Reklama

Reklama

Jesteście rodzeństwem, a nie wrogami

Zejdźcie mi z oczu! Nienawidzę was, przeklęte bachory! - wchodząc do domu usłyszałam wrzaski mojej piętnastoletniej córki, Elizy.

Młodsze dziewczynki - czteroletnia Renia i sześcioletnia Kinga na mój widok zaczęły teatralnie płakać i oskarżać starszą siostrę o najgorsze rzeczy:

Reklama

- Mamo, mamo - wołały jedna przez drugą. - Ona nas bije!

- Tolturuje! - z trudem wysyczała Renia i pokazała Elizie język.

- Spokój! - krzyknęłam. - Co się stało? - spojrzałam pytająco na najstarszą córkę.

- Nawet nie chce mi się o tym gadać. Po prostu zabierz je ode mnie! - burknęła.

Poprosiłam młodsze dzieci o pomoc przy obiedzie. W czasie pracy wysłuchałam opowieści co się  wydarzyło, potem wszyscy razem zjedliśmy. Kiedy Eliza zmywała, jeszcze raz spytałam ją co się dzieje. W to, że się znęca nad rodzeństwem oczywiście nie uwierzyłam.

- Schowały mi dziś telefon! - krzyknęła. - Byłam umówiona z Sandrą do kina, miała dać znać, o której i gdzie się spotykamy. A te gówniary wymyśliły, że albo je zabiorę ze sobą albo nigdzie nie pójdę. No i nie poszłam, bo teraz już jest za późno!

- Bardzo mi przykro. Zostaną oczywiście ukarane... Ale zrozum, to są maluchy. Nie rozumieją... - łagodziłam sytuację.

- Ale dlaczego to ja mam ciągle rozumieć?- skarżyła się. - One nie przejmują się twoimi karami! A mnie po prostu nie znoszą!

- Nieprawda. Jak cię nie ma, to się dopytują, tęsknią jak wyjedziesz, to po prostu taki głupi wiek! - tłumaczyłam maluchy.

- Oczywiście, tęsknią za kimś, komu bezkarnie mogą dokuczać. Czasem mam ochotę sprać je na kwaśne jabłko! - skarżyła się.

W tym momencie do domu wrócił mąż. Eliza w końcu poszła do koleżanki, a ja zreferowałam Krzyśkowi problem.

- Eliza jest sama sobie winna. Dzieciaki ją uwielbiały. Ale jak zaczęła się od nich opędzać, jak od uprzykrzonych much, to zaczęły z nią walczyć i...- mówił mąż.

- Jest przecież nastolatką - weszłam mu w słowo.

- Tak, ma własne towarzystwo. I nie wymagamy od niej, żeby zabierała dziewczynki na wyjścia z koleżankami. Ale nie musi na nie ciągle fuczeć.

Po tej rozmowie zaczęłam uważnie obserwować moje dzieci. I rzeczywiście. Renia i Kinga reagowały radośnie na dobre słowo ze strony starszej siostry. A kiedy tylko je odtrącała, natychmiast zaczynały się złośliwości i skarżenie.

- One będą dla ciebie dobre, kiedy ty będziesz lepsza dla nich. Poświęć im trochę czasu. One tak lubią, kiedy się nimi zajmujesz. Jesteś dla nich autorytetem  - prosiłam Elizę.

- Ale ja nie chcę spędzać czasu z nimi! To chyba nie jest mój obowiązek? - była rozgoryczona i zła. - Niech one będą milsze dla mnie, to nie będę ich tak unikać.

Z dzieciakami też przeprowadziłam rozmowę:

- Dlaczego dokuczacie Elizce? Nie możecie chować jej rzeczy i nie wolno wam jej przezywać. Musicie się poprawić, bo inaczej z wami porozmawiam! - byłam groźna.

Małe wyglądały na przejęte, obiecały poprawę. Ale oczywiście zapomniały o niej przy pierwszej okazji. Schowały siostrze buty, które chciała założyć na spacer. Oczywiście, wybuchła awantura.

Czas mija, a sytuacja nie poprawia się. Nie pomagają rozmowy z dziećmi. Co mam zrobić, żeby stosunki miedzy moimi dziećmi były lepsze? Nie chcę, żeby żyły jak pies z kotem.

Wanda M. z Zielonej Góry  Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 35 (w sprzedaży od czwartku 29 sierpnia br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: East News, 123 RF/Picsel, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

 

 

 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje