Reklama

Reklama

Jak impreza, to na całego

​Filip był spokojnym dzieckiem. Gdy podrósł, nie można go było oderwać od komputera.

- Niech pokopie piłkę, pójdzie na basen - złościła się moja mama. Ale jemu nic się nie chciało.

Reklama

W III klasie gimnazjum Filip pojechał na klasową wycieczkę w góry i wrócił... odmieniony.

Po lekcjach nie śpieszył się do domu. Raz po raz chodził na jakieś imprezy, i to "zakrapiane". Kiedyś położyliśmy się spać, a nasz synalek wymknął się z domu.

- Niech pani przyjedzie po Filipa. Źle się poczuł, autobus uciekł... - zadzwonił w nocy jakiś chłopak.

Mąż pojechał i przywiózł... pijanego syna.

- Coś mi zaszkodziło - tłumaczył następnego dnia Filip.

- To więcej ci nie zaszkodzi, bo masz szlaban na imprezki - zapowiedział mąż. Przeprowadził z nim rozmowę o odpowiedzialności. Zakazał palenia i picia.

Filip przyrzekł, że więcej się to nie powtórzy. Zapewniał, że wypił tylko jedno piwo, a papierosy palili jego koledzy, nie on.

Przez kilka dni był spokój. Przeszukałam plecak i kieszenie Filipa. Nic podejrzanego nie znalazłam. Rozmawiałam też z wychowawcą.

- Orłem nie jest, ale daje radę - usłyszałam.

Kiedy zrobiło się ciepło, zaproponowałam, by syn pojechał z nami na weekend, na działkę. Wykręcił się zaległymi lekturami do przeczytania.

W nocy obudził nas telefon.

- Wracajcie, policja była. Filip nie wpuścił ich do domu. Już jest cicho, ale... - mówiła jednym tchem zaprzyjaźniona sąsiadka. Przyjechaliśmy od razu. Zastaliśmy bałagan, walające się butelki po alkoholu i nastolatków ledwo trzymających się na nogach. Mąż zatrzymał wszystkich.

- Nie będziecie się włóczyć po nocy - powiedział.

Spali w pokoju syna. Nad ranem wszyscy się wymknęli.

Filip spał do południa. Potem posprzątał. Wyglądał na skruszonego. Ponoć pili piwo, słuchali muzyki. Nie wpuścili policji, bo nie słyszeli.

Filip słuchał nas w milczeniu, przytakiwał i w kółko powtarzał:

-To się już nigdy nie powtórzy.

Po trzech tygodniach spokoju pojechaliśmy na działkę. I co? Znów musieliśmy wracać w środku nocy.

I mimo że Filip znów przyrzekał poprawę, już mu nie wierzę. Co w nim siedzi? Przytakuje nam, a robi swoje. Rozumiem, że młodość musi się wyszumieć. Jednak to, co on wyprawia, przekracza wszelkie granice.

W nocy czuwam, żeby gdzieś nie wyszedł. Na działkę jeździmy na zmianę. Mąż ciągle z nim rozmawia, próbuje go czymś zainteresować. Na nic. Filip odrabia lekcje po łebkach, wraca późno, milczy, gdy go strofujemy. Sytuacja się powtarza. Co robić z tym chłopakiem?

Mariola F. z Katowic

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 25 (w sprzedaży od 18 czerwca 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje