Reklama

Reklama

Mamo, przecież to tylko jedno piwo...

Przecież nic takiego się nie stało – mój 14-letni syn przekonywał mnie, że próba spisanie za picie w miejscu publicznym to drobiazg.

- Mieliśmy po prostu pecha. Kupiliśmy sobie po jednym piwku. I od razu wyłonili się ci strażnicy. Na szczęście udało nam się uciec - zachichotał Ksawery.

Reklama

- Nieważne czy to była jedna butelka, czy dwie. W ogóle nie możesz sięgać po alkohol. Czy ty tego nie rozumiesz? - moje zdenerwowanie rosło z każdą sekundą, bo nie spodziewałam się takich lekceważących tłumaczeń. 

- Poza tym, kto wam to piwo kupił? Wam nie powinni sprzedać!

- A taki się zgodził... - syn wzruszył ramionami. - No i piwo to nie alkohol. Musiałam się jakoś uspokoić. Filiżanka melisy nie pomogła. Zadzwoniłam do swojej starszej siostry.

- Mam duży problem - zaczęłam. - Ksawerego z kumplami prawie złapała straż miejska za picie piwa. I wyobraź sobie, że on całe zajście bagatelizuje. Uważa, że nic złego nie zrobili.

- Dorota, a pamiętasz, jak opijaliśmy pisemną maturę w parku? Każdy przyniósł jakiś alkohol wykradziony z domowego barku rodziców - roześmiała się Iwona.

Rzeczywiście tak było, ale mieliśmy wtedy po 19 lat. Poza tym było to właśnie po zdanym egzaminie maturalnym. To nie to samo!

Moja koleżanka miała inne zdanie niż moja siostra.

- To rzeczywiście nieciekawie wygląda - stwierdziła. - Od piwa się zaczyna, a potem... Różne głupie rzeczy wtedy przychodzą do głowy. Myślę, że powinnaś odizolować go od kolegów - poradziła.

Łatwo powiedzieć... Przecież nie zamknę go w domu.

Poza tym zaczęłam się zastanawiać, czy to kumple są problemem.

Tydzień temu byliśmy na rodzinnym grillu. Panowała wspaniała atmosfera. Ale mnie dobry humor bardzo szybko opuścił. W pewnym momencie zauważyłam, jak mój 14-latek... pije piwo z moim bratem.

- Co ty wyprawiasz?! - wyrwałam mu butelkę z rąk.

- No co? - Ksawery patrzył na mnie zdezorientowany. - Wujek mi dał. Żeby pragnienie ugasić.

Zatkało mnie, a mój brat zaczął się śmiać.

- Z czego robisz problem? - chichotał. - Przecież to już duży chłop. Poza tym to tylko piwo i lepiej, żeby napił się z nami, a nie po kryjomu z kumplami.

Ku mojej wściekłości właściwie nikt z rodziny mnie nie poparł. Nawet mój mąż. Tomasz mruknął tylko, że kilka łyków piwa Ksaweremu nie zaszkodzi.

Nie zgadzam się z tym. Ksawery to jeszcze dziecko. Nie powinien pić alkoholu. Nawet w małych ilościach.

Jak wytłumaczyć synowi i reszcie rodziny, że nie mają racji. Na razie ja wychodzę na taką, co robi sceny i się czepia, a nie ma o co.

Dorota z Radzymina

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje