Koledzy dręczą wnuka. Jak mu pomóc?

​To, co zobaczyłam wczoraj, kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi...

Przechodziłam przez park. Z daleka zauważyłam mojego wnuka, 14-letniego Radka, bo ma charakterystyczną zieloną puchówkę. I właśnie za tę kurtkę szarpał go starszy chłopak! Radek się wyrywał, krzyczał, ale trzymało go jakichś dwóch wyrostków.

Reklama

- Co tu się dzieje!? Zostawcie go! - krzyknęłam i pobiegłam w ich kierunku.

Ale oni byli oczywiście szybsi. Wprawdzie przestali szarpać Radka, ale jeden z nich, niby przypadkiem, popchnął go tak mocno, że chłopiec upadł na ziemię. Śmiejąc się nie wiadomo z czego, chuligani uciekli.

- Radziu, kochany, nic ci nie jest? - po chwili byłam już przy wnuku.

Chciałam pomóc mu wstać, ale wyrwał mi się i sam zaczął gramolić się z mokrej ziemi.

- Nic się stało - mruknął. - Tak się tylko wygłupialiśmy... - dodał, unikając mojego wzroku.

- Co ty opowiadasz? Przecież oni cię szarpali, przewrócili - oburzyłam się. - Co to za jedni? Znasz ich?

- Noo... tak - przyznał z ociąganiem. - Dwóch z mojej klasy i jeden starszy... Przyczepili się do mnie, nie wiem dlaczego - spuścił głowę i zamilkł.

Znam wnuka i wiem, że trudno z niego coś wyciągnąć. Jest skryty, potrzebuje czasu, by powiedzieć, co go gnębi. Po chwili zaczął jednak mówić...

- Każą mi przynosić pieniądze, bo mówią, że ja na pewno mam, a oni nie. I wysyłają mnie po colę i batony... a przecież ja mam tylko kieszonkowe... Ale jak nie dam albo nie chcę iść do sklepu, to mnie straszą tak jak dziś... - opowiadał łamiącym się głosem.

- Ależ to jest kryminał!  Natychmiast idziemy powiedzieć o tym twojemu ojcu! Tak nie może być - gotowałam się z wściekłości.

- Babciu, nie! Nie mów nic rodzicom, sam sobie poradzę - spojrzał na mnie błagalnie.

- Sam? Ale... dlaczego nie chcesz, żeby ci pomóc? - nie wierzyłam własnym uszom. To chuligani, mogą ci krzywdę zrobić!

- Eee, przesadzasz - Radek wzruszył ramionami. - Dam im te parę złotych i się odczepią. A jak rodzice się włączą, wyprą się i tak, i jeszcze powiedzą, że jestem donosiciel albo jeszcze coś gorszego...

- Radek, jak im dasz raz, nie odczepią się nigdy - powiedziałam. - To poważna sprawa. Musimy coś zrobić, kogoś zawiadomić i...

- Nie chcę! Daj mi już spokój! Zobaczysz, poradzę sobie - powiedział zdecydowanie. - I nic nie mów rodzicom, obiecaj - dodał cicho.

- Obiecuję - szepnęłam, ale serce mi pękało. Biedny dzieciak! Nie chce wyjść na skarżypytę i udaje twardziela, którym nie jest. To wrażliwy, spokojny chłopiec, dlatego te wstrętne wyrostki chcą go wykorzystać. Co mam robić? Wprawdzie obiecałam, że nie powiem nic jego rodzicom, ale czy dobrze zrobiłam? 


Martwię, nie wiem, jak obronić wnuka? Jak mu dodać odwagi? A może jednak wyjawić wszystko synowi i synowej, niech interweniują. Dla dobra Radka...


Bożena Grzelak z Wrześni

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje