Koniec miłości oznacza koniec związku?

Pobraliśmy się z wielkiej miłości, ale to było bardzo dawno temu...

Kiedy pojawiły się dzieci (wychowaliśmy troje), trochę zapomnieliśmy o sobie w natłoku codziennych kłopotów. Ale wciąż dobrze się rozumieliśmy. Gdy dzieci były już duże, mąż miał romans. Trwało to kilka tygodni, walczyłam o niego, wybaczyłam mu i nadal byliśmy razem.

Reklama


Mój mąż nigdy nie umiał mówić o swoich uczuciach, ale przecież wiedziałam, że się kochamy. Nie była to oczywiście taka miłość jak kiedyś, ale to chyba normalne... Kilka lat temu wykryto u mnie nowotwór, na szczęście okazał się niezłośliwy.  Przeżyliśmy to bardzo, mąż był przy mnie przez cały czas, ani na chwilę nie przestał wierzyć, że wszystko dobrze się skończy...

Dziś ja jestem na emeryturze, a on jeszcze pracuje. I nagle, któregoś dnia powiedział mi przy obiedzie, że odchodzi. Nie mogłam tego pojąć. Najpierw myślałam, że żartuje, potem się wściekłam - a on swoje. Że przecież od dawna się nie kochamy, jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia, a on chce zmienić swoje życie. I musi odejść.

Byłam w szoku przez następne dni. Próbowałam z nim rozmawiać, czy chodzi o jakąś inną kobietę (ale kto by go chciał, przecież nie jest już żadnym przystojniaczkiem...), próbowałam przemówić do rozumu, i nic. Szuka sobie mieszkania, a ja nie wiem, co zrobić. Wiem, że go kocham, mimo że różnie bywało, ale nie wiem, czy próbować o niego walczyć, czy i tak go nie powstrzymam? Jakich argumentów użyć?

 Maria (61 l.)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje