Reklama

Reklama

Mamo, proszę, nie przekarmiaj Basi

​- Basieńko, jeszcze kanapeczkę z serem ci zrobię, dobrze? - uśmiechnęłam się do mojej 6-letniej wnusi, która z zapałem pałaszowała obiad.

Mała pokiwała głową, a ja już miałam kroić bułkę, gdy do kuchni weszła moja synowa Kasia.

Reklama

- Mamo, tyle razy cię prosiłam, żebyś nie wpychała w Basię jedzenia - powiedziała z wyrzutem. - To niezdrowo!

 - A czy ja jej coś wpycham na siłę? - obruszyłam się. - Ona sama chce. Mam dziecku jedzenia odmawiać?!

 - Basia ma nadwagę - westchnęła Kasia. - Nie chcę, żeby tak było. Nigdy nie była niejadkiem, chętnie je, więc nie trzeba jej stale jeszcze czegoś podtykać. Zresztą właśnie zjadła obiad...

 - Basia jest dzieckiem, rośnie! - zaprotestowałam. - Nie ma żadnej nadwagi, tylko jest dobrze odkarmionym, zdrowym dzieckiem - oburzyłam się. - Wy byście z niej chudzielca chcieli zrobić, bo co? Bo tak jest modnie?! - zdenerwowałam się.

 - Mamo, co ty wygadujesz... - żachnęła się Kasia, ale spuściła z tonu. - Wiem, że chcesz dla Basi jak najlepiej, że dbasz o nią. Doceniam to. Ale naprawdę - za dużo jedzenia jej nie służy, a ty ją przekarmiasz.

 - Dobrze, już dobrze - mruknęłam pojednawczo. - Nie zrobię jej tych kanapek...

Uspokojona synowa wyszła z kuchni. Uśmiechnęłam się do wnusi, która przysłuchiwała się całej rozmowie ciekawie, nie przerywając jednak jedzenia.

- Babciu... - spojrzała na mnie. - A pójdziemy teraz na spacer? Tam gdzie zwykle, dobrze? - ściszyła głos.

Skinęłam głową. Wiedziałam, o co jej chodzi. Zazwyczaj chodziłyśmy na plac zabaw, a po drodze wstępowałyśmy do ulubionej cukierni na domowe pączki z różą. Basia je uwielbiała!

Pomogłam wnuczce się ubrać i wyszłyśmy.

- Babciu, czy ja jestem gruba? - spytała Basia po drodze.

Serce mi się ścisnęło. Tym gadaniem o przekarmianiu synowa doprowadzi do tego, że dziecko będzie miało kompleksy!

- Nic podobnego, jesteś w sam raz, wyglądasz ślicznie - zapewniłam małą. - Takie dzieci jak ty powinny dużo jeść, bo się rozwijają i rosną.

- Ale mama mi nie pozwala... - zasępiła się wnusia.

- Wiesz, mama nie musi wiedzieć o tych pączkach - wypaliłam, bo mi się małej zrobiło szkoda. - Nie trzeba jej denerwować, prawda?

- Tak - ucieszyła się. - Nic nie powiem, obiecuję - zapewniła.

W cukierni zjadłyśmy obie po dwa pyszne pączki, Basia wypiła soczek i rozpromieniona pobiegła na plac zabaw.

Nie wiem, czy dobrze robię... Kocham Basię nad życie i jestem pewna, że dobre, domowe jedzenie, które jej daję, idzie jej na zdrowie. Nie jestem w stanie odmówić jej ulubionych przysmaków, to jest ponad moje siły. I chyba zawiążę z nią jakiś pakt, by nie mówiła nic mamie, bo inaczej obie możemy mieć kłopoty.

Aniela Krawczyk ze Skwierzyny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje