Reklama

Reklama

Kolega też może być złodziejem…

Podczas odkurzania pokoju syna rurą od odkurzacza uderzyłam w coś pod łóżkiem. Schyliłam się i wyciągnęłam jakieś granatowe pudełko. Otworzyłam je i struchlałam.

Niedawno spotkałam na bazarku sąsiadkę, panią Lucynę.

- Czy pani Marcin musi się zadawać z tym Danielem spod ósemki?- zagadnęła mnie niemal bez wstępu.

Lubię panią Lucynę i często rozmawiamy, dlatego nie odpowiedziałam szorstko, ale grzecznie zapytałam, co złego widzi w tych kontaktach.

- No wie pani, Marcin to taki dobrze ułożony chłopak, grzeczny, zawsze uprzejmie się wita, widzę, że robi zakupy i śmieci wynosi. A ten Daniel wiadomo, z jakiej rodziny... Awantury, alkohol. Nie ma żadnych dobrych wzorców, może mieć zły wpływ na Marcina - niemal jednym tchem odpowiedziała sąsiadka.

Reklama

- Pani Lucyno, nie mogę szesnastolatkowi dobierać kolegów. Zresztą nie zauważyłam, aby Marcin spotykał się z Danielem częściej niż z innymi chłopcami. Niedługo pewnie najważniejsza w jego życiu stanie się jakaś koleżanka, a nie kumple, i to wtedy będę miała się czym martwić - z uśmiechem zbagatelizowałam uwagi sąsiadki i zapomniałam o rozmowie.

Minęły niespełna trzy miesiące i podczas odkurzania pokoju syna rurą od odkurzacza uderzyłam w coś pod łóżkiem. Schyliłam się i wyciągnęłam jakieś granatowe pudełko. Otworzyłam je i struchlałam. Zobaczyłam kilka telefonów komórkowych różnych marek, wszystkie chyba używane. Policzyłam, było ich 11!

Zdenerwowana przerwałam sprzątanie. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca i czekałam na powrót Marcina. W głowie kłębiły mi się różne złe myśli. Widziałam syna nawet w więzieniu. Czas wlókł się w nieskończoność. Wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi.   

- Marcin, co to jest? - wybiegłam do przedpokoju ze znaleziskiem.

-  A, nic takiego, mamuś. To telefony Daniela, dał mi na przechowanie - zupełnie spokojnie odpowiedział syn, sięgając po pudełko.

W tym momencie przypomniałam sobie przestrogi sąsiadki. Jak mogłam je zbagatelizować?

- Synu, po co Danielowi 11 używanych telefonów i skąd w ogóle je ma? Może są kradzione? Dlaczego znalazły się u nas?

- Och, mamo, kumpel to kumpel, poprosił, żebym to przechował, bo on u siebie nie może. Nie wnikałem w szczegóły. Za kilka dni je odbierze i nie będzie tematu - oznajmił Marcin.

- Kategorycznie nie zgadzam się nawet na kilka dni. Proszę, żebyś natychmiast oddał pudełko koledze - zażądałam. - Nie chcę, aby do naszego domu przyszła policja. To może być bardzo brzydka sprawa.

Syn nazwał mnie panikarą, ale zadzwonił do Daniela, aby się umówić na spotkanie. Ale według mnie sprawa nie jest zakończona. Muszę jakoś przekonać Marcina, aby przyjrzał się zachowaniu kolegi i był ostrożniejszy. Bardzo się martwię, czy on mnie zrozumie. Jakich użyć argumentów?

Maria S., Tylmanowa

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje