Reklama

Reklama

Jedno zdjęcie i masa kłopotów

Wszystko zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu. Anita wygłupiała się z koleżanką, przebierały się, malowały i robiły sobie zdjęcia. Jedno z nich, nieco dwuznaczne, dla zabawy umieściły na Facebooku.

Nie pójdę do tej szkoły! - moja 17-letnia Anita wybuchnęła płaczem. - Te świnie gwiżdżą za mną, robią takie wstrętne gesty! - wyrzucała z siebie słowa.

- A jak ja mówiłam, że to nie byle co, to mnie wyśmiałaś... - westchnęłam.

Wszystko zaczęło się jakieś trzy tygodnie temu. Anita wygłupiała się z koleżanką, przebierały się, malowały i robiły sobie zdjęcia. Jedno z nich, nieco dwuznaczne, dla zabawy umieściły na Facebooku.

Potem ktoś wykorzystał jedno z tych zdjęć i zrobił ogłoszenie towarzyskie. Anita potraktowała to jak dowcip.

Reklama

- A wiesz, co jest w tym najzabawniejsze? - chichotała. - Że podał mój numer telefonu! A to się napaleńcy zdziwią.

Kiedy usiłowałam jej wytłumaczyć, że to może mieć różne konsekwencje, machnęła ręką:

- Przesadzasz! - stwierdziła.

Moje przeczucia się sprawdziły. Telefon Anity dzwonił bez przerwy. Z początku, odbierając, wygłupiała się, ale z czasem zaczęła się irytować. W końcu ze złością rzuciła słuchawką.

- To obrzydliwe, co oni wygadują! Kiedy mówię, że to pomyłka, obrzucają mnie wyzwiskami!

- Gdybyś nie wrzuciła tego głupiego zdjęcia, to wszystko by się nie wydarzyło! - nie wytrzymałam. - Powinnyśmy teraz znaleźć tego kogoś, kto je wykorzystał i go ukarać. A ty masz na przyszłość nauczkę.

- Głupoty gadasz - nabzdyczyła się córka. - Z każdego zdjęcia można zrobić ogłoszenie towarzyskie. I jak niby chcesz znaleźć autora tego głupiego dowcipu? To może być każdy! Mój telefon zna mnóstwo ludzi. Nie wierzę, że można dojść do tego debila, który to zrobił. Szkoda zachodu. Zresztą, kiedyś przestaną dzwonić.

- Zmień numer. A nowy daj tym, z którymi naprawdę chcesz mieć kontakt. I nigdzie go nie podawaj!

- Przecież go nie podawałam!

- Akurat!

- No tak, Ty zawsze wiesz lepiej! - krzyknęła. Nie chciała słuchać, że częściowo sama jest sobie winna. Myślała, że wszystko ucichnie. Niestety. Ktoś ze szkoły zobaczył to ogłoszenie i rozgadał.

- Jeden z tych głupich kolesi nazwał mnie dziwką! - płakała po powrocie z lekcji.

- Porozmawiam z wychowawczynią i oni muszą coś z tym zrobić! - zdecydowałam.

- To nic nie da - powiedziała. - Muszę chyba zmienić szkołę...

Szkoda mi Anity, jest rozbita, nigdzie nie wychodzi, nie spotyka się z koleżankami. Kiedy zaproponowałam pójście na policję, wpadła w panikę i błagała, żeby tego nie robić.

Nie wiem, jak jej pomóc. Może zmiana szkoły to rzeczywiście dobry pomysł? I czy to, co ją spotkało, będzie dla niej nauczką, by nie być łatwowierną i zacząć działać jak najszybciej?   

Iwona P. z Miastka

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje