Reklama

Reklama

Mamo, ja nie palę. One mnie zmusiły...

Gdzie ty byłaś? - spytałam 13-letnią córkę, kiedy po dodatkowych zajęciach, dwie godziny spóźniona wróciła ze szkoły.

- O, pachniesz papierosami - rzuciłam mimochodem.

Reklama

- Papierosami? - zdziwiła się Asia i szybko poszła do swojego pokoju. Kiedy spała, zajrzałam do jej plecaka. Żadnych papierosów, zapalniczek... Tylko bluza podejrzanie "pachniała". Nurtowało mnie to. Rano wróciłam do tematu. 

- Wczoraj po zajęciach poszłam do Karoliny po książkę. U niej wszyscy palą - wyrecytowała jednym tchem. Kazałam jej więc wrzucić bluzę do pralki. Niestety, to nie był koniec sprawy. Od Asi nieraz jeszcze czułam dym papierosowy! Jej włosy, ubrania. Zawsze miała jakieś wytłumaczenie. A to, że długo stała na przystanku i ktoś obok palił. A to, że "jarał" dorosły brat koleżanki. Nie przemawiało to do mnie. Próbowałam z nią poważnie porozmawiać. Starałam się uświadomić jej szkodliwość palenia.

- Nie palę papierosów. Nie palę - powtarzała. Postanowiłam wtajemniczyć we wszystko męża.

- Co ty mówisz? Papierosy? Chyba jesteś przewrażliwiona. Mnie tam nic od niej nie pachnie, żaden dym - nie przejął się. Postanowiłam, że jak tylko będę mogła, wezmę wolny dzień i będę ją śledzić. Nie musiałam...

- Niech pani uważa na Asię. Widziałam jak popalała sobie w parku z koleżankami - zaczepiła mnie sąsiadka. Aż tchu mi zabrakło. To jednak była prawda! - Już ja sobie z nią porozmawiam - ledwo z siebie wykrztusiłam.

- Tylko spokojnie, pani Haniu. Taka jest młodzież. Muszą popróbować. Ale oczywiście porozmawiać trzeba - mówiła, choć już nie słuchałam. Pobiegłam do domu. Asia nie miała wyjścia. Przyznała się. I coś w niej pękło. Z płaczem powiedziała, że na początku roku przyczepiły się do niej dziewczyny ze starszej klasy. Każą, żeby za swoje pieniądze kupowała papierosy. A potem zmuszają, by "w nagrodę" paliła z nimi.

- Powiedziały, że jak nie będę tego robić, to doniosą w szkole , że ja palę, a same się wyprą. I że im uwierzą, bo są cztery, a ja jedna - opowiadała, szlochając. Słuchałam tego z przerażeniem. Gdy powiedziałam, że pójdę do dyrektorki szkoły, błagała, żebym tego nie robiła.

- Będę miała przechlapane. Nikt ze mną nie będzie gadał - płakała. - Zabiję się.

- Nie odpuszczę smarkulom - zarzekał się mąż, któremu wszystko opowiedziałam. Prosił Asię o jakiś kontakt. Twierdziła, że nie ma. Krzyczał, że i tak dotrze do nich i do ich rodziców. Asia prosiła nas, żebyśmy nigdzie nie chodzili, z nikim nie rozmawiali. Przyrzekła, że już nigdy nie zapali papierosa. Zaklinała się na wszystko. Była przerażona. Co robić? Te dziewczyny powinny być ukarane, ale nie kosztem mojej córki, jej psychiki. Asia tak bardzo boi się napiętnowania za "donosicielstwo". Trzeba to załatwić, ale jak?

Hanna Dybowska z Kamiennej


***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje