ostatnio brał prezent i po prostu znikał.

Zauważyłam też, że drobne rzeczy odkłada na bok, jakby niezadowolony. Kiedy otwierał podarunki urodzinowe rok temu, zachwycił się tabletem, na bluzeczkę ode mnie ledwo spojrzał i nawet nie podziękował. Było mi przykro, bo w czasie całej uroczystości prawie się do mnie nie odzywał. 

- Musisz porozmawiać z Lucyną - radzi mi syn. - Niech wytłumaczy synowi, że nie może oczekiwać od babci emerytki drogich podarunków. Ale nie chcę o tym rozmawiać, to dla mnie zbyt bolesne. Zastanawiam się, że może mogłabym kupić mu tę wymarzoną konsolę na raty? Spłacałabym powiedzmy po 50 zł miesięcznie...

Sąsiadka twierdzi, że to szaleństwo. A co jeśli będę potrzebowała więcej leków niż teraz? Przecież i tak żyję z ołówkiem w ręku... Ja się waham. Bardzo chciałabym uszczęśliwić Frania, ale czy w ten sposób nie wyrządzę mu więcej krzywdy niż pożytku? No i wiem przecież, że zainteresowania i miłości nie kupuje się w ten sposób. A tego mi ze strony wnuka najbardziej brakuje.

Helena Nowicka z Przemyśla

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje