Lubi tylko pięknych młodych i sprawnych

Zauważyłam, że moja 13-letnia wnuczka się zmienia i ta zmiana wcale mi się nie podoba.

- A czemu Kaja nie przychodzi z Tobą?  -  spytałam ją pewnego dnia.  Iza po szkole często wpadała do mnie z tą dziewczynką.  

Reklama

- Kaja skumplowała się z taką jedną pokręconą na wózku, która niedawno przyszła do naszej klasy. A ja z taką zadawać się nie będę. No i koniec przyjaźni z Kajką - usłyszałam.

- Co ty, dziecko mówisz? A w czym ci przeszkadza, ze ktoś ma niesprawne nogi? - spytałam. 

- Ani do kina z nią, ani na dyskotekę. Wygląda mało fajnie, gdzie się z taką pokazać?  -  powiedziała. Byłam przerażona. Zaczęłam jej tłumaczyć, ze nie powinna oceniać ludzi po wyglądzie.

 - Oj, babciu - zniecierpliwiła się. Zabrała kieszonkowe, które daję jej co tydzień. I tyle ją  widziałam. Bardzo mi się nie podobało to, co powiedziała moja wnuczka. Jakoś wciąż siedziało mi to w głowie. Wieczorem zadzwoniłam do córki i wszystko jej powtórzyłam.

- Mama da spokój, to poza. Pewnie pokłóciła się z Kajką i teraz wymyśla takie rzeczy - zbagatelizowała Hanka. Nawet to do mnie przemówiło.  Ale  za kilka dni była taka sytuacja. Źle się czułam, a przypomniałam sobie, ze nie wykupiłam recepty. Nie miałam siły, żeby pójść nawet do najbliższej apteki. A jeden z leków na serce mi się skończył. Liczyłam na Izę. Zadzwoniłam do niej. Wyjaśniłam o co chodzi, dlaczego mi tak zależy, poprosiłam, żeby przyszła. Ma do mnie 15 minut na piechotę.

- Nie - odmówiła, bo jak tłumaczyła następnego dnia ma sprawdzian i musi się uczyć. I jeszcze doradziła mi, żebym poprosiła sąsiadkę. Leki wykupiła mi w końcu córka. Tak się szczęśliwie złożyło, że wcześniej skończyła pracę i wpadła mnie odwiedzić. Nic jej nie powiedziałam, nie poskarżyłam się na Izę, ale było mi przykro. Tym bardziej, ze się dowiedziałam, ze żaden sprawdzian następnego dnia jej nie groził.

"Sumienia to dziecko nie ma" - pomyślałam.

Postanowiłam porozmawiać z wnuczką, jak tylko nadarzy się okazja. No i nadarzyła się, wpadła po kieszonkowe. Zaczęłam ją podpytywać o rożne sprawy. Chętnie wyjawiła mi swoje poglądy.  Dowiedziałam się, ze nie lubi słabości i nie lubi pomagać innym. 

 - Tylko silni mi pasują - rzekła z przekonaniem. Próbowałam jej tłumaczyć, że nie ma racji, ale ona tylko pokiwała z politowaniem głową. 

- Przynudzasz, babciu - podsumowała moje starania. Wkrótce okazało się,  że znów przyjaźni się z Kają.

-  A co z tą dziewczynką na wózku?- spytałam. Iza pochwaliła się, że kazała "pokrace" odczepić się od jej przyjaciółki. Nie wytrzymałam. Nakrzyczałam na wnuczkę. Powiedziałam, ze jest bez serca, że tak postępować nie wolno, że skrzywdziła koleżankę. Iza tylko wzruszyła ramionami. Jestem pewna, że nic do niej nie dotarło. Jakich argumentów użyć, by miała więcej zrozumienia dla innych? Co zrobić, by nie była taka zimna i wyrachowana? Strach pomyśleć, co będzie dalej, na jakiego człowieka wyrośnie moja wnuczka.

 Waleria Jabłońska z Inowrocławia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje