Reklama

Reklama

Małe kwoty? To jednak kradzież

​Byłam bardzo zadowolona, kiedy mój 12-letni syn zaczął częściej odwiedzać babcię.


- Wspaniały chłopak. Wie, że mam problemy z chodzeniem, więc robi mi zakupy, wynosi śmieci - opowiadała z entuzjazmem. - Przy okazji pogadamy, pośmiejemy się...

Reklama

- Trzeba, to pomagam - skwitował, gdy go pochwaliłam. A ja byłam dumna, że Bartek jest odpowiedzialnym chłopcem.

Kiedyś, jak co dzień,  zadzwoniłam do mamy z pracy. Wyczułam, że coś jest nie tak. Postanowiłam wpaść do niej po pracy.

Mama poczęstowała mnie herbatą. Było miło. Ale gdy już zbierałam się do wyjścia, nagle zatrzymała mnie:

- Wiesz, miałam ci nic nie mówić...

- Coś się stało? - zaniepokoiłam się jej poważnym tonem.

- Bartek podebrał mi pieniądze z portmonetki. I to nie pierwszy raz - wyrzuciła z siebie.

- Jak to? - nogi się pode mną ugięły.

Okazało się, że po którejś z wizyt Bartka zauważyła, że w portfelu brakuje jej 20 zł. Szuflada, w której leżał, była niedomknięta.

- Wydawało mi się to dziwne, ale nawet do głowy mi wtedy nie przyszło... - mówiła rwącym się głosem mama. - Postanowiłam to sprawdzić. Kiedy miał przyjść następnym razem, upewniłam się, że w portfelu mam cztery banknoty po 10 zł i trzy po 20.

Bartek zaczął jeść obiad i wyszedł do kuchni po sól. Gdy się pożegnali, babcia zajrzała do portfela, brakowało 10 zł.

- Wiesz, niby niewielkie kwoty... -  zaczęła tłumaczyć. - Ale przecież daję mu co miesiąc 50 zł z emerytury. Więcej nie mogę...

- Porozmawiam z nim. To przecież kradzież - obiecałam zszokowana.

Nie mogłam się doczekać powrotu Bartka ze szkoły. Kiedy mu zarzuciłam kradzież, wyśmiał mnie.

- Babci się coś przywidziało. Nic nie wziąłem! - wykrzyczał. Nie chciał ani się przyznać, ani przeprosić babcię.

- Nic nie wziąłem - powtórzył. - Czepiacie się. Więcej tam nie pójdę.

Przeprosiłam mamę i poprosiłam, by zwracała uwagę na pieniądze. Właściwie niepotrzebnie, bo Bartek przestał się u niej pojawiać. Zachowuje się tak, jakby go uraziła, niesłusznie obwiniając.

Próbowałam spokojnie z nim o tym porozmawiać. Na nic.

- Nie będę o tym gadać. Nic nie zrobiłem - słyszę tylko od syna. A ja zaczęłam kojarzyć pewne fakty. Kilka razy wydawało mi się, że w portmonetce i szkatułce, w której trzymam drobne na bieżące zakupy, coś mi się nie zgadzało. Wtedy myślałam, że po prostu źle policzyłam pieniądze albo już je wydałam. Do głowy mi nie przyszło, że któryś z domowników mógł je podebrać! A jednak...

Babcia błaga mnie, żebym dłużej nie drążyła sprawy. Zapowiedziała, że sama spróbuje porozmawiać z wnukiem. Ale on jej unika. Mąż pracuje na budowie koło Szczecina, wróci za dwa tygodnie. Przez telefon nie chcę o tym z nim rozmawiać. Jest impulsywny, na pewno skończy się wielką awanturą. Przypuszczam, że Bartek przy nim też się będzie wszystkiego wypierał. Jak wytłumaczyć synowi, że zachował się jak złodziejaszek? Co zrobić, żeby się przyznał i więcej tak nie robił? Wychowywaliśmy go na uczciwego człowieka i dlatego jego zachowanie tak bardzo boli.

Paulina B. z Drezdenka

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 20 (w sprzedaży od 15 maja 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje