Reklama

Reklama

Klnie jak szewc

- Wypielda... - usłyszałam w przedpokoju i gwałtownie otworzyłam drzwi. Moi synowie spojrzeli na mnie. 7-letni Jacek się zarumienił, a 5-letni Kuba nie dokończył tego wulgarnego słowa. - Kuba! - krzyknęłam - Jak ty się wyrażasz?!


Reklama

Wzruszył ramionami, ale minę miał nietęgą.

- Nie życzę sobie, żebyś tak mówił, rozumiesz? - wyrzuciłam z siebie. - To bardzo brzydko i źle świadczy o tobie i o mnie!

Syn niby spuścił głowę, ale widziałam, że strzela oczami w prawo i w lewo.

Już jakiś czas temu zauważyłam, że Kuba przynosi z przedszkola różne "wyrazy". Na początku miałam nadzieję, że jak nie będziemy  zwracać mu uwagi, to szybko przestanie się popisywać. Kiedy jednak to nie zdało egzaminu, karciłam go i tłumaczyłam, że tak nie wolno. Co gorsza, Jacek, który do tej pory nigdy tak nie mówił, też zaczął. Nie ukrywam, że mnie to szokuje. Z mężem nie klniemy, a już na pewno nie w obecności chłopców. Kiedy jednak zdarzyło się, że mężowi wyrwało się brzydkie słowo, zaraz wytłumaczył się z tego Kubusiowi:

- Uderzyłem się i zabolało mnie...Przykro mi, że się brzydko odezwałem. Tak nie wolno. Rozumiesz?

Kuba kiwną głową i sepleniąc ze względu na wypadające mleczaki przytaknął:

- Jaszne.

Ale nic dla niego nie było jasne. Przekonałam się o tym, kiedy kilka dni później, wychodząc ze sklepu usłyszałam mojego Kubę, bawiącego się z kolegą.

- Ale mu psypieldoliłem - śmiał się radośnie, a ja myślałam, że się pod ziemię zapadnę, bo dwie sąsiadki patrzyły oburzone najpierw na Kubę, potem na mnie.

- Ależ te dzieciaki się wyrażają. Jeszcze sepleni taki jeden, a już klnie. Chyba wyssał to z mlekiem matki... - nie omieszkała dodać jedna z nich.

- Nie, proszę pani, przynosi z przedszkola i może pani wnuk też tam chodzi... - zdenerwowałam się.

- Kuba, przecież ci mówiłam... - jęknęłam i pociagnęłam mojego szkraba do domu.

- Chłopcy potrzebują twardej ręki, a to wasze psychologiczne podejście... widać właśnie, jak działa - powiedziała moja mama, kiedy opowiedziałam jej o incydencie.

No i co robić? Przecież z przedszkola go nie zabiorę, a tresowanie dzieci biciem i krzykiem nie wchodzi w rachubę...

Weronika S. z Gorlic  

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 29 (w sprzedaży od czwartku 19 lipca br.) i na stronie:



Dowiedz się więcej na temat: dziecko | dzieci | kłopoty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje