Reklama

Reklama

Jestem gruba i przez to w pracy wytykają mnie palcami

Trzy lata temu spełniło się nasze największe marzenie - zostaliśmy rodzicami.

Z Arturem, moim mężem, postanowiliśmy, że zajmę się wychowywaniem córeczki, a on będzie zarabiał na utrzymanie. Przyznam, że właściwie większość tego czasu spędziłam w domu. Nie miałam zbytniej ochoty na umawianie się z koleżankami w ciągu dnia, a ze wspólnych wyjść z mężem też zrezygnowaliśmy. Ważniejsze było dla nas, by spędzać czas razem i cieszyć się rodzinnym szczęściem. Nie będę ukrywać, że przestałam o siebie dbać. Skoro dni mijały mi tylko na obowiązkach domowych, nie miałam motywacji, by pielęgnować urodę. Tym bardziej, że Artur zawsze powtarzał, że dla niego jestem najpiękniejsza.

Reklama

Tak mówił także wtedy, gdy w ciąży trochę przytyłam. Tymi kilkunastoma kilogramami nadwagi sama też się za bardzo nie martwiłam. Liczyłam, że po porodzie mój organizm wróci do normy. Nie myślałam więc o żadnych dietach, odchudzaniu czy gimnastyce. A ponieważ mąż wciąż mnie zapewniał, że pięknie wyglądam, przegapiłam, co tak naprawdę się ze mną stało - że przybyło mi 30 kilogramów.

Zdałam sobie z tego sprawę, gdy nastała pora powrotu do pracy w hotelowej recepcji. Okazało się wtedy, że nie mam w co się ubrać. I że pasuje na mnie jedynie kilka ciuchów, kupionych w czasie ciąży. A na kupno nowych nie bardzo mogę sobie pozwolić. Najgorsze jednak zaczęło się, gdy pojawiłam się w pracy. Od razu zauważyłam, jak wszyscy na mnie patrzą! Niektóre koleżanki wręcz otwarcie mi powiedziały, że strasznie przytyłam, że się zaniedbałam, że jestem nie do poznania. Od tamtej pory przeżywam gehennę. W pracy siłą powstrzymuję się od płaczu, ale w domu zalewam się łzami. Bo zamieniłam się w potwora! Jak mogło do tego dojść? Jak mogłam tego nie zauważyć?

A wszystkiemu jest winien mój mąż. To on mi przecież stale powtarzał, że jestem taka piękna. I, co gorsza, nadal tak mówi. Szkoda tylko, że nie widzi, jak patrzą na mnie w pracy. Z pogardą, litością i niechęcią. Liczyłam, że gdy wrócę do pracy, dostanę awans, jeszcze gdy byłam w ciąży szef coś o tym wspominał. A teraz? Nawet słowem o tym się nie zająknął. I nic dziwnego, kto by chciał dać awans takiemu wielorybowi, jak ja? Tylko patrzeć, a dostanę wymówienie.

Teraz przecież na awanse mogą liczyć tylko te szczupłe i zgrabne, z wyglądem modelek. A te z nadwagą traktuje się jak gorsze, jak popychadła. Co ja mam robić? Może spróbować jakiejś diety? Ale przecież to wszystko wymaga czasu. Zanim schudnę, o ile to w ogóle możliwe, miną miesiące. Gdybym mogła, najchętniej schowałabym się w domu przed całym światem. A mąż, jak katarynka, stale powtarza, żebym się niczym nie przejmowała. A ja jestem kompletnie załamana. 

 

Daria, 35 lat

 


Chwila dla Ciebie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: problem | nadwaga | list

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje